Fot. ilustracyjne/Pexels
Polskie rolnictwo nie ma w tym roku łatwo. Najpierw nadeszły wiosenne przymrozki, później susza, a następnie fale ekstremalnych upałów. Chociaż ceny części produktów spożywczych na razie spadają, skutki pogodowych anomalii mogą z czasem odczuć zarówno producenci, jak i konsumenci.
Coraz trudniej to wytłumaczyć, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę, że skutki suszy i wcześniejszych przymrozków są już faktem
– mówił prof. Czesław Nowak w Radiu Kraków.
Noc, która uderzyła w pola i sady
Jednym z najtrudniejszych momentów była noc z 29 na 30 kwietnia. Temperatura w niektórych miejscach spadła wówczas do minus 6, a nawet minus 10 stopni Celsjusza.
– To było okropne, szczególnie dla zbóż jarych, ale także dla ogrodnictwa, sadowników i producentów warzyw. Koniec suchego i miejscami mroźnego kwietnia odbija się na rolnictwie do tej pory – podkreślał ekspert.
Sytuacji nie poprawił czerwiec. Opadów nadal było niewiele, a wysokie temperatury dodatkowo zwiększyły zapotrzebowanie roślin na wodę.
Skala problemu nie jest w całym kraju jednakowa. Według prof. Nowaka relatywnie lepsza sytuacja panuje w Małopolsce i województwie świętokrzyskim. Znacznie trudniejsze warunki mają rolnicy na Lubelszczyźnie, Podkarpaciu, w Łódzkiem, Wielkopolsce oraz części Mazowsza.
My w tej części Polski mamy relatywnie mniej źle. Jednocześnie GUS szacuje, że zbiory zbóż, rzepaku i warzyw będą niższe
– zaznaczył.
Warto zwrócić uwagę na pozorny paradoks: inflacja napędzana między innymi cenami paliw rośnie, podczas gdy ceny żywności na razie spadają. Zdaniem eksperta taki stan nie musi się jednak utrzymać.
Zapłacimy więcej, zwłaszcza że sytuacja jest skomplikowana w całej Unii Europejskiej
– ocenił prof. Nowak.
Mniejsze zbiory nie tylko w Polsce
Problemy pogodowe dotykają większej części Unii Europejskiej. Produkcja zbóż w Europie ma spaść. Na tle innych państw relatywnie dobrze wypadają Rumunia i Bułgaria, które mogą zwiększyć sprzedaż ziarna za granicę.
Dodatkowe możliwości eksportowe ma także Argentyna. Według prof. Nowaka kraj ten jest przygotowany do wyeksportowania nawet miliona ton zbóż więcej niż wcześniej.
Nie oznacza to jednak, że zwiększony import automatycznie doprowadzi do wyraźnego obniżenia cen na rynku europejskim.
Przy spadku produkcji w Europie dodatkowy milion ton z Argentyny nie będzie miał dla unijnych rolników decydującego znaczenia. Nie wpłynie istotnie na ceny w Unii Europejskiej
– przekonywał ekspert.
Na opłacalność produkcji rolnej wpływa bowiem znacznie więcej czynników: ceny paliw, energii, nawozów, środków ochrony roślin, pracy oraz koszt finansowania inwestycji.
Technologia zaczyna decydować o opłacalności
Zmiany klimatyczne nie wpływają wyłącznie na wielkość zbiorów. Przekształcają również zasady funkcjonowania gospodarstw. Zdaniem prof. Nowaka czas działa obecnie na korzyść rolników, którzy są najlepiej przygotowani technologicznie.
Chodzi między innymi o możliwość przechowywania plonów, sprawne systemy nawadniania oraz nawożenie prowadzone w sposób precyzyjny i oszczędny.
– To powinno być nawożenie niemal punktowe, bardzo przemyślane. Inaczej wygląda to w przypadku zbóż, a inaczej przy owocach i warzywach – wyjaśniał.
Różnice widać między innymi na rynku malin. Producenci dysponujący odpowiednim nawadnianiem, nawożeniem i zapleczem technologicznym mogą uzyskiwać znacznie lepsze plony i wyższe ceny.
– Część rolników produkuje już maliny przy odpowiednim nawadnianiu i nawożeniu. Osiągają ceny nawet około 50 złotych za kilogram. To rzeczywiście bardzo wysokie poziomy – mówił prof. Nowak.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja producentów wiśni. Niskie ceny skupu sprawiają, że w niektórych przypadkach problemem staje się już samo pokrycie kosztów zbioru.
– Sytuacja jest bardzo różnorodna. W przypadku wiśni ceny są tak niskie, że pojawia się nawet kłopot z opłacalnością ich zbierania – zauważył gość Radia Kraków.
Ziemia jest droga, więc rolnicy dzierżawią
Kolejnym wyzwaniem jest ograniczony dostęp do gruntów. W Małopolsce, województwie świętokrzyskim i na Podkarpaciu ziemia rolna jest droga, co utrudnia rozwijanie gospodarstw poprzez zakup kolejnych działek.
Młodzi, ambitni rolnicy coraz częściej decydują się więc na dzierżawę.
