Kraków każdego roku przyciąga miliony turystów, a ich obecność wykorzystują również osoby, które próbują zarobić na niewiedzy przyjezdnych. Jednym z problemów, który od lat pozostaje nierozwiązany, są nieuczciwe praktyki stosowane przez niektóre kantory.
Mechanizm może być prosty: przed lokalem pojawia się bardzo atrakcyjny kurs, który w rzeczywistości dotyczy innej waluty, określonego rodzaju transakcji albo wymiany bardzo dużej kwoty. Klient orientuje się, ile naprawdę otrzymał za swoje pieniądze, dopiero po przeprowadzeniu transakcji.
– Niejednokrotnie w środku kantoru drobnymi literkami okazuje się, że na ścianie jest wywieszony całkiem inny kurs – mówił w Radiu Kraków Jerzy Gramatyka, miejski rzecznik konsumentów.
Kontrola kantoru? Przedsiębiorca wie o niej wcześniej
Zdaniem rzecznika jednym z powodów, dla których trudno skutecznie zwalczać takie praktyki, są obowiązujące przepisy. Kantory prowadzą działalność regulowaną i podlegają kontroli Narodowego Banku Polskiego, jednak przedsiębiorca jest wcześniej informowany o kontroli.
– Kontrolerzy przyjeżdżają, wszystko jest w jak najlepszym porządku – zauważa Gramatyka.
Jego zdaniem skutecznym rozwiązaniem byłaby możliwość dokonywania tzw. zakupu kontrolowanego. Pracownicy odpowiednich instytucji mogliby wtedy wcielić się w rolę zwykłego klienta i sprawdzić, jak transakcja wygląda w rzeczywistości.
Na razie konsumentom pozostaje przede wszystkim ostrożność.
– Zapytajmy najpierw o kurs, a dopiero potem zawierajmy transakcję – radzi miejski rzecznik konsumentów.
„Taksometr” w głowie kierowcy. Za kurs można zapłacić wielokrotnie więcej
Innym problemem są osoby podszywające się pod taksówkarzy. Jak podkreśla Gramatyka, nie chodzi o licencjonowanych kierowców działających zgodnie z miejskimi przepisami, lecz o nieuczciwe przewozy osób.
Ofiarami padają m.in. przyjezdni pojawiający się na lotnisku czy dworcu. Czasami działają tam naganiacze, którzy wypatrują turystów i proponują im pozornie atrakcyjny transport.
Samochód może nie mieć taksometru, kierowca – odpowiedniej licencji, a pasażer nie otrzymuje paragonu ani rachunku.
Dopiero po dotarciu na miejsce okazuje się, że przejazd kosztuje kilka, a nawet kilkanaście razy więcej niż kurs legalną taksówką.
– Taksometrem jest kierujący pojazdem – obrazowo opisuje takie sytuacje Gramatyka.
Rzecznik radzi, aby osoby nieznające miasta korzystały z renomowanych sieci taksówkarskich, w których obowiązują określone zasady dotyczące zarówno warunków przewozu, jak i cen.
Rachunek w klubie z dodatkowym zerem
Kolejnym zagrożeniem są astronomiczne rachunki w niektórych lokalach rozrywkowych. Problem znany jest w Krakowie od lat i – jak przypomina rzecznik – częścią takich spraw zajmowały się również organy ścigania.
Schemat może zaczynać się od zaproszenia do lokalu i zachęcania do zamawiania kolejnych drinków. Ich ceny okazują się później wielokrotnie wyższe, niż klient mógł się spodziewać.
Szczególnie niebezpieczna jest sytuacja, gdy klient traci kontrolę nad swoją kartą płatniczą. Wtedy na rachunku mogą pojawić się kolejne obciążenia.
Problemem pozostaje późniejsze udowodnienie, że doszło do przestępstwa lub oszustwa.
Apartament pod Wawelem może istnieć tylko w internecie
Osobną kategorią są oszustwa związane z noclegami. W internecie można natrafić zarówno na oferty obiektów, które w rzeczywistości nie istnieją, jak i miejsc znacząco odbiegających standardem od tego, co pokazano na zdjęciach.
Atrakcyjne określenia takie jak „apartament w Rynku” czy „apartament pod Wawelem” mogą dodatkowo zwiększać wiarygodność oferty.
Po przyjeździe klient może jednak odkryć, że zamiast klimatyzowanego, komfortowego lokalu otrzymuje miejsce o bardzo niskim standardzie.
Jeszcze większy problem pojawia się wtedy, gdy nie ma rzeczywistego kontaktu z właścicielem obiektu. Bez danych przedsiębiorcy, rachunku czy paragonu późniejsze dochodzenie swoich praw może być bardzo trudne.
Dlatego przed zapłatą warto sprawdzić, czy obiekt rzeczywiście istnieje, kto jest jego właścicielem i czy figuruje w odpowiednich rejestrach.
Rzecznik konsumentów: nie bądźmy bierni
Jerzy Gramatyka podkreśla, że opisane przypadki nie oznaczają, iż Kraków jest miastem szczególnie niebezpiecznym dla turystów. Nieuczciwe praktyki dotyczą stosunkowo niewielkiej grupy przedsiębiorców, a podobne problemy występują w wielu europejskich miastach turystycznych.
Najważniejsza jest ostrożność: sprawdzenie ceny przed transakcją, korzystanie z legalnych przewozów, weryfikowanie noclegów i nieoddawanie karty płatniczej osobom trzecim.
A jeśli mimo wszystko dojdzie do oszustwa, sprawę należy zgłosić.
– Nie bądźmy bierni, bo nasza bierność daje zielone światło, żeby ten proceder kontynuować i żeby kolejne osoby stały się jego ofiarami – apeluje miejski rzecznik konsumentów.