Czy Kraków nie jest miastem dla partyjnego prezydenta? Jakie skutki przyniesie odwołanie Aleksandra Miszalskiego i czy krakowskie referendum może uruchomić falę podobnych inicjatyw w innych miastach? O tym w Radiu Kraków rozmawiali prof. Janusz Majcherek, socjolog z Akademii WSB, oraz prof. Maciej Zakrzewski, politolog z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II.
Czy Kraków nie jest miastem dla partyjnego prezydenta?
– Dotychczas wielokrotnie mówiono, że w Krakowie nie można zostać prezydentem, jeśli nie jest się profesorem – mówił prof. Janusz Majcherek. Jak podkreślał, wieloletnia tradycja rządów profesorów w magistracie sprawiała, że wybór Aleksandra Miszalskiego wydawał się odejściem od tego modelu. – Tymczasem skończyło się jego odwołaniem, co mogłoby wskazywać, że rzeczywiście bez profesury nie warto w Krakowie starać się o prezydenturę – ocenił socjolog.
Zdaniem prof. Macieja Zakrzewskiego Aleksander Miszalski stał się w pewnym sensie „ofiarą” ponad 20-letniej prezydentury Jacka Majchrowskiego.
Tak długi okres rządów ustawił pewien kanon tego, jak prezydent Krakowa powinien funkcjonować. Każdy następca miałby ogromny problem, żeby zbudować własny, autonomiczny wizerunek
– mówił politolog. Dodał, że Miszalski „wpadł w tę pułapkę” i nie potrafił sobie z nią poradzić.
„Majchrowski potrafił współpracować z każdym”
Rozmówcy zwracali uwagę, że jednym z kluczowych elementów skutecznego rządzenia Krakowem jest umiejętność budowania relacji z Radą Miasta i politycznymi środowiskami.
– Jacek Majchrowski potrafił współpracować zarówno z PiS-em, Koalicją Obywatelską, jak i Lewicą – zauważył prowadzący rozmowę. Prof. Majcherek podkreślał, że przyszły prezydent będzie musiał porozumiewać się z obecną Radą Miasta, w której większość mają KO i Lewica.
Socjolog odniósł się także do możliwego startu Łukasza Gibały. Jak zaznaczył, ewentualny prezydent mający zaledwie kilku radnych własnego komitetu i skonfliktowaną radę mógłby doprowadzić do politycznego paraliżu miasta.
– Mogłoby dojść do sytuacji podobnej do tej z polityki krajowej, gdzie prezydent blokuje działania większości – mówił.
Prof. Zakrzewski zwracał z kolei uwagę, że po referendum „Koalicja Obywatelska już myśli o nowym rozdaniu”.
Aleksander Miszalski został sam. Nie było odsieczy ze strony liderów KO. Widać było, że został spisany na straty, a partia chce minimalizować polityczne koszty
– ocenił.
Czy Kraków uruchomi falę kolejnych referendów?
Obaj eksperci zgodzili się, że sukces referendum w Krakowie może zachęcić do podobnych działań w innych miastach.
– Jestem niemal pewien, że tak będzie – mówił prof. Majcherek. Jego zdaniem referendum odwoławcze to „czysto destrukcyjne narzędzie”, które służy unieważnianiu wyniku wyborów.
Socjolog podkreślał, że łatwiej zmobilizować przeciwników urzędującego prezydenta niż jego zwolenników. Przypomniał też, że podobne referenda odbywały się już m.in. w Ciechocinku i Lanckoronie.
– Teraz jednak gra idzie o największe miasta w Polsce, gdzie prawica nie sprawuje władzy – zaznaczył.
Prof. Zakrzewski zauważył, że politycy PiS już zapowiadają kolejne inicjatywy referendalne, również w Warszawie.
– Kraków może być potraktowany jako punkt startowy szerszej strategii politycznej – ocenił. Jednocześnie zaznaczył, że sam mechanizm referendum nie jest z definicji zły.
– Powstał po doświadczeniach sytuacji, w których nie dało się odwołać włodarzy mimo poważnych problemów. To mechanizm niedoskonały, ale działający bardzo rzadko – mówił.
Spór o frekwencję i mandat społeczny
Między rozmówcami pojawiła się też różnica zdań dotycząca interpretacji wyniku referendum.
Prof. Majcherek zwracał uwagę, że aż 70 proc. mieszkańców Krakowa nie poszło głosować.
– To referendum miało jasną logikę: jeśli chcesz odwołać Miszalskiego, idziesz głosować. Skoro większość nie poszła, można uznać, że nie chciała jego odwołania – argumentował.
Prof. Zakrzewski odpowiadał, że formalnie nieobecni nie oddali głosu, a referendum przewiduje możliwość głosowania zarówno za odwołaniem, jak i przeciw niemu.
Obaj zgodzili się jednak, że praktyka polityczna rozmija się tu z literalnym znaczeniem prawa.
„Niefortunna prezydentura”
Na koniec rozmowy eksperci podsumowali krótki okres rządów Aleksandra Miszalskiego.
– Użyłbym słowa: niefortunna – mówił prof. Majcherek. – On nawet nie zdążył się rozkręcić. Trudno wskazać, co mógł zrobić w ciągu dwóch lat, by zasłużyć na odwołanie.
Socjolog przypominał jednocześnie o bogatej tradycji krakowskiego samorządu i konieczności wypracowania nowego modelu prezydentury po epoce Jacka Majchrowskiego.
Prof. Zakrzewski nazwał prezydenturę Miszalskiego „epizodem”, zestawiając dwa lata jego rządów z 23-letnią kadencją poprzednika.
– To duże memento dla partii politycznych i przyszłych kandydatów. Prezydent miasta powinien być bardziej zdystansowany wobec ogólnopolskiego konfliktu politycznego – podkreślił. Jego zdaniem właśnie taka niezależność pozwalała Jackowi Majchrowskiemu skutecznie prowadzić polityczną grę z różnymi środowiskami.