Skoro jest kłopot z kupieniem ziemi, rolnicy ją wydzierżawiają. Przepisy ułatwiające długotrwałe dzierżawy powinny zostać zmienione
– ocenił prof. Nowak.
Jego zdaniem rozwiązania prawne powinny wspierać gospodarstwa zdolne do efektywnego wykorzystania ziemi oraz inwestowania w nowe technologie.
Ekspert zwrócił uwagę, że w większych gospodarstwach łatwiej uzasadnić ekonomicznie zakup nowoczesnych maszyn, instalacji nawadniających czy systemów rolnictwa precyzyjnego. Nie chodzi jednak wyłącznie o premiowanie największych podmiotów, ale o tworzenie warunków do stabilnego, wieloletniego gospodarowania na dzierżawionych gruntach.
Soja, kukurydza i powrót dawnych odmian
Zmiany pogodowe wpływają również na strukturę upraw. Rośliny, które przez lata były kojarzone z cieplejszym klimatem, coraz lepiej radzą sobie w Polsce.
Prof. Nowak podał przykład soi uprawianej na pograniczu północnej Małopolski i województwa świętokrzyskiego.
Soja zawsze była postrzegana jako roślina południowa, a teraz mój sąsiad mówi o znakomitych zbiorach. Jego soja rzeczywiście wygląda imponująco
– relacjonował.
Coraz więcej kukurydzy uprawia się także z przeznaczeniem na ziarno. Kierunek zmian jest więc wyraźny: zwiększają się areały roślin ciepłolubnych, a producenci sięgają po odmiany przygotowane do wysokich temperatur i niedoboru wody.
Nie musi to jednak oznaczać całkowitego odejścia od tradycyjnych upraw.
Jako zwolennik dawnych odmian, takich jak orkisz czy płaskurka, wierzę, że również dla nich będzie rynek. Będą przeznaczone przede wszystkim dla osób, które cenią dawną kuchnię i uważają, że tradycyjne odmiany miały sens
– mówił profesor.
Do łask może powrócić także proso, z którego powstaje kasza jaglana. Dawne odmiany i gatunki mogą znaleźć swoją niszę nie tylko ze względów kulinarnych, lecz także dzięki większej odporności na trudniejsze warunki środowiskowe.
Polska nie potrafi zatrzymać wody
Dostosowanie rolnictwa do zmian klimatycznych nie będzie możliwe bez przebudowy gospodarki wodnej. W rozmowie padło pytanie o suszę hydrologiczną, występującą w ponad 60 proc. gmin, oraz o stan tak zwanej błękitnej infrastruktury: systemów melioracyjnych, zbiorników retencyjnych i urządzeń nawadniających.
Ocena prof. Nowaka była jednoznaczna.
– Zdecydowanie nie przystaje ona do dzisiejszych potrzeb. Wymaga dużych nakładów i znacznie większej troski, szczególnie o tereny bagienne, które były naturalnymi rezerwuarami wody – podkreślił.
Przez dziesięciolecia rzeki prostowano, mokradła osuszano, a systemy melioracyjne projektowano przede wszystkim po to, by możliwie szybko odprowadzać wodę. Dzisiaj coraz częściej potrzebny jest mechanizm odwrotny – zatrzymywanie opadów na miejscu.
Ekspert przypomniał, że niektóre rzeki w regionie zachowały naturalny, meandrujący charakter i dzięki temu lepiej radzą sobie z ekstremalnymi zjawiskami.
Wpadliśmy w podobną zasadzkę jak Wielka Brytania, a szczególnie Szkocja. Najpierw poniesiono wysokie koszty nieprzemyślanych działań melioracyjnych, a teraz jeszcze droższe będzie przywracanie małych zbiorników retencyjnych
– stwierdził.
Najpierw ulewa, potem susza
Zmiany klimatu nie oznaczają wyłącznie długich okresów bez deszczu. Coraz częściej występują gwałtowne, lokalne ulewy, podczas których duża ilość wody spada w krótkim czasie.
Jeżeli gleba jest przesuszona, rzeki uregulowane, a powierzchnia miast pokryta betonem, opad szybko odpływa i nie zasila lokalnych zasobów.
– Mamy miejscowe, bardzo silne opady. To ciągle ten sam paradoks: ulewne deszcze, także w Małopolsce, a później brak wody – mówił prof. Nowak.
Jego zdaniem konieczne są przemyślane programy oszczędzania i zatrzymywania wody – zarówno na terenach wiejskich, jak i w miastach.
– W wielu miastach ciągle mamy do czynienia z przykrą betonozą. Konieczność działania w kierunku retencji jest już ewidentna – podkreślił.
Mercosur nie okazał się katastrofą
Przed wejściem w życie umowy handlowej z państwami Mercosuru część polityków i organizacji rolniczych ostrzegała, że napływ tańszych produktów z Ameryki Południowej może zagrozić europejskim producentom.
Pierwsze dane przedstawione przez ministra rolnictwa wskazywały jednak, że w początkowym okresie obowiązywania porozumienia eksport polskich produktów do państw Mercosuru wzrósł, a import z tych krajów spadł.
