Klub parlamentarny PSL zdecydował wczoraj, że poprze kandydaturę Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem jeszcze nie tak dawno przyjmowali państwo ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, w której między innymi był zapis o tym, że czynny polityk przez cztery lata nie może starać się o to stanowisko. Co się zmieniło od tego czasu?
Wczoraj mieliśmy posiedzenie klubu, na które był zaproszony minister Berek. Zadawaliśmy dużo trudnych pytań. Na wszystkie odpowiedział. W jakiś sposób nas usatysfakcjonowało, bo byliśmy ciekawi odpowiedzi na wiele pytań, które pojawiają się również w przestrzeni publicznej.
Nie jest też już ministrem, więc czynnym politykiem nie jest. Do partii, z tego, co wiem, nigdy nie należał. Był natomiast bardzo dobrym urzędnikiem w Kancelarii Sejmu, który rozpoczynał swoją drogę od referenta, a następnie dochodził do wyższych szczebli kierowniczych.
W zasadzie większość sędziów Trybunału ma jakąś przeszłość polityczną. Więc trzeba być bardzo ostrożnym w formułowaniu opinii i sądów, bo można naprawdę kogoś niesłusznie pomówić.
Jakoś nie przekonuje to dziewięciu organizacji obywatelskich z Helsińską Fundacją Praw Człowieka na czele.
Pewnie mają swoje powody. Nam zależy na tym, żeby Trybunał Konstytucyjny w końcu zaczął funkcjonować, bo tak naprawdę musi stać na stanowisku kontroli władzy ustawodawczej i wykonawczej, ale przede wszystkim powinien stać na straży praw jednostki. Więc kiedy będziemy głosować za tą kandydaturą, jesteśmy pewni, że ma on również swoją wizję działalności w Trybunale Konstytucyjnym. O tym nam mówił również wczoraj, więc wierzymy, że jest to dobra kandydatura.
Choć premier Tusk mówił i przekonywał, że bierze tę skazę na siebie. Skazę, czyli — takiego użyję sformułowania — nie wszystko jest tak, jak powinno być. Rozumiem, że politycy głosujący również tę skazę biorą na siebie. Również PSL.
Pytaliśmy wczoraj pana Berka o to, kiedy tak naprawdę rozpoczęła się jego znajomość z Donaldem Tuskiem. Opowiadał nam, jakie były jego początki, kiedy pracował w Senacie. Tam również senatorem był pan premier Donald Tusk. Opowiadał nam o kulisach pisania ustawy, którą wówczas miał za zadanie sformułować w Senacie. I tak zaczęła się ta znajomość. Natomiast to nie jest łatwa znajomość.
Premier, mówiąc, że bierze skazę na siebie, jest tego świadomy, bo minister Berek jest osobą bardzo odważną i potrafił wiele razy powiedzieć „nie” różnym środowiskom politycznym. To znaczy, że ma twardy kręgosłup i że dobrze będzie wypełniał swoją funkcję w Trybunale Konstytucyjnym. Takie jest nasze zdanie.
Premier mówi o skazie. Wątpliwości związane z tą kandydaturą ma część polityków, choćby Lewicy. Pani żadnych wątpliwości nie ma?
Nie. Powiem szczerze, że po wczorajszej rozmowie, która odbyła się na spotkaniu naszego klubu, po pytaniach, które zostały zadane, i po odpowiedziach, które usłyszeliśmy, mam żadnych wątpliwości. Rozmawialiśmy też o tym, że przecież zarówno sędzia Święczkowski, jak i Piotrowicz to ludzie, którzy mają swoją przeszłość polityczną. Więc to, że przeciwnicy polityczni czy też opozycja podnoszą takie argumenty, mnie do końca nie przekonuje.
A czy wśród ludowców nie ma jakichś odrębnych zdań? Wszyscy zagłosują za tą kandydaturą?
Wydaje się, że tak. Tak jak mówię, to były trudne pytania. Od odpowiedzi na nie uzależnione było również nasze poparcie, więc wierzę, że wszyscy, którzy zadawali pytania, dostali odpowiedzi, na które liczyli.
