- Zapraszam wszystkich serdecznie bez względu na przynależność partyjną, poglądy polityczne, wejdźcie na domtoniehotel.pl i podpiszcie petycję – zachęcała Aleksandra Owca na konferencji prasowej w poniedziałek na placu Wolnica. Petycja ma trafić do rządu. "Mam nadzieję, że pan premier będzie miał okazję zobaczyć, jak dużą liczbę mieszkanek i mieszkańców Polski tymi swoimi kompletnie niezrozumiałymi, skandalicznymi decyzjami doprowadził do wściekłości" – dodała kandydatka Razem na prezydenta Krakowa oraz radna miasta.
Podkreślając trudną sytuację części mieszkańców, którzy sąsiadują z lokalami najmowanymi krótkoterminowo, wskazała, że samorządy i mieszkańcy bloków muszą mieć realny wpływ na regulacje tego rodzaju najmu.
Owca nawiązała do poniedziałkowych doniesień Wirtualnej Polski o posiadaniu przez, związanego z Krakowem, wiceministra sportu i turystyki Ireneusza Rasia kawalerek i wynajmowaniu ich przed wyborami w 2023 r.
Zaapelowała do premiera Donalda Tuska o „natychmiastową dymisję ministra Rasia”, ale i o „niezwłoczne przywrócenie do regulacji o najmie krótkoterminowym tych zapisów, które zostały wykreślone z projektu ostatnią autopoprawką”.
Jak przypomniała, Raś odpowiada za projekt nowelizacji ustawy o usługach hotelarskich, który wstępnie miał dać gminom prawo do tworzenia stref wolnych od najmu krótkoterminowego, lecz przepis ten został wykreślony. Resort sportu przekonywał, że taka regulacja jest niepotrzebna.
- To jest kompletna kompromitacja tego rządu, kompletne postawienie na głowie tego, w jaki sposób przepisy powinny być pisane, jak zaufanie do obywateli powinno być pisane – mówiła kandydatka Razem.
W poniedziałek Wirtualna Polska podała, że Ireneusz Raś, wiceminister sportu i turystyki, który był odpowiedzialny za przygotowanie ustawy dotyczącej najmu krótkoretminowego, posiadał trzy mikrokawalerki przeznaczone na wynajem w Łodzi. Przed wejściem do rządu w grudniu 2023 r. sprzedał dwie z nich swojemu bratu (wieloletni proboszcz parafii mariackiej w Krakowie-PAP), a kolejną przepisał byłej żonie. Polityk pytany o tę sprawę podkreślił, że nie widzi konfliktu interesów, oraz że nie informował wcześniej premiera Donalda Tuska o czerpaniu dochodów z tych nieruchomości.