– Ostrzegaliśmy, żeby nie przedstawiać tej umowy wyłącznie w czarnych kolorach – przypomniał prof. Nowak.
Jako jeden z potencjalnie korzystnych efektów wskazał handel kawą. Brazylia jest jej największym światowym eksporterem, a łatwiejsza wymiana handlowa może ograniczać presję na wzrost cen.
Ekspert zastrzegł jednak, że na podstawie danych z jednego miesiąca nie można jeszcze wyciągać daleko idących wniosków. Wyniki handlu zależą nie tylko od samej umowy, lecz także od kursów walut i polityki gospodarczej poszczególnych państw.
Silny złoty pomaga importerom, szkodzi eksporterom
Prof. Nowak zwrócił uwagę, że wzrost lub spadek eksportu nie musi być prostą konsekwencją otwarcia rynku.
– Silna złotówka nie jest dobrą informacją dla eksporterów. Jest natomiast korzystna dla importerów – tłumaczył.
Jego zdaniem bilansu wymiany z krajami Mercosuru należy więc szukać także w polityce fiskalnej i walutowej. Poszczególne państwa Ameryki Południowej stosują przy tym własne mechanizmy wspierania lub ograniczania handlu. Argentyna potrafi nie tylko promować eksport, lecz również nakładać na niego podatki.
Ostateczny wpływ umowy na polskie rolnictwo będzie można ocenić dopiero po dłuższym czasie. Pierwsze wyniki nie potwierdzają jednak najbardziej alarmistycznych scenariuszy.
Polski nabiał zdobywa Ukrainę
Prof. Nowak zwrócił uwagę, że w debacie nad Mercosurem zbyt mało mówi się o innym, znacznie bliższym rynku – Ukrainie.
Mimo bardzo niskich cen mleka polskie przedsiębiorstwa mleczarskie osiągają tam znaczące sukcesy, szczególnie w eksporcie serów i innych przetworów.
Odnosimy bardzo wyraźny sukces na rynku ukraińskim. Jesteśmy na tyle silni, że wytrzymujemy konkurencję firm ukraińskich na Ukrainie
– zaznaczył.
Ekspert podkreślił, że sukces branży nie jest dziełem przypadku. To rezultat reorganizacji produkcji, odejścia od wcześniejszych błędów oraz rozwijania bardziej wyspecjalizowanych kierunków.
– Panowie mleczarze, składam wyrazy szacunku. Reorganizacja produkcji i promocja specjalistycznych kierunków przyniosły sukces. To sukces wypracowany, przemyślany i zasłużony – mówił prof. Nowak.
Rynek ukraiński pozostaje szczególnie ważny ze względu na bliskość geograficzną i dużą liczbę potencjalnych konsumentów. Wojna i związane z nią problemy gospodarcze utrudniają jednak ocenę długoterminowych perspektyw.
Pieczywo, czekolada i słód mogą podbić Amerykę Południową
Wśród polskich produktów wysyłanych do krajów Mercosuru znajdują się między innymi pieczywo, ciasta, czekolada i słód. Zdaniem eksperta właśnie w sektorze przetworzonej żywności Polska może budować swoją pozycję.
Jeżeli chodzi o słodycze i cały ten rynek, mamy bardzo dobrą markę na świecie. Jest kilka polskich firm, które od lat odnoszą sukcesy i mają ustaloną opinię
– zauważył.
Dobra reputacja nie jest jednak dana raz na zawsze. Prof. Nowak przestrzegł producentów i instytucje kontrolne przed lekceważeniem standardów jakości.
– Dobra opinia jest ogromną wartością, ale czasem w jej zachowaniu przeszkadza przekonanie, że tak będzie zawsze. Błędy w sektorze spożywczym potrafią być bardzo kosztowne – powiedział.
Przypomniał wcześniejsze problemy dotyczące między innymi jakości drobiu oraz pozostałości antybiotyków w mięsie. Każda podobna wpadka może uderzyć nie tylko w jednego producenta, lecz także w reputację całej polskiej żywności.
– Zwracam się do organów kontrolujących jakość polskiego eksportu. To jest coś, na co stale musimy zwracać uwagę – apelował.
Rolnictwo potrzebuje nowego projektu
Rolnictwo nie może już działać według dawnych reguł. Rolnicy muszą mierzyć się jednocześnie z suszą, gwałtownymi opadami, przymrozkami, rosnącymi kosztami produkcji oraz coraz bardziej otwartą konkurencją międzynarodową.
Przewagę będą zdobywać gospodarstwa wyposażone w systemy nawadniania, odpowiednie magazyny i narzędzia rolnictwa precyzyjnego. Zmienią się także uprawy: wzrośnie znaczenie soi, kukurydzy oraz odmian odpornych na suszę, ale swoją szansę mogą otrzymać również tradycyjne zboża i proso.
Warunkiem pozostaje jednak skuteczniejsza gospodarka wodna.
Trzeba przygotować przemyślane programy oszczędzające wodę
– podsumował prof. Czesław Nowak.