Wiadukt w Kleczy Dolnej koło Wadowic to prawdopodobnie najczęściej uszkadzany wiadukt w Małopolsce. Mimo ostrzeżeń kierowcy ciężarówek regularnie próbują przejechać pod zbyt niską konstrukcją, co kończy się zaklinowaniem pojazdów, uszkodzeniami wiaduktu i utrudnieniami na drodze krajowej nr 52.
Aby zapobiec kolejnym zdarzeniom, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zamontowała przed wiaduktem specjalne bramownice ostrzegawcze i dodatkowe oznakowanie. Informacje o ograniczeniu wysokości do 3,5 metra ustawiono już kilkadziesiąt kilometrów wcześniej od strony Zakopianki i Bielska-Białej. Kierowcy nadal ignorują znaki, a bramownice trzeba wymieniać średnio co trzy miesiące.
- Co chwilę ktoś tu się klinuje, ale tak źle jak dziś jeszcze nie było - mówią Radiu Kraków mieszkańcy Kleczy Dolnej. - Nie było świąt Bożego Narodzenia, żeby któryś z kierowców nie utknął pod wiaduktem, a mieszkańcy w Kleczy go nie dokarmiali przez Boże Narodzenie. Wjeżdżają i blokują się. Nieraz jest to kilka godzin, ale teraz jest wyjątkowo. Dzisiaj to dosyć poważna sprawa. To się zdarza bardzo często. Kierowcy nie zważają na to, że tutaj mamy ograniczenie wysokości do 3,5 metra. Tyle co naprawili te wiszące znaki, może 10 minut upłynęło, jechał tir i automatycznie do góry się podniosło wszystko.
Drogowcy przekonują, że kierowcy są odpowiednio wcześniej informowani o ograniczeniu wysokości, a przed wiaduktem ustawiono specjalne bramownice ostrzegawcze. Problemem ma być ignorowanie oznakowania.
Niestety kierowcy permanentnie nie przestrzegają przepisów. Infrastruktura drogowa w tym miejscu taka jest, jaka jest. Kierowcy po prostu muszą się do tego dostosować. Dzisiaj, i wiele razy wcześniej, też ktoś się nie dostosował. Konsekwencje ponosimy wszyscy, bo droga w Kleczy Dolnej była zablokowana
- komentuje Kacper Michna z krakowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji.
Radiu Kraków udało się krótko porozmawiać z kierowcą ciężarówki. Z jego relacji wynika, że przed wiaduktem przejechał pod wygiętymi do góry bramownicami, nie zahaczając o nie. Uznał więc, że zestaw zmieści się także pod wiaduktem. Jak twierdzi, wysokość ładunku odpowiadała dopuszczalnemu prześwitowi, ale jedna z przewożonych betonowych płyt wystawała około 10 centymetrów ponad pozostałe. To właśnie ona uderzyła w wiadukt. Pozostałe płyty zmieściły się pod konstrukcją.
Co właściwie stało się w Kleczy Dolnej?
- Kierujący samochodem ciężarowym z naczepą, który przewoził płyty betonowe, zahaczył ładunkiem o konstrukcję wiaduktu kolejowego, powodując jego uszkodzenie. Nawiązano kontakt z dyżurnym PKP Wadowice. Ruch pociągów na trasie Bielsko-Biała - Kraków został wstrzymany do czasu zweryfikowania uszkodzeń przez pracowników kolei - informowała Agnieszka Petek z wadowickiej policji.
Ruch samochodowy był wstrzymany przez kilka godzin. Niestety, pociągi na trasie Bielsko-Biała - Kraków nadal nie kursują. Przewoźnik POLREGIO uruchomił zastępczą komunikację autobusową na odcinku objętym utrudnieniami. Jak dowiedziało się Radio Kraków, prawdopodobnie doszło do naruszenia konstrukcji wiaduktu.
Trzeba to powiedzieć wyraźnie. Doszło do katastrofy w ruchu lądowym. Kierowcy, którzy narażają na szwank i niszczą infrastrukturę kolejową, są pociągani do odpowiedzialności
- mówi Piotr Hamarnik z PKP Polskich Linii Kolejowych.
Naczepa ciężarówki też jest zniszczona.