|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Prof. Jerzy Hausner: danina solidarnościowa będzie miała anty-solidarnościowy skutek

"Solidarności nie można wymusić. To jest niezwykle ważne dobro, które rodzi się w nas w relacji do innych ludzi i to nie może być pod nakazem" - mówił na antenie Radia Kraków prof. Jerzy Hausner. Wykładowca z wydziału Gospodarki i Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego odniósł się również do kwestii zarobków polityków. W poniedziałek na posiedzeniu sejmowej komisji regulaminowej odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy obniżającej o 20% uposażenia parlamentarzystów. To reakcja na burzę wokół nagród, jakie ministrom przyznała Beata Szydło.

Posłuchaj rozmowy

Panie profesorze, danina solidarnościowa nauczy nas solidarności?

Nie sądzę. To, że coś jest tak nazywane, to nie znaczy, że ma taką treść. We współczesnym świecie rzeczy są nazywane po to, żeby dawać im nazwy przeciwne od tego, czym są. Moim zdaniem, to kolejny przykład nadużycia słowa solidarność, bo solidarność nie może być pod przymusem. Solidarność to jest odruch, który wynika z mojej postawy, z mojego przekonania, że inni bliźni są tymi, za których powinienem czuć się odpowiedzialny. Gdyby pan premier zaproponował bogatym ludziom: opodatkujcie się sami albo przekażcie pieniądze, my stworzymy fundusz, będziecie mieli na niego naprawdę znaczący wpływ i będziecie społecznymi bohaterami, efekt byłby o wiele większy, a ja bym wiedział, że to jest solidarność.

 

Czyli jest możliwe stworzenie takiego mechanizmu, tylko nie na takich podstawach? Przede wszystkim dobrowolność, bo solidarności nie można zadekretować?

Solidarności nie można wymusić. To jest niezwykle ważne dobro, które rodzi się w nas w relacji do innych ludzi i to nie może być pod nakazem. To nie jest oczywiście tylko odruch serca, to postawa, nawyk, to jest moje odniesienie się do świata społecznego, w tym świata innych ludzi, w szczególności tych, którzy są słabsi ode mnie.

 

15 maja mamy poznać mechanizmy tego podatku solidarnościowego. Jeśli istnieje jakiś model, który rzeczywiście można byłoby zaproponować i nie byłby modelem polegającym na wymuszaniu pieniędzy, to jaki by to mógł być model?

Ja tylko przypomnę, że to rząd przeszedł od trzech stawek podatkowych – 40, 30, pierwotnie 20, a potem 19 – do dwóch stawek podatkowych. No to jeśli uważamy, że ci bogaci powinni więcej wnosić do kasy państwowej, to przywróćmy 40-procentową stawkę podatkową. W końcu kiedyś w Polsce istniała. Ja bym się za tym opowiedział, prawdopodobnie płaciłbym ten podatek, ale wiedziałbym, że płacę podatek, a nie miałbym żadnych wątpliwości, jeśli nasze państwo potrafiłoby te pieniądze, które zgromadzi, rzeczywiście przeznaczyć nie na rozdawnictwo, po to żeby wygrywać wybory, tylko na rozwiązywanie problemów społecznych, w tym wielkiego problemu tych osób, którymi zajmują się rodzice, nie mogąc pracować, a kiedyś ci rodzice odejdą. Mnie się wydaje to najprostsze i najrozsądniejsze. Jeśli my uważamy, że problemem jest nierównowaga budżetowa. Z jednej strony rząd informuje nas w trakcie roku finansowego (zawsze mówię: spokojnie poczekajmy na konie roku, nikt nie rozlicza się z miesiąca w skali kasy państwowej), że ma nadwyżki, fantastyczną koniunkturę. Ja widzę wzrost wydatków, w tym również wydatków socjalnych, ale widzę, że bardzo często te wydatki są źle skonstruowane, często pod wpływem spadających sondaży, racji politycznych, a nie istotnych racji społecznych. Jeszcze raz podkreślam, jeśli jest tak, że mamy za mało środków finansowych na rozwiązywanie problemów społecznych, wprowadźmy wyższą stawkę podatkową i jednocześnie pokażmy, że potrafimy finansować rozwiązywanie tych problemów, a nie że załatwiamy tylko popularność i wynik wyborczy.

