Referendum jako sygnał ostrzegawczy dla samorządu
Przed referendum mówiła pani w Radiu Kraków, że ewentualne odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego nie musi być przełomem w polityce ogólnopolskiej. Podtrzymuje pani to zdanie?
Tak, dlatego że rozmawialiśmy przed samym referendum i widzieliśmy, jakie są sondaże i prognozy. One się potwierdziły i dzisiaj tego zdania nie zmieniam.
Natomiast jeśli pytamy, jak to mogłoby rezonować ogólnopolsko, to naprawdę powinniśmy się zastanowić, czy przepisy o referendum odwoławczym są optymalne. I nie chodzi o to, żeby bronić tego czy innego burmistrza czy prezydenta, tylko o pytanie, czy faktycznie o to nam w demokracji lokalnej chodziło. W Ciechocinku zabrakło kilkudziesięciu głosów do odwołania burmistrza, więc to naprawdę różnie bywa. Nie zawsze jest to skuteczne. Natomiast zastanówmy się bardzo poważnie, czy to jest w ogóle dobry instrument w naszej demokracji lokalnej.
Mówiła pani poprzednio, że polska demokracja lokalna nie jest martwa, ale jest negatywna. Referendum to plebiscyt negatywny: w Krakowie 98 procent głosujących było za odwołaniem prezydenta, a jego zwolennicy po prostu do urn nie poszli.
Tak, ale wszystko zależy od tego, jak będziemy o tym mówić. Jeśli powiemy, że 98 procent zagłosowało za odwołaniem, to jest to oczywiste, bo referendum jest budowane na negacji. Idą ci, którzy byli przeciwko zarówno w wyborach samorządowych, jak i teraz.
Moim zdaniem nie powinno się prowadzić kampanii „zostań w domu”, bo to jest naprawdę antyspołeczne. Z drugiej strony doświadczenie pokazuje, że chyba tylko ówczesny prezydent Sopotu Jacek Karnowski obszedł wszystkie domy i zachęcał: „idźcie i wyraźcie swoje zdanie, jeżeli jesteście za mną”. I wygrał to referendum.
Mamy więc problem. Z jednej strony nawołujemy ludzi do aktywności i partycypacji społecznej, z drugiej strony cała kampania jest prowadzona pod hasłem „zostań w domu”. Kiedy czytam pierwsze analizy kampanii byłego już prezydenta Krakowa, to wszystko wskazuje na to, że była ona przyzwoicie robiona. Na ostatnim etapie zaważyły pewne głosy. Potwierdza to zresztą moją tezę, bo Rada Miasta pozostała nieodwołana.
Pytanie, czy to była kampania, która mówiła: mamy lepsze rozwiązania na gigantyczne problemy Krakowa, poczynając od olbrzymiego deficytu. Czy raczej była to kampania, powiedziałabym, instagramowa, oparta na szybkich przesłankach. Coś nam tutaj szwankuje. Problem jest moim zdaniem gdzie indziej: czy faktycznie samorząd jest tak dobry, tak dobrze zakorzeniony i tak silny, jak nam się powszechnie wydaje.
Spór o przepisy i logikę odwoływania prezydentów
Co musiałoby się zmienić w instytucji referendum, żeby było ono lepszym miernikiem tego, czy ktoś nadaje się na funkcję włodarza miasta?
Proszę zobaczyć, radę miasta odwołujemy przy frekwencji, która de facto jest frekwencją z pierwszej tury, ale tam mamy różnorodność kandydatów, która powoduje wysoką partycypację. Zazwyczaj w drugiej turze frekwencja jest niższa, bo ci, którzy stracili swoich kandydatów, często nie idą. A w referendum frekwencję mierzymy od drugiej tury przy prezydencie. To jest pewna nierówność.
Moim zdaniem zmiana przepisów, która obniżyła ten próg, była zła. Nie dla tego czy innego prezydenta. Nie rozmawiamy o personaliach, tylko o mechanizmie, który jest wytwarzany.
