Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Posłuchaj rozmowy Jacka Bańki z Łukaszem Maśloną i Pawłem Hałatem.
Strefa Czystego Transportu: utrzymać kierunek, ale uczciwie sprawdzić skutki
Paweł Hałat traktuje SCT jako konieczny, choć niedoskonały start — ważny nie tylko w kontekście pyłów, ale też tlenków azotu. Uważa, że strefa nie „zatrzymała miasta”, ale na efekty trzeba jeszcze poczekać:
Mam nadzieję, że rozstrzygnięcie sądu jednak utrzyma strefę, która nie jest pewnie idealna; jest jednak punktem wyjścia do poprawy jakości powietrza w Krakowie.
Łukasz Maślona stawia akcent na procedury i czas. Przekonuje, że spór jest przedwczesny, bo strefę trzeba oceniać w perspektywie miesięcy, a nie pierwszego tygodnia. Jednocześnie podkreśla, że nawet jutrzejsze rozstrzygnięcie sądu nie zamyka tematu definitywnie:
Dajmy sobie czas przynajmniej pół roku na to, żeby sprawdzić, czy strefa w ogóle przynosi jakiś efekt pozytywny, ale też przede wszystkim, co trzeba poprawić.
Nieobecność liderów
Radny przyznaje, że emocje są zrozumiałe, ale jego zdaniem decyzji nie można podejmować pod presją „pierwszego hałasu”.
Musimy wyważyć, czy to wszystko, co teraz się dzieje, ma decydować o tym, że mamy zrezygnować z walki o zdrowie mieszkańców Krakowa
- mówi Maślona.
Zwraca też uwagę na braki informacyjne i organizacyjne, zwłaszcza na początku działania systemu rejestracji:
Jeszcze na początku grudnia nie można było rejestrować samochodów do tego systemu.
W temacie SCT milczy radny Łukasz Gibała (szef klubu Kraków dla Mieszkańców). Maślona mówi o "wewnętrznej niejednorodności" stanowiska w klubie przypomina, że w głosowaniu nad SCT zajął inne stanowisko niż reszta:
Byłem jedyną osobą, która poparła wprowadzenie tejże strefy, pozostali radni wstrzymali się, wskazując na wady zapisów i brak przygotowania urzędu.
Opłata turystyczna: nie „czy”, tylko „jak”, żeby była sprawiedliwa i skuteczna
Paweł Hałat zwraca uwagę, że sednem sporu nie jest sama opłata, lecz sposób jej zaprojektowania: opłata ma rekompensować realne koszty masowej turystyki, ale nie może być konstrukcją „wszyscy płacą tyle samo, niezależnie od kontekstu”. Krytykuje równe stawki jako niesprawiedliwe i nieprzystające do zróżnicowania miasta oraz rynku noclegowego:
Masowa turystyka zaczyna powoli przekraczać pojemność turystyczną miasta, a opłata nie powinna obciążać wszystkich po równo.
Hałat przekonuje, że celem jest model, który finansowo „spina się” dla Krakowa, ale jednocześnie jest społecznie akceptowalny, bo różnicuje obciążenia w zależności od standardu i realnego wpływu turystyki. Przywołuje praktyki europejskie: w wielu państwach opłata jest powszechna, ale zbudowana tak, żeby najmocniej działała tam, gdzie turystyka jest najbardziej intensywna, a stawki bywają uzależnione od standardu noclegu. To argument nie o „kopiowaniu”, ale o tym, że Kraków nie próbuje wymyślić koła na nowo.
Właściwie wszystkie państwa europejskie pobierają jakąś formę opłaty turystycznej. Tam, gdzie największa turystyka, tam proporcjonalnie największa opłata
- zauważa.
Dla Krakowa stawką jest rekompensata kosztów ponoszonych przez mieszkańców
Łukasz Maślona podkreśla, że opłata turystyczna ma sens tylko wtedy, gdy realnie odpowiada na uciążliwości: porządek publiczny, bezpieczeństwo, transport, obciążenie centrum. W jego perspektywie to mieszkańcy „płacą” dziś kosztami codzienności, a opłata ma wprowadzić element równowagi. Maślona ostrzega też, że jednolita stawka i szeroki katalog zwolnień mogą skończyć się rozczarowaniem: dużo politycznego sporu, mało realnego wpływu do budżetu:
Może się okazać, że zysk dla miasta będzie niewielki. Będzie dużo hałasu.
Hałat proponuje pragmatyczny punkt wyjścia: stawka minimalna około 1 euro, z możliwością wzrostu. Stawki mogą się różnić, ale ostrzega przed konstrukcją zbyt skomplikowaną. Pokazuje napięcie: z jednej strony sprawiedliwość, z drugiej wykonalność i koszty poboru:
Powinniśmy zacząć od stawki minimum 1 euro. I być może powinna rosnąć w zależności od standardu, ewentualnie od sezonu.
Podział wpływów: samorząd chce autonomii, państwo chce udziału
Maślona krytycznie odnosi się do pomysłu „odcinania” części wpływów na poziom centralny (promocja Polski), zwłaszcza jeśli konstrukcja ma przypominać nowelizację opłaty miejscowej. Wskazuje, że istotne jest nie tylko pobieranie, ale też pozostawienie samorządom decyzji o wydatkowaniu:
Istotnym jest nie tylko pobieranie opłaty, ale też pozostawienie samorządom swobodnej decyzji, na co będą przeznaczać pieniądze.
Hałat idzie dalej - kwestionuje sens sięgania przez państwo po te środki:
Państwo pobiera podatki, w tym VAT od usług turystycznych, więc argument o promocji Polski jest trochę chybiony. Lepiej, żeby te pieniądze zostawały w miejscowościach turystycznych.
Maślona łączy opłatę z „ucywilizowaniem” najmu krótkoterminowego. Opisuje realny mechanizm wypychania mieszkańców z centrum: nie tylko przez ceny, ale przez degradację warunków życia w kamienicach, gdzie stałych lokatorów jest niewielu. Wspomina też o anonimowości najmu, która utrudnia kontrolę i bezpieczeństwo.
Nieznośnym jest życie w kamienicy, w której jest się jednym z niewielu lokatorów, a wielu przyjeżdża tylko na weekendy. Nawet nie wiadomo, kto tam mieszka, bo te dane nigdzie nie są inwentaryzowane
- przekonuje radny.
I dodaje, że miasto powinno dostać narzędzia do ograniczeń terytorialnych albo procentowych (udział lokali pod najem krótkoterminowy), zależnie od dzielnicy i skali problemu.