fot. OSP Więcławice
Kilkanaście samochodów stojących przy wjeździe do remizy w Więcławicach Starych to norma, zwłaszcza w niedzielę w godzinach przedpołudniowych, kiedy w pobliskim kościele odbywa się msza święta.
Nasza remiza jest usytuowana w bliskim sąsiedztwie parkingu parafialnego, dlatego myślę, że kierowcy uważają, że plac manewrowy przy remizie jest kontynuacją parkingu. Tak nie jest. Ostatnia niedziela to pokazała. Jesteśmy zastawienie. Nie dość, że samochód nie może wyjechać, to nawet my sami nie mamy gdzie zostawić samochodów, żeby wziąć udział w akcji-
- mówił Maciej Podymkiewicz naczelnik OSP Więckowice.
O przypadku czy niedopatrzeniu ze strony kierowców nie może tutaj być mowy. Remiza jest oznakowana, widoczne są także znaki informujące o tym, że parkować tam nie wolno. Jak mówią strażacy z Więckowic, nie pomaga nic, nawet interwencje proboszcza pobliskiej parafii:
Podejmowaliśmy działania, rozmawialiśmy z księdzem proboszczem. Były podawane komunikaty. Na chwilę pomogło. No niestety teraz być może aura skłania do tego, że ludzie wolą jechać samochodem zamiast iść pieszo. A samochód trzeba zaparkować. Są widoczne znaki: Straż. Wyjazd, remiza jest wyraźnie opisana. Są dwie wielkie czerwone brany, za którymi samochody. Przez przeszklenia można zobaczyć. Są znaki, żeby nie zastawiać.
Fot. OSP Więcławice
Jaki mandat za blokowanie wyjazdu?
Sprawą ma się zająć małopolska policja. Takie zapewnienie otrzymaliśmy od rzecznika tej instytucji Sebastiana Glenia. Mandaty mogą w tym wypadku mogą wynieść nawet kilka tysięcy złotych:
Takie tarasowanie może wręcz spowodować zagrożenie życia czy zdrowia, bo pomoc nie dojedzie na czas. Jest to wykroczenie i za policja czy straż miejska, gminna może nałożyć mandat. Ten mandat może wynieść od 20 do 3000 zł.
Problem ma także krakowskie MPK
Z problemem samochodów zostawianych w niedozwolonych miejscach zmagają się nie tylko strażacy. Często jeden samochód może sparaliżować miejską komunikację. Z takimi przypadkami często musi się mierzyć krakowskie MPK.
Najczęściej dochodzi do tego na ul. Długiej. Tam niemalże w każdym miesiącu zdarza się sytuacja, kiedy motorniczy nie może przejechać, bo tak blisko pozostawiony jest samochód torów, ze byłoby to niebezpieczne. Najbardziej cierpią na tym pasażerowie, bo to oznacza, że tramwaj czy autobus nie może punktualnie zrealizować swojego przejazdu. Pojazdy są kierowane na trasy objazdowe
- mówi rzecznik tej instytucji Marek Gancarczyk.
Jak dodaje, opóźnienia tramwajów czasami sięgają przez to nawet kilkudziesięciu minut.
Spóźnienie do pracy czy na ważne spotkanie to jednak nic w porównaniu do sytuacji, w której bezmyślnie zostawiony samochód przed remizą strażacką może kosztować ludzkie zdrowie czy nawet życie.
Jeszcze raz apelujemy o rozsądek w tej sprawie. Oby mandaty były w tym przypadku najmniejszym wymiarem kary.