-
Referendum odwoławcze w Krakowie będzie bardzo trudne do przeprowadzenia: próg 60 tysięcy podpisów i wysoka frekwencja potrzebna do jego ważności to poważne bariery, zwłaszcza w dużym mieście.
-
Argumenty przeciwników prezydenta są rozproszone i mało konkretne, co może utrudnić mobilizację mieszkańców – a wyborcy oczekują jasnych, czytelnych powodów.
-
Inicjatywa referendalna może być nie tyle próbą realnego odwołania prezydenta, co elementem długofalowej gry politycznej i budowania kapitału społecznego przez środowiska opozycyjne.
- A
- A
- A
Obywatelskie referendum czy polityczna gra? "W zarzutach wobec prezydenta Miszalskiego brakuje konkretów"
Jest wniosek o referendum odwoławcze, są zarzuty wobec prezydenta Krakowa — to wystarczy, żeby zmobilizować mieszkańców? "Czy to argumenty na tyle skuteczne, żeby doprowadzić do zebrania podpisów, a potem zwycięstwa w referendum? W tych zarzutach brakuje konkretów, a obywatel lubi konkret. Lubi wiedzieć, za co kogoś ma nie lubić" - mówił w Radiu Kraków dr hab. Maciej Zakrzewski, kierownik Katedry Historii Polityki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.O referendum odwoławczym mówiło się już od kilku tygodni. Przed autorami teraz dużo pracy, mają 60 sześćdziesiąt dni na zebranie 10 procent głosów poparcia. Czyli w przypadku Krakowa – 60 tysięcy podpisów. To jest dość sporo. Myśli pan, że uda się je zebrać?
- 60 tysięcy to rzeczywiście sporo. Pamiętajmy, że funkcjonujemy w czasie, kiedy nie ma kampanii wyborczej. Bardzo dużą rolę odgrywa skala miasta. Akcje referendalne udawały się zazwyczaj w miastach, które nie mają więcej niż 200 tysięcy mieszkańców. Czyli im większe miasto, tym trudniej. Potrzeba przede wszystkim pieniędzy, sił i jeszcze raz pieniędzy.
W polityce jak w sporcie - wyniku nikt nie przewidzi
Żeby referendum było ważne, potrzeba trzech piątych głosów z wyborów samorządowych z drugiej tury 2024 roku – 160 tysięcy osób musi pójść do urn.
- Tak, to kolejny próg. Kiedy uda się zebrać podpisy pod referendum, rozpocznie się kampania wyborcza. Jest kwestia mobilizacji i wczucia się w nastroje społeczne w mieście. Musimy też uwzględnić to, co się dzieje na arenie ogólnopolskiej - notowania Koalicji Obywatelskiej stoją wysoko, a prezydent Miszalski jest reprezentantem KO. Kraków również jest miastem raczej sprzyjającym Koalicji Obywatelskiej. Więc tym bardziej będzie bardzo trudno zebrać głosy poparcia dla referendum. W polityce jest trochę jak w sporcie - doświadczeni politolodzy nigdy nie będą typować wyników wyborczych. Mogą wskazywać pewne warianty, kierunki, w których to może iść. Nikt jednak nie przewidzi ostatecznego wyniku.
Nieformalny komitet referendalny nazwał się Grupą Obywateli, jednak doskonale wiemy, że za grupą stoją przeciwnicy polityczni, a więc prawicowe ugrupowania - PiS, Konfederacja, narodowcy. Czy to zagranie w stylu „kandydata obywatelskiego PiS na prezydenta”?
- To jest pytanie o to, ile znamy nazwisk z tego komitetu obywatelskiego, który złożył wniosek. Partie polityczne zachowują pewien dystans, przynajmniej na tym etapie; obserwują, co z tego wyjdzie. Jedno to odwołać prezydenta, a drugie - zastanawiać się, kto ma zająć jego miejsce. Na pewno będą na te pytanie odpowiadać i zastanawiać się na poparciem lub nie. Więc musimy poczekać, kto się ujawni.
Partie mają możliwości, żeby taka inicjatywa była skuteczna, ale z drugiej - etykietki partyjne nie będą pomagać.
Obywatel lubi konkret
Przyjrzyjmy się zatem argumentom przeciwników prezydenta Krakowa - tragiczny stan finansów, związany z nim brak porządnego audytu, brak realizacji obietnic, choć przecież wiemy, że kadencja jeszcze się nie kończy. Czy to są argumenty, które mogą trafić na podatny grunt?