Tymczasem w charakterze świadka w sprawie ślubowań sędziów Trybunału Konstytucyjnego ma być przesłuchany prezydent Karol Nawrocki. Jakie znaczenie dla odbudowy Trybunału Konstytucyjnego będzie miało to przesłuchanie? Bo też możemy sobie wyobrazić odmowę przyjęcia ślubowania od sędziego Berka.
Zobaczymy, jak zachowa się pan prezydent, czy rzeczywiście przyjmie ślubowanie od pana ministra Berka. Dyskutujemy też w różnych środowiskach nad tym, co politycznie dzieje się w Polsce. Uważam, że każde działanie, które zmierza do blokady działalności Trybunału Konstytucyjnego, jest działaniem na szkodę państwa polskiego i jego obywateli. Mam więc nadzieję, że wszystkie opinie, które również pojawiają się ostatnio w przestrzeni publicznej, sprawią, że pan prezydent, znając doskonały kunszt prawniczy pana ministra Berka, jego ogromną wiedzę prawniczą i przede wszystkim uczciwość, przyjmie od niego ślubowanie.
O dziewiątej blok głosowań dzisiaj w Sejmie, między innymi właśnie w sprawie ministra Berka. No i jeszcze odrzucenie weta prezydenckiego weta w sprawie kryptowalut. Czy to, że to weto zostanie obronione, wydaje się pani przesądzone? Trudno będzie zdobyć kwalifikowaną większość trzech piątych, kiedy odrzucenia weta nie chce ani Prawo i Sprawiedliwość, ani Rozwój Plus, ani Konfederacja.
To jest trudny temat, ale żeby odpowiedzieć na wszystkie wątpliwości związane z tą sprawą, należałoby tak naprawdę odpowiedzieć sobie na jedno fundamentalne pytanie: czy w ogóle wszystkie środowiska polityczne dojrzały do tego, aby ochronić Polaków przed zagrożeniami, jakie niosą za sobą kryptowaluty. W proponowanych uregulowaniach chodziło między innymi o nadzór KNF-u. Jeżeli rzetelne instytucje finansowe czy też instytucje zajmujące się finansami działają na polskim rynku, to powinny być również pod ochroną i kontrolą wszystkich tych mechanizmów, które gwarantują bezpieczeństwo obywatelom i ich środkom. Bo przede wszystkim właśnie o to chodzi. To jest dzisiaj trzecie podejście. Zobaczymy, jak rzeczywiście rozstrzygnie się to głosowanie. Natomiast nie ulega wątpliwości, że te kwestie wcześniej czy później należy uregulować, po to, żeby nie uciekać również przed nowoczesnymi metodami działania finansowego, bo przecież o takim działaniu mówimy w przypadku kryptowalut. Tutaj nie uciekniemy, nie będziemy jakąś enklawą w Europie. Natomiast żeby dać bezpieczeństwo obywatelom, musimy stworzyć ustawę, która to bezpieczeństwo im zagwarantuje. Tę kwestię wcześniej czy później i tak trzeba będzie uregulować. A bijatyka polityczna, która w tej chwili rozgrywa się przy tej sprawie, naprawdę chyba nikomu nie służy.
Mówi pani: wcześniej czy później uregulować. Rozporządzenie MiCA zostało przyjęte, o ile dobrze pamiętam, w połowie 2023 roku. To trochę czasu mieli państwo, żeby uregulować rynek kryptowalut, a robią to państwo raczej później niż wcześniej.
No tak, ale proszę też pamiętać o tym, że czas uchwalenia tej ustawy, dyskusja, debata, weto, które zostało złożone pod koniec okresu przysługującego panu prezydentowi — to wszystko wydłuża ten czas. I tak jak powiedziałam, ta bijatyka polityczna naprawdę nikomu nie służy.
