"Chcemy zasugerować lokalizację w okolicy Kościoła św. Wojciecha, czyli tutaj ten wylot Grodzkiej - bardzo szeroki, gdzie ludzie też przysiadają. Chcemy wziąć pod uwagę do kameralnych solistycznych wykonań wylot ulicy Jana, tutaj na ścianie Sukiennic, także Rynek od strony Szewskiej, okolice wieży ratuszowej" - mówi Doksa-Tverberg.
Z występów pozostaje wyłączona Droga Królewska, czyli ulice Floriańska i Grodzka. Wyjątkiem mają być place przyległe - plac Mariacki, plac Marii Magdaleny oraz plac ojca Adama Studzińskiego w okolicy Wawelu. Artystów taka propozycja nie zadowala. Na samym Rynku chcieliby wyznaczenia nie trzech, a pięciu stref, gdzie mogliby prezentować swoje talenty.
"Nie przemawiają do nas argumenty o tym, że jesteśmy wyrzuceni na skutek turystyfikacji miasta, ruch na Rynku hamujemy, że przeszkadzamy mieszkańcom - na Rynku nikt nie mieszka - i, ten argument mi się najbardziej podobał, że jak się nas przesunie gdzie indziej, to za nami pójdą turyści i się Rynek rozluźni" - wyjaśnia Juranda Król zajmująca się pantomimą.
Podobnie sprawę komentuje kuglarz i szczudlarz Marek Czech: "Może jest taka idée fixe na przykład, że Kraków w obrębie Plant ma być miastem elitarnym. Takie rzeczy przychodzą mi do głowy. Po prostu sprowadzenie z powrotem ludzi, którzy będą płacić niesamowite pieniądze za miejsca w określonym rewirze VIP-owskim, nazwijmy to".
Nie zgadzają się z tym urzędnicy.
"Informowaliśmy artystów o tym, że musimy troszkę uspokoić centrum. Za dużo się dzieje, jest ogromne natężenie hałasu, a mamy rosnącą co roku liczbę turystów. Działamy w celu uspokajanie centrum, ale absolutnie nie eliminacji kultury z tej przestrzeni publicznej, bo przecież ta kultura jest dla miasta najważniejsza" - komentuje Magdalena Doksa-Tverberg.
Urzędnicy podtrzymują też swój brak zgody na prezentacje artystyczne z nagłośnieniem.
"Mamy tutaj ustawę o ochronie środowiska i park kulturowy, który wyraźnie wskazuje na to, że takie prezentacje z użyciem instrumentów nagłaśniających czy wzmacniających nie mogą być dopuszczone" - mówi Doksa-Tverberg.
Muzyk uliczny Włodzimierz Borowski podkreśla, że to niesprawiedliwe i warto wrócić do wcześniejszych regulacji, które określały dopuszczalny poziom natężenia dźwięku.
"Na przykład 45-50 decybeli to nie jest aż tak dużo, ale to wystarczy, aby cię z pięciu metrów słyszeli ludzi" - tłumaczy Borowski.
W 2018 roku miasto wydało około 130 pozwoleń na uliczne prezentacje artystyczne w ścisłym centrum Krakowa. W zeszłym roku - o połowę mniej.
(Magdalena Zbylut-Wiśniewska/łk)
Skontaktuj się z Radiem Kraków - czekamy na opinie naszych Słuchaczy
Pod każdym materiałem na naszej stronie dostępny jest przycisk, dzięki któremu możecie Państwo wysyłać maile z opiniami. Wszystkie będą skrupulatnie czytane i nie pozostaną bez reakcji.
Opinie można wysyłać też bezpośrednio na adres [email protected]
Zapraszamy również do kontaktu z nami poprzez SMS - 4080, telefonicznie (12 200 33 33 – antena,12 630 60 00 – recepcja), a także na nasz profil na Facebooku oraz Twitterze.
Zastrzegamy sobie prawo publikacji wybranych opinii.