- W przypadku części elektoratu tak. Pytanie jednak - czy to argumenty na tyle skuteczne, żeby doprowadzić do zebrania podpisów, a potem zwycięstwa w referendum? Przykład z Wrocławia pokazuje, że (mimo zarzutów grubszego kalibru) niekoniecznie. W tych zarzutach brakuje konkretów, a obywatel lubi konkret. Lubi wiedzieć, za co kogoś ma nie lubić.
Argumentów rzeczywiście jest tu dużo, ale widać, że to jest zbiór różnych elementów. Nie do końca mogą być przekonywujące. Musimy mieć jakieś określone, konkretne wydarzenie. Jak jest zarzut dużego kalibru, to uwaga społeczna może się ogniskować. W momencie, kiedy tych argumentów jest zbyt wiele, ona będzie się rozchodzić.
Kto by zyskał na zmianie prezydenta Krakowa i rady miasta?
- Pomysł referendum pojawił się w przestrzeni publicznej kilka tygodni temu, był forsowany przez polityków Konfederacji. Teraz wraca w „odsłonie obywatelskiej”. Owszem, jakieś zarzuty są, ale trzeba też pamiętać, że w kampanii referendalnej (lub podobnych) nie chodzi o to, żeby wygrać. Czasami chodzi o to, żeby budować kapitał. Żeby w miarę niewielkim kosztem zbudować zaplecze społeczne. Może więc to jest element dłuższej drogi. Tymczasem my jesteśmy skoncentrowani na tym, że ktoś musi przegrać, ktoś musi wygrać; myślimy, że chodzi o konkretne rozstrzygnięcie. Te cele mogą być po prostu inne i wpasowane w kampanię długofalową.
Co może sprzyjać prezydentowi Krakowa
W Krakowie była już taka akcja referendalna. Wtedy inicjatorem był Łukasz Gibała i jego ówczesne stowarzyszenie Logiczna Alternatywa. To był wniosek przeciwko prezydentowi Majchrowskiemu, który jednak nie przeszedł. Żeby odbyło się referendum zabrakło prawie 10 tysięcy głosów, a wiele zostało zakwestionowanych. Sąd w końcu sprawę umorzył.
- To była inicjatywa poza partiami politycznymi, miała charakter jednak obywatelski, skupiony wokół lokalnego działacza. Nie udało się mimo zaangażowania ludzi i pieniędzy.
Aresztowano hejtera z Mazowsza, który groził śmiercią prezydentowi - czy ta sprawa może pomóc Aleksandrowi Miszalskiemu? Zazwyczaj stoimy po stronie tego, który jest atakowany.
- Tak, to normalny odruch. To może sprzyjać prezydentowi Miszalskiemu, zwłaszcza, kiedy przypomnijmy sobie doświadczenie Gdańska. Ale trudno to w ogóle ujmować w kategoriach politologicznych. Ta historia na pewno nie zaszkodzi.
Komentarze (0)
Najnowsze
-
17:12
Obywatelskie referendum czy polityczna gra? "W zarzutach wobec prezydenta Miszalskiego brakuje konkretów"
-
16:57
Miliony z UE na wodociągi i oczyszczalnie. Duża inwestycja w Zakopanem
-
16:36
81 lat od wyzwolenia Auschwitz-Birkenau. Główne obchody
-
15:48
Odpowiedzialny biznes na pierwszym planie. CSR Poland 2026 wróci do Krakowa już w marcu
-
15:40
Kardynał Ryś dotrzymuje słowa. Archiwum Kurii w Krakowie zostanie otwarte
-
15:37
Dostęp do dłuższych urlopów i nagród jubileuszowych. Od pierwszego stycznia zmiany w Kodeksie pracy
-
15:29
Niepokój na krakowskiej Olszy. Mieszkańcy ostrzegają się przed podejrzanymi osobami
-
15:12
"Solidarni z Ukrainą" na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego po raz piąty. " Ich los nie jest nam obojętny"
-
15:02
Potrącił seniorkę i nie udzielił jej pomocy. Świadkowie wypadku poszukiwani
-
14:30
Dzieci czekają na domy. Kraków pilnie poszukuje rodzin zastępczych i adopcyjnych
-
14:12
"Bóle kręgosłupa to choroba cywilizacyjna"
-
13:30
Zabił znajomą, bo chciał... jej pomóc? Rozpoczął się proces ws. zabójstwa na ulicy Krzyskiej w Tarnowie
-
13:27
„Chcemy usłyszeć słowo winny”. Rodzina Iwony Cygan czeka na wyrok po 27 latach