Niestety, nawet gdyby policjanci bardzo chcieli odpuścić kierowcy, nie mają wyboru. Gdy zatrzymają samochód za przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h w terenie zabudowanym, obligatoryjnie muszą odebrać prawo jazdy. Oprócz tego muszą wręczyć kierowcy mandat (nawet ponad 1600 zł) i dać punkty karne. Rekord padł w Oswięcimiu. W niedzielę wieczorem 21-letni motocyklista przekroczył prędkość o 111 km/h (przy ograniczeniu do 40 km/h jechał 151 km/h).
To nie jedyna zmiana, którą w ostatnich dniach boleśnie odczuli niektórzy zmotoryzowani. Wprowadzone zostały też surowsze kary za prowadzenie samochodu bez uprawnień (18 ukaranych w ciągu tygodnia), za jazdę po cofnięciu uprawnień (12 ukaranych) i wyższe kary dla rowerzystów łamiących przepisy (do 500 zł mandatu za jazdę "pod wpływem" bądź za niebezpieczną jazdę; 60 ukaranych podczas akcji w ubiegły czwartek).
Zdaniem policji już widać działanie nowych przepisów. "Chyba każdy kierowca zauważył, że coś się zmieniło. Samochody jeżdżą wolniej, bezpieczniej. Bardzo za to dziękujemy kierowcom i mamy nadzieję, że ta tendencja się utrzyma" - mówi Tomasz Seweryn z krakowskiej drogówki. Jak dodaje, w najbliższym czasie planowanych jest jeszcze więcej kontroli niż do tej pory.
- Teraz to co chwilę patrzę na prędkościomierz - przyznaje w rozmowie z reporterem Radia Kraków pan Marcin, krakowski taksówkarz. Do rozmowy włącza się jego kolega z innej korporacji. "Żyjemy z jazdy samochodem, z tego mamy chleb. Nie wyobrażam sobie, żebym przez 3 miesiące nie mógł prowadzić auta" - mówi.
Według policji nowe prawo szybko przyniesie zmiany na drogach. Ich zdaniem kary są skutecznie. Jeszcze nikt nie został w Małopolsce ukarany za to, że wsiadł do auta w trakcie 3-miesięcznego "okresu karnego". Gdyby któryś z ukaranych to zrobił, grozi mu kolejny mandat i odebranie prawa jazdy na pół roku. Przy trzeciej powtórce sprawa trafia już do sądu.
(Karol Surówka/ko)
Obserwuj autora na Twitterze: