Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Posłuchaj rozmowy Patryka Kubiaka z dr. Jerzym Friedigerem.
Czego dowiesz się z tej rozmowy:
- Jerzy Friediger z dużą ostrożnością podchodzi do medialnych doniesień dotyczących Szpitala Południowego i uważa, że wymagają one rzetelnego wyjaśnienia.
- Jego zdaniem społeczne oczekiwania wobec SOR-ów wykraczają poza ich ustawową rolę, co prowadzi do przeciążenia oddziałów.
- Rozmówca wskazuje na problemy związane z wieloma formami zatrudniania lekarzy i niedoborem personelu gotowego do pracy na SOR-ach.
- Krytycznie ocenia sposób wyceny świadczeń medycznych przez NFZ, uznając go za niedostosowany do realnych kosztów leczenia.
- Popiera ograniczenie wpływu polityki na zarządzanie szpitalami i większy nacisk na kompetencje osób kierujących placówkami.
"SOR nie jest miejscem do rozpoczęcia leczenia"
Jerzy Friediger podchodzi ostrożnie do medialnych informacji dotyczących Szpitala Południowego w Warszawie. Podkreśla, że opisany obraz funkcjonowania SOR-u nie odpowiada jego wieloletnim doświadczeniom zawodowym. Zwraca uwagę, że sytuacje, w których pacjenci pozostawaliby bez pomocy przez wiele godzin, byłyby nie tylko niedopuszczalne, ale również bardzo trudne do ukrycia w realiach współczesnego szpitala.
I nie przesądza ostatecznych ustaleń. Zaznacza, że oceną konkretnych zdarzeń powinny zająć się odpowiednie organy.
- Pracowałem na SOR-ze w Nowym Sączu, pracowałem na SOR-ze w Myślenicach, pracowałem na SOR-ze w Szpitalu Żeromskiego i nigdzie się nie spotkałem z taką sytuacją. Nie mówię z teorii, mówię z doświadczenia - przekonuje były dyrektor szpitala im. Żeromskiego.
Zdaniem Friedigera jednym z największych problemów jest błędne rozumienie roli szpitalnych oddziałów ratunkowych. Jak tłumaczy, zarówno pacjenci, jak i część opinii publicznej oczekują od SOR-u pełnej diagnostyki i rozpoczęcia leczenia, tymczasem jego podstawowym zadaniem jest zabezpieczenie pacjenta i ocena, czy wymaga dalszej hospitalizacji.
Rozmówca przekonuje, że z czasem SOR-om dodawano kolejne funkcje, które wykraczają poza ich pierwotną rolę, co prowadzi do przeciążenia oddziałów i wydłużania czasu oczekiwania:
SOR nie jest miejscem do postawienia diagnozy i SOR nie jest miejscem do rozpoczęcia leczenia. SOR jest miejscem, w którym udziela się pierwszej pomocy i robi się to, co jest niezbędne do podtrzymania czynności życiowych.
Problemem są zasady zatrudniania lekarzy i brak personelu
Friediger odnosi się do postulatu Naczelnej Izby Lekarskiej dotyczącego wprowadzenia jednolitych zasad czasu pracy lekarzy. Przypomina, że system oparty jest dziś na wielu formach zatrudnienia, co utrudnia kontrolę liczby przepracowanych godzin.
Gość Radia Kraków podkreśla, że szpitale konkurują o lekarzy, zwłaszcza tych gotowych do pracy na SOR-ach, co prowadzi do wzrostu wynagrodzeń. Źródłem problemu nie są jednak sami lekarze, lecz niedostosowany do rzeczywistości system organizacji pracy.
- Myślę, że gdyby nie było mnogości form zatrudnienia i gdyby gdzieś był regulator tego zatrudnienia, taka sytuacja nie mogłaby się powtórzyć. Tymczasem jest tak, że na SOR-ze nie ma kto dyżurować. I dyrektorzy szpitali prześcigają się w podwyższaniu płac - mówi.
Kolejnym problemem wskazywanym przez rozmówcę jest sposób finansowania świadczeń medycznych - Narodowy Fundusz Zdrowia wycenia procedury przede wszystkim w oparciu o własne możliwości budżetowe, a nie rzeczywiste koszty ich wykonania.
Jak tłumaczy, przy wycenach nie zawsze w pełni uwzględnia się nakład pracy personelu, poziom wymaganych kompetencji, koszty materiałów czy konieczność przeprowadzenia specjalistycznej diagnostyki:
Narodowy Fundusz Zdrowia wycenia procedury nie według ich rzeczywistej wartości, nie według naszych propozycji, a wycenia je według swoich możliwości finansowych. A tymczasem te wyceny nie przystają do rzeczywistości.
Polityka nie powinna decydować o zarządzaniu szpitalami
Friediger uważa, że polityka ma zbyt duży wpływ na zarządzanie szpitalami. Jego zdaniem o wyborze dyrektorów powinny decydować przede wszystkim kompetencje. Istotne znaczenie ma sposób powoływania komisji konkursowych. To właśnie od ich składu zależy, czy o stanowiskach będą decydowały kwalifikacje kandydatów, czy względy pozamerytoryczne.
Problem zaczyna się w komisji konkursowej. Czy doprowadzimy do takiej sytuacji, że ona będzie obiektywna i że będzie rzeczywiście wygrywał konkursy ten, kto ma najlepsze kwalifikacje?
- pyta dr Friediger.
I dodaje, że polityka i ochrona zdrowia to połączenie, które zwykle przynosi więcej problemów niż korzyści. Uważa, najważniejszym kryterium oceny szpitali powinny być wyniki zarządzania, jakość opieki i kondycja placówki, a nie polityczne afiliacje osób pełniących funkcje kierownicze.