 

Rozmawiamy w Dniu Święta Pracy, dlatego zapytam o pracę i godną płacę za dobrą pracę, rzecz jasna. Według pana samorządowcy zarabiają zbyt dużo? Czy obniżanie ich uposażeń może być w jakiś sposób uzasadnione?

Co to znaczy „zbyt dużo”? Do czego to miałoby być odniesione? Jest rzeczą oczywistą, że każdej wspólnocie lokalnej, wszystko jedno, czy to jest wspólnota gminy, powiatu, województwa, powinno zależeć na tym, żeby nie tylko wybrać ludzi godnych zaufania, ale żeby byli dobrymi gospodarzami. To znaczy, że powinno się szukać wśród tych, którzy mają największe kompetencje, wiedzę, doświadczenie, energię, umiejętności. Ludzie, którzy mają takie cechy, na ogół nie mają problemu ze znalezieniem pracy i zarobieniem na siebie. Nie chodzi to, żeby ich zarobki były równe zarobkom menadżerów w firmach prywatnych, bo to byłoby przegięcie, ale też nie może być tak, że sprowadzamy to wynagrodzenie do jakiegoś symbolu. W dodatku to, co w tym postępowaniu ze szczebla centralnego mnie razi, to to, że konstytucyjnie mamy taki ustrój państwa, w którym samorządy nie podlegają bezpośrednio rządowi. W związku z tym do ustalania poziomu wynagrodzeń są struktury samorządowe. Można dyskutować, czy nie wprowadzić pewnych górnych progów – np. wynagrodzenie nie powinno przekraczać progu iluśkrotności przeciętnego wynagrodzenia, może nie na danym terenie, ale w skali kraju. Gotów byłbym taką rzecz rozważać. Ale to, żeby ustalać wynagrodzenia przez organ, który nie ma do tego żadnego tytułu, to dla mnie nieporozumienie. Tak samo jak nieporozumieniem jest to, ile zarabia prezydent naszego kraju, premier. To, że później w związku z tym szuka się innego rozwiązania, pokazuje, jak jesteśmy – mówiąc wprost – nierozsądni, nieroztropni. Nie mówię, że to mają być kokosy, ale to musi być takie wynagrodzenie, które odpowiada kompetencjom i odpowiedzialności tych ludzi. Dlatego żeby nie mieli elementarnych zmartwień finansowych. Powinni się skoncentrować na niezwykle trudniej i intensywnej pracy. Jeśli ktoś chce pracę publiczną na jakimkolwiek poziomie wykonywać odpowiedzialnie, intensywnie, aktywnie, to naprawdę zabiera to całą energię, na nic innego nie ma czasu, dorabiać się nie da i nawet nie wolno. W związku z tym ci ludzie muszą zarobić tyle, żeby nie było dla nich problemem zastanawianie się, czy stać ich, żeby kupić nową koszulę. Przy 6 tys. złotych będziemy zachęcali burmistrzów, prezydentów, żeby wiele kosztów swojego normalnego działania i przygotowania do pracy przenosić na urzędy. To wynagrodzenie powinno być relatywnie wysokie i nie powinno podlegać politycznym, koniunkturalnym ustaleniom. Nie uważam, żeby akurat w tej dziedzinie było coś zdrożnego. Niewłaściwe są absolutnie zbyt niskie wynagrodzenia najwyższych urzędników państwowych. Te wynagrodzenia dawno powinny być podniesione. Kolejne rządy utrzymywały je na tym samym poziomie, ale zezwalały na to, żeby można było w jakiś sposób uzupełnić. Były takie czasy, kiedy wysokim urzędnikom oferowano dwie rady nadzorcze. To jest zła droga. Tak się psuje państwo.

 

Tak się psuje także samorządy, obniżając uposażenie samorządowców? Dr Marcin Kędzierski z Uniwersytetu Ekonomicznego napisał: Kto płaci orzeszkami, temu pozostają małpy.

Bardzo ładnie powiedziane.

 

A inne rozwiązania? Podwyższamy uposażenie parlamentarzystów, samorządowców, ale zmieniamy funkcjonowanie administracji, odchudzamy ją, wprowadzamy e-urzędy i likwidujemy np. w przypadku parlamentarzystów przywileje, żeby nie było już niejasności. Tyle dostaje i tyle ma.

