Katarzyna Sosenko, historyczka sztuki, antykwariuszka, kolekcjonerka, córka Bożeny i Marka Sosenków, siostra kolekcjonerki i kolekcjonera jest gościem Marzeny Florkowskiej
- A
- A
- A
W łazience na fortepianie – Katarzyna Sosenko o życiu w domu pełnym staroci
Gdy ktoś pytał u nas w domu, gdzie jest jakiś przedmiot, tata mówił, że w łazience na fortepianie. Faktycznie dom był przepełniony zabytkami i właściwie wszystko było zabytkowe.Nie buntowała się pani nigdy? Nie miała pani takiego poczucia: mam dosyć. Za dużo, za pełno, za różnorodnie. Potrzebuję pustej, czystszej przestrzeni.
Nie, ja od samego początku też miałam świadomość, że jestem najstarsza z rodzeństwa, więc jestem takim liderem tego, co zapoczątkowali rodzice. Często się mówi, że dzieci podejmują dzieło rodziców i twórczo je rozwijają. Właśnie my z moim rodzeństwem w taki sposób pracujemy.
Czy pani kiedyś dostała całkiem nową zabawkę, którą wypatrzyła sobie pani na wystawie sklepu?
Prawdę mówiąc jestem dzieckiem późnego PRL-u, więc wtedy był problem z zabawkami. Ja też nie mieszkałam w centrum Krakowa jak dzisiaj, tylko na peryferiach w Bieżanowie, więc mama z trójką dzieciaków jeżdżąca tramwajem, żeby się zaopatrzyć w zabawki, to była wyjątkowa okazja. Faktycznie dosyć rzadko te współczesne zabawki nas otaczały i wchodziły do naszej codzienności. Bardziej bawiliśmy się tymi starymi zabawkami.
Pani się specjalizuje w zabytkowych flakonach na perfumy. Kiedy po raz pierwszy powąchała pani perfumy albo użyła tych perfum?
To faktycznie akurat dobrze pamiętam, dlatego że moja babcia miała przyjaciółkę, która mieszkała w Niemczech. Przywiozła kiedyś ze sobą różne takie atrakcyjne przedmioty związane z kulturą zachodnią, między innymi czekoladowe ciasteczka i flakon perfumowy. Miał zatopioną orchideę, kwiatuszek, który był specjalnie umieszczony, a opakowanie było czerwone, welurowe. Wtedy wydawało mi się to takim wielkim luksusem, niesamowicie ekskluzywną rzeczą. A po latach, kiedy już zostałam kolekcjonerką, historyczką sztuki i antykwariuszką, tworząc i rozwijając swoją kolekcję zapachu właśnie trafiłam na bardzo podobny flakonik.
Jak to jest dorastać wśród tylu tak różnych przedmiotów, które w każdym miejscu są i które człowieka z jednej strony przytłaczają, z drugiej strony inspirują, z trzeciej strony w ogóle pokazują, że taki świat jest?
Ten dom w Bieżanowie był częścią takiej społeczności urzędniczej. Mój pradziadek go zbudował, Villa Helena, czyli imię mojej prababci, dzisiaj imię mojej córki. I tam odbywały się różnego rodzaju przyjęcia, spotkania wokół różnych intelektualnych potrzeb, ale też towarzyskich. Mieszkaliśmy w trzy pokolenia, z dziadkami, rodzicami, moim rodzeństwem. Ta historia cały czas gdzieś się przenikała. I faktycznie mówiło się u nas w domu, gdzie jest jakiś przedmiot? I tata mówił, w łazience na fortepianie. I to jest pewnego rodzaju taka klamra, która pokazuje, że faktycznie dom
Tata w latach siedemdziesiątych zaczął kolekcjonować zabawki. W tym czasie w Polsce jeszcze nikt ich tak naprawdę nie dostrzegał. Jedynie osoby, które widziały na zachodzie katalogi aukcyjne, gdzie pojawiały się takie wzbudzające emocje ceny zabawek, gdzie lalka mogła kosztować 20 tys. euro na przykład. I dużo zabawek właśnie wyjechało na rynek zachodni, dlatego, że kolekcjonerstwo anglosaskie czy niemieckie jest znacznie wcześniejsze. To już jest koniec XIX wieku i cały XX wiek.
Natomiast w Polsce tata zaczął tą pionierską pracę z marginalizowanym tematem, która już trwa prawie 50 lat. Ta praca faktycznie to jest dzieło życia. To jest opus magnum moich rodziców, mojego rodzeństwa i moje.
I to jest ogromny kapitał, który dzisiaj jest nie do stworzenia przez żadną instytucję. Historia rodziny Sosenków to jest także historia tej kolekcji.
Czy fortepian dalej stoi w łazience?
To był oczywiście żart, ale faktycznie ten nasz dom rodzinny jest bardzo tradycyjny. Więc wnuki też się cały czas rozwijają w tej atmosferze.
Komentarze (1)
Najnowsze
-
08:52
Upadek Zondacrypto pod lupą. Co jest prawdą, a co dezinformacją?
-
08:15
Urszula Nowogórska (PSL): Polska nie powinna repektować wyroków TSUE ws. małżeństw jednopłciowych
-
08:01
Kraków szykuje się na najazd angielskich kibiców. Będzie śmigłowiec i wsparcie z Wysp
-
07:46
Kryptowaluty i handel ludźmi. Policja uderza w zorganizowaną grupę
-
07:30
Była szefowa DPS w Nowodworzu walczy o etat. W tle prokuratura i zarzuty wobec starostwa
-
07:19
Kosarzyska kontra Koszarzyska. Mieszkańcy mówią jasno: „Tak było od zawsze”
-
06:58
Na trasę do Morskiego Oka wracają „elektryki”, ale zaprzęgi konne zostają
-
06:41
Sztuka, która hipnotyzuje. Wystawa Si On w Bunkrze Sztuki z Marką Radia Kraków
-
06:25
Środa umiarkowanie ciepła, w nocy na południu nawet... -6 stopni
-
06:00
Wyjątkowy zabytek na torach Krakowa. Odrestaurowany wagon LOWA wyjedzie na majówkę
-
23:00
Sarnie Uroczysko. Tajemnice codzienności prof. Karola Estreichera juniora
-
19:27
Krakowski karmelita uwolniony z więzienia na Białorusi. Brat Grzegorz Gaweł wróci do kraju
-
18:25
Afera Zondacrypto. Czy regulacje mogły zapobiec stratom?
-
18:25
Dwa wypadki na autostradzie A4
-
16:55
Poczobut na wolności. „To cud, że wyszedł z łagru żywy”
-
16:39
Sprawdzili, jak wygląda służba od środka. Finał projektu w Tarnowie
-
16:13
Wandalizm w centrum Dąbrowy Tarnowskiej. Tężnia zamieniona w miejsce libacji
-
16:12
Zmarła „Babcia Lucyna”. Pokazała, że na marzenia nigdy nie jest za późno
-
16:05
Nauka przez zabawę i doświadczenie. Edukacja zaczyna się w przedszkolu
-
15:17
Bez niej w Krakowie nie byłoby feminizmu. "Byłyśmy strofowane w życiu prywatnym i publicznym"