Fot. pexels
Nocny zakaz sprzedaży alkoholu w całej Polsce. Czy zmienią się nasze przyzwyczajenia?
Ustawę dotyczącą nocnej sprzedaży alkoholu Sejm przegłosował niedawno niemal jednogłośnie, co zdarza się bardzo rzadko. A czeka nas duża zmiana. Prawdopodobnie już od stycznia przyszłego roku w całej Polsce będzie obowiązywał zakaz sprzedaży alkoholu od godziny 22.00 do 6.00 rano. Wyjątkiem pozostaną bary, restauracje i puby. W Krakowie taki zakaz już obowiązuje, ale wystarczy wyjechać poza granice miasta, choćby na stację benzynową w Zielonkach, żeby kupić alkohol. Po wprowadzeniu nowych przepisów nie będzie już takiej możliwości.
Monika Borkowska-Żebrowska: Tak, rzeczywiście. Pytanie, czy doczekamy się tej zmiany, można powiedzieć radykalnej. Z perspektywy zdrowia publicznego i profilaktyki myślimy o tym, że jest to ogromny krok w stronę samoświadomości Polaków, ich chęci dbania o zdrowie, ograniczania się i samoograniczania. Wydaje się więc, że to duży krok w stronę świadomości.
A nie jest to duży krok wstecz? Przecież kiedyś już tak było, że nie można było kupić alkoholu nawet do godziny 13.00. Ale w Polsce doskonale sobie z tym radziliśmy. Były babcie, które zawsze miały zapas. Pani zdaniem meliny się nie odrodzą? Taka dyskusja toczyła się już przed wprowadzeniem nocnego zakazu sprzedaży alkoholu w Krakowie. Jest jednak różnica. Jak mówiłem, z Krakowa można wyjechać poza granice miasta i się zaopatrzyć, a teraz nie będzie już takiej możliwości.
Pytanie, czy będzie taka potrzeba. Czy zakazy wprowadzane przez poszczególne samorządy nie spowodowały, że wykształciły się nowe nawyki? Przyzwyczajamy się na przykład do zakazu nocnej sprzedaży alkoholu. Nie przepadam za określeniem „prohibicja”.
Być może stosujemy już nowoczesne standardy profilaktyki, które zakładają takie kształtowanie otoczenia, aby poprzez pewne ograniczenia nakładać na siebie odpowiedzialność. Mam nadzieję, że właśnie tak należy rozumieć te ograniczenia.
Chociażby zakaz nocnej sprzedaży alkoholu w Krakowie. Wydaje się, że sprawdził się dobrze. Nie spotykamy się z głosami sprzeciwu czy reklamacji ze strony mieszkańców. Chyba udało nam się przywyknąć do takiej organizacji sprzedaży alkoholu. A jak pan redaktor słusznie powiedział, w gastronomii nadal mamy do niego dostęp, więc osoby, które mają taką potrzebę, mogą ją zrealizować.
Zakaz reklam alkoholu i napojów 0 proc. Co z małymi browarami?
Ustawa przewiduje także zakaz reklamy alkoholu i produktów 0 proc. To budzi sprzeciw przedsiębiorców, również małych browarów z Małopolski. Tymczasem w Polsce rośnie spożycie piwa bezalkoholowego, a spada alkoholowego. Nie jest już tak jak w latach 90., gdy reklamy piwa 0 proc. służyły często promocji zwykłego piwa. Czy w tej sytuacji zakaz reklamy produktów bezalkoholowych jest uzasadniony?
Z perspektywy profilaktyki i zdrowia myślę, że to dobra propozycja. Musimy brać pod uwagę, że produkty określane jako „zero procent” – tutaj nazwy „piwo” czy „wino” są zarezerwowane wyłącznie dla produktów zawierających alkohol – nie podlegają żadnym regulacjom prawnym.
W związku z tym pojawia się zagrożenie, że osoby nieletnie nabywają te produkty i być może wykształca się u nich negatywny nawyk przyzwyczajania się do smaku bardzo podobnego do smaku napojów alkoholowych. Widzimy tutaj więc pewne wsparcie dla profilaktyki. Myślę też o tym, że reklamy piwa czy napojów 0 proc. najczęściej dotyczą największych producentów. Pytanie zatem, czy rzeczywiście zakaz będzie godził w mniejszych przedsiębiorców.