Mam wrażenie, że my za dużo na ten temat dyskutujemy w sytuacji, gdy inne nasze problemy związane z pracą są ważniejsze. Dzisiaj dla bardzo dużej części przedsiębiorstw problemem staje się to, że nie ma pracowników, a my rozmawiamy o wynagrodzeniu burmistrzów, a nie rozmawiamy o tym, jak się mają rozwijać małe i średnie firmy w Polsce, bo tylko duże firmy mają na razie jeszcze wzrost zatrudnienia. One napotykają na poważną barierę rozwoju, ponieważ jest coraz mniej pracowników, a jeśli ich się chce mieć, to trzeba więcej płacić. To jest problem do zastanawiania się. Czy dobrze, że obniżyliśmy wiek emerytalny? Czy 500 plus, które wyprowadziło 100 tys. kobiet z rynku pracy w sytuacji naszej zapaści demograficznej? Czy tu nie popełniamy jakichś kolosalnych błędów? Rozumiem, że opinia publiczna się tym interesuje, ale popatrzmy na to, co nas naprawdę wszystkich dotyczy i co będzie miało dla nas bardzo negatywne skutki. Z drugiej strony mamy nawet milion Ukraińców. Pytanie, czy to ma być tylko element przejściowy, czy też nam powinno zależeć, żeby tutaj się zakorzenili? Za chwilę nas będzie jeszcze mniej. Kolejny problem: jak się popatrzy, jak wygląda gospodarka cyfrowa, jak pomyślimy o innowacyjności, którą się musi wykazywać, to wyraźnie widać, że podstawą firmy jest to, co ludzie mają w głowach, a nie co mają w mięśniach. Dzisiaj, jeśli chodzi o majątek firm, największe składniki tego majątku wieczorem idą do domu. Czy nasze firmy, jeśli będą tak traktowały jak dotychczas pracowników, i wynagradzały, jak wynagradzały, to rzeczywiście będą innowacyjne? Powinniśmy pomyśleć o tym, jak wygląda nasz system edukacji. To nie jest temat naszej rozmowy, debaty, refleksji.

 

To dostrzegają przedsiębiorcy, kiedy mówią o braku rak do pracy. Widzimy, co się dzieje podczas przetargów.

My jako obywatele rozmawiajmy z tymi, którzy dzisiaj nas reprezentują w Parlamencie o tym. Zasada powinna być prosta: ludzie na stanowiskach publicznych powinni być godziwie wynagradzani po to, żeby się skoncentrowali na robocie i powinni się z efektywności tej roboty rozliczać. Koniec. A teraz porozmawiajmy, co chcecie zrobić z naszymi problemami. My chcemy wam pomóc, ale wy musicie zaproponować rozwiązania. Co robimy z przyszłością systemu emerytalnego? Co robimy, żeby średnie firmy w Polsce były dużo bardziej umiędzynarodowione, żeby były silniejszymi eksporterami? Jak działamy, żeby małe firmy miały szansę dojść do pozycji międzynarodowego średniej wielkości gracza? To są problemy naszej rozmowy i o to trzeba pytać polityków. W tym wszystkim jest także refleksja o tym, że skoro mówimy o gospodarce opartej na wiedzy, to musimy w coraz większym stopniu kłaść nacisk na proces uczenia się. To nie jest tradycyjne uczenie się. Czy my współdziałamy? Czy tworzymy społeczne zaplecze dla nowoczesnej, konkurencyjnej gospodarki. Nie. Jesteśmy bardzo wsobni. Nie da się tego zadekretować. Natomiast jak zaczęliśmy od solidarności, to chcę wyraźnie powiedzieć: danina solidarnościowa będzie miała anty-solidarnościowy skutek. Co nie znaczy, ze nie można pobudzać w rozsądny sposób solidarności.

45%
55%
WASZE KOMENTARZE

Liczba komentarzy: 2

Grzegorz

Piątek, 4 maja 2018, 08:32

Solidarności nie można wymusić? No no, panie Hausner, nie sądziłem że z Pana taki liberał. Tylko jakoś sobie nie przypominam by Pan będąc u władzy starał się wyeliminować redystrybucję dóbr.

Odpowiedz

Wtorek, 1 maja 2018, 11:03

Wynagrodzenia dla polityków powinny być powiązane z jakością ich pracy i osiągnięciami. Nie powinny być wysokie, najwyżej srednia krajowa

Odpowiedz