No to co teraz? Mamy zapowiedź czwartego podejścia. Pytanie, czy uwzględnią państwo więcej niż jedną poprawkę, bo, o ile dobrze pamiętam, jedna poprawka prezydencka została uwzględniona, a prezydent zaproponował ich kilkanaście. Poseł Polski 2050 Śliz mówił o projekcie również konsultowanym z prezydentem. Mówimy o kilku projektach dotyczących rynku kryptowalut czy o tym czwartym podejściu, takim samym, z założeniem, że zaproponujemy to samo i z myślą, że przyniesie to inne efekty?
Jest jedna fundamentalna zasada. Wszędzie tam, gdzie wkrada się polityka, dobrze się nie dzieje. Więc jeżeli mamy decydować o bezpieczeństwie obywateli, o przyszłości ich rodzin, o przyszłości środków finansowych, którymi dysponują obywatele, to należy im zapewnić bezpieczeństwo. Kłótnia polityczna, przekamarzanie się, przerzucanie odpowiedzialnością, przerzucanie się tym, kto czego dokonał, kto czego nie zrobił albo dlaczego zrobił to późno, jest po prostu, moim zdaniem, niepoważne. Jeżeli zależy nam naprawdę na budowaniu mocnej Polski, mocnej gospodarki i dobrej przyszłości naszych obywateli, to te kwestie należy uregulować. Czy to będzie ta, czy inna ustawa — nieważne. Musi to zostać uregulowane. Mam nadzieję, że głosowania, które będą się dzisiaj odbywać w Sejmie, pokażą obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej, że są takie kwestie, w których polityki nie powinno być. A to jest między innymi jedna z nich. Dlatego mam nadzieję, że nastąpi refleksja polityczna i że te kwestie uda się formalnie i prawnie uregulować.
Jestem zwolennikiem dialogu. Nawet o trudnych sprawach, nawet kiedy nie ma na horyzoncie widoku porozumienia, trzeba rozmawiać, bo w końcu wcześniej czy później któraś strona ustąpi. A tak jak powiedziałam, przyszłość Polski i bezpieczeństwo obywateli, zważywszy na trudną sytuację geopolityczną, w której żyjemy, są naprawdę ważne.
Maksymalnie dziesięciu kandydatów będzie się ubiegać o fotel prezydenta Krakowa, bo trwa weryfikacja podpisów. Każdy z kandydatów miał jednak jakieś problemy ze zbiórką podpisów. Najczęściej słyszymy, że obywatele nie chcą podawać swojego numeru PESEL. Jakie wnioski z tego — takiego użyję sformułowania — wyborczego poligonu w Krakowie płyną przed wyborami parlamentarnymi?
To, że obywatele z nieufnością podpisują listy poparcia dla poszczególnych kandydatów, nie jest tylko problemem wyborów w Krakowie. Przy każdych wyborach, które miały miejsce w niedalekiej przeszłości, takie problemy występowały. Natomiast wynika to właśnie z tego, co powiedziałam. Polityka zeszła na bardzo niebezpieczne obszary i to powoduje, że obywatele nie mają zaufania do polityków. I to niestety przekłada się na jakość rządzenia w naszym kraju. Wszyscy politycy, wszyscy samorządowcy, jeżeli w swoich decyzjach, w swoich debatach podejmują zbyt wysokie ryzyko polityczne, kierując się politycznymi emocjami, to naprawdę nikomu nie będzie to służyło.
Mam nadzieję, że Krakowianie wybiorą dobrze, że rzeczywiście będą kierować się tym, co ktoś chce dla Krakowa i jego mieszkańców zrobić. Przede wszystkim istotna jest wizja przyszłości, strategia działania, uporządkowanie chaosu i tej niepotrzebnej politycznej emocji, która również w Krakowie jest. Na tym powinno wszystkim zależeć, więc mam nadzieję, że mieszkańcy dobrze zadecydują. Te wybory będą skuteczne i ktoś, kto zostanie w tych wyborach wybrany dobrze i godnie Kraków będzie reprezentował.