Z drugiej strony, jeśli popatrzymy na to, że wzmacniają się trendy picia napojów bezalkoholowych, to wydaje się, że to dobrze i być może taka reklama nie jest już potrzebna.
Alkohol na stacjach benzynowych. Czy powinien być tam sprzedawany?
Sprzeciw zgłaszają również właściciele i operatorzy stacji benzynowych. Obawiają się, że ograniczenie sprzedaży alkoholu odbije się na ich dochodach i rentowności biznesu.
Na pewno jest to zrozumiałe, bo każdy przedsiębiorca liczy na zyski ze wszystkich produktów, które sprzedaje. Natomiast jeśli popatrzymy na takie miejsce jak stacja benzynowa, to już sama nazwa wskazuje, że szukamy tam raczej paliwa do samochodu czy motocykla, a nie powinniśmy szukać alkoholu. Połączenie alkoholu i kierowcy to ogromne zagrożenie, którego nie powinno być.
Pytanie, czy nie jest to kwestia naszego przyzwyczajenia. Przyzwyczailiśmy się traktować stację benzynową jak sklep, trochę jak restaurację, trochę jak miejsce spędzania czasu, szczególnie po pandemii. Może warto się nad tym zastanowić?
Czy zakazy ograniczą problem alkoholowy? „Skutki ponosimy wszyscy”
Rozumiem, że ustawa się pani podoba, a dokładniej zmiany uchwalone przez Sejm. Czy jednak sądzi pani, że na rok przed wyborami w Senacie też będzie taka zgoda w sprawie tych przepisów, a Karol Nawrocki je podpisze? Może będzie kolejne, pięćdziesiąte któreś weto? Jest przecież grupa obywateli, którym te zmiany na pewno się nie spodobają.
Oczywiście zawsze jesteśmy w takiej sytuacji, że zmiany mają swoich zwolenników i przeciwników. Patrzę na to z perspektywy zdrowia publicznego, profilaktyki i ogólnie zdrowia. Pamiętajmy, że alkohol jest trucizną uzależniającą.
Z perspektywy mojego zawodu, specjalisty terapii uzależnień, mam nadzieję na te zmiany, ponieważ problem alkoholowy dotyczy wielu osób i rodzin. Ponosimy też ogromne skutki społeczne, w tym finansowe, nadużywania alkoholu i uzależnienia od niego.
Nie należy zapominać, że na drugiej szali są zdrowie i życie oraz ogromne koszty, które wszyscy ponosimy. Cieszymy się, kiedy osoby problemowo używające alkoholu korzystają z pomocy specjalistycznej. Ale wiemy też, że czasami problem trwa latami, a jego negatywne skutki zataczają ogromne kręgi.
Cały czas mierzymy się więc z tym dylematem, czy to na poziomie osobistym, finansowym, zdrowotnym, czy światopoglądowym. Zawsze będą tutaj różne koncepcje. Mamy jednak nadzieję na pozytywną zmianę, która zadba o zdrowie i życie Polaków.
Pytanie na koniec jest właściwie takie: czy można ludzi uszczęśliwiać na siłę? W Stanach Zjednoczonych była całkowita prohibicja, ale nie przeszkadzało to Amerykanom pić alkoholu. Czy ta częściowa prohibicja, częściowy zakaz sprzedaży czy zakaz reklamy będą miały jakikolwiek wpływ na osoby, które problemowo używają alkoholu?
Myślę, że każde takie działanie ma wpływ. Oczywiście oczekujemy spektakularnych, szybkich skutków. Natomiast trzeba patrzeć również w perspektywie długofalowej, wieloletniej.
Pewne nawyki, w tym nawyki dbania o zdrowie i ograniczania spożycia alkoholu, kształtują się przez lata. Wydaje się, że idziemy w dobrą stronę, aby z jednej strony szanować wybory każdego dorosłego człowieka, a z drugiej wprowadzać regulacje, które będą kształtowały tendencje do dbania o zdrowie. Chodzi też o pamiętanie, że alkohol nadal jest substancją szkodliwą dla zdrowia i uzależniającą.