Danuta Górszczyk, dziennikarka, redaktorka pierwszego i drugiego tomu niezwykłej opowieści „Żaczek - nasz dom. Wspomnienia mieszkańców legendarnego akademika”.
To jest nasza młodość. Ta nasza młodość durna i chmurna. A z drugiej strony jest to faktycznie fenomen. Jedyny akademik, który ma swoją książkę w dwóch tomach i napisaną przez mieszkańców.
Życie w akademiku. Oczywiście łóżka piętrowe, szare ściany, w każdej szafie walet.
Wszyscy sobie też pomagali. Jak studenci, ci pierwsi, którzy zamieszkali w akademiku, jechali do domu, przywozili wałówę: kilogram kiełbasy, olbrzymi słój smalcu, chleb z domu. Zbiegało się pół piętra i wszyscy mieli ucztę.
Raz w tygodniu można się było wykąpać, bo tylko wtedy była ciepła woda. Na piętrze była jedna łazienka.
Pokoje były wieloosobowe. Każdy uczył się czegoś innego najczęściej, bo przecież studenci nie mieszkali zgodnie z kierunkiem studiów. Jakoś to nikomu nie przeszkadzało. Ewentualnie jak już ktoś nie mógł wytrzymać w tym dymie papierosowym, wychodził na klatkę schodową. Siadał w kącie, przytulony do ściany czy do kaloryfera, jak było zimno.
Akademik żył swoim własnym życiem. Tam było wszystko. Szewc, fryzjer, Kiosk Ruchu. Słynna pani Szatanowa, która prała koszule, prasowała za dwa złote czy za pięć złotych, w zależności od tego, jaką koszulę się miało. A na egzamin bardzo często pożyczało się koszulę, marynarkę.
Legendarnym kierownikiem Żaczka był Jan Buszek, który choć miała własna rodzinę, to tym studentom oddawał serce.
Słynne były obiady bezmięsne, które wydawała stołówka w Żaczku. Jak nie miałeś talonów na obiad, bo nie dostałeś, nie było cię stać na zapłacenie tego, to były tak zwane bezmięśniaki. Czyli jak już wszyscy zjedli, dostawało się zupę, do tego chleb i dostawało się drugie danie, ale bez mięsa. Ziemniaki, ryż z surówką. Można było przeżyć.
Była też centrala, radiowęzeł, Alma Radio.
Pierwotnie to miał być męski akademik. W momencie, kiedy pojawiły się studentki, zrobiła się jedna wielka awantura. Dziewczyny miały zamieszkać na piątym piętrze, w związku z czym trzeba było postawić budkę między czwartym, a piątym piętrem. Chłopcy nie mieli wstępu na wyższe piętra. Ale jak szybko budkę postawili, tak szybko ją rozebrali. I tak wielokrotnie. Z czasem zaczęły pojawiać się dzieci.
Moment rozstania z Żaczkiem bywał łzawy. Sentymenty pozostają. Nawet po latach dawni mieszkańcy Żaczka przyjeżdżają i idą zobaczyć stare kąty. Troszkę im tak się serce ściska, bo ten Żaczek to jakby nie jest ich. I ich, i nie ich.
Ale wiele osób też mówi, że Żaczek uczył ich współpracy, wzajemnego zrozumienia, pomocy. Szli w dorosłe życie z pewnym bagażem. A życie kulturalne, towarzyskie, polityczne Żaczka to zupełnie inna historia. Istny tygiel.