Można spróbować zrobić inaczej: odwołujesz z propozycją powołania nowego. Stwórz koalicję, pokaż innego kandydata. Chodzi mi cały czas o to, że nawet jeśli Miszalski został odwołany, to nie znaczy, że kolejny kandydat nie będzie z takiej samej opcji jak odchodzący. Żebyśmy nie przekładali polityki krajowej na samorząd.
W Krakowie bardzo prawdopodobne wydaje się, że druga tura kolejnych wyborów może odbyć się między kandydatem Koalicji Obywatelskiej a Łukaszem Gibałą.
No właśnie. A PiS, który nie jest w stanie wprowadzić do drugiej tury swojego rdzennego kandydata, bardzo chętnie będzie odwoływał czy tworzył takie negatywne koalicje. I nie tylko PiS. Dlatego apeluję o spokojne spojrzenie.
Prawo i Sprawiedliwość próbuje jednak przenieść wynik krakowskiego referendum na poziom ogólnopolski. Przemysław Czarnek mówił na Rynku Głównym, że to osobista porażka Tuska i że „upadek krakowskiego Tuska” poprzedzi upadek Tuska w Warszawie. Taka taktyka może się powieść?
To znaczy, że PiS-u już nie ma, bo przypomnę, że ich kandydata nie było nawet w drugiej turze. To po pierwsze.
Po drugie, dzisiaj największy problem, jaki mają zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Donald Tusk, to jest to, jakiego kandydata wystawić w wyborach na prezydenta Krakowa. Nie tylko kogo wesprzeć, ale jeśli kogoś wesprzeć czy poprzeć, to kogo, żeby miał realne szanse.
Kampania będzie krótka. I to naprawdę nie jest tylko kwestia tego, kto będzie ładniejszą czy lepszą twarzą. Z perspektywy Warszawy widać rosnące problemy Krakowa, a o tym się w ogóle nie dyskutuje. Jaki jest pomysł? Nie słyszałam, żeby dobre rozwiązania miał na przykład stały kandydat, pan Gibała.
To, co na pewno się wydarzy, to dzisiejszy triumfalizm, między innymi posła Czarnka. Rozumiem, takie są prawa opozycji. Ale nie zdziwię się, jeżeli wystartuje na przykład Grzegorz Braun, bo myślę, że wielu kandydatów wystartuje po to, żeby zbijać sobie punkty. W tym sensie może to być ogólnopolskie zamieszanie, ogólnopolska kampania. Czy ona będzie konstruktywna? Nie widzę tego.
Kraków po referendum: krótka kampania i trudny wybór kandydata
Są już pierwsze nazwiska potencjalnych kandydatów: Bartosz Bochenek z Konfederacji, prawdopodobnie Aleksandra Owca z Partii Razem, możliwy kandydat Prawa i Sprawiedliwości, na przykład Michał Drewnicki, kandydaci komitetu referendalnego i po raz czwarty Łukasz Gibała. Jeśli tym środowiskom udałoby się porozumieć, na przykład wokół Gibały, czy byłby to czynnik zmieniający grę także w polityce ogólnopolskiej?
Przede wszystkim wymienił pan kandydatkę Partii Razem. Była ona bardzo zaangażowana w referendum odwoławcze, to wiemy. Ale czy wyobraża pan sobie porozumienie pomiędzy Razem, Konfederacją i PiS-em na wspólnego kandydata?
Jeżeli tak, to byłby to bardzo ciekawy scenariusz, pokazujący i odzwierciedlający głęboką polaryzację. Tylko że linie tej polaryzacji mogłyby wtedy przebiegać trochę inaczej. Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, żeby nastąpiło porozumienie pomiędzy tymi kandydatami.
A co powinny zrobić władze Koalicji Obywatelskiej z Krakowem? Totalna czystka w strukturach?
Przepraszam, ale nie wiem. Nie wiem, jakie są lokalne siły ani lokalne koalicje. Kraków, moim zdaniem, nadal pozostanie za koalicją, a nie przeciwko. Zwłaszcza jeśli będą tak oryginalne koalicje, jakie pan sugerował. Natomiast jakie będą decyzje partyjne, tego nie wiem.