Tak, od tego zaczęliśmy w ogóle dyskusję. Natomiast przed wizytą komisji lokalizacyjnej nie chciałbym zdradzać, które to mogłyby być nieruchomości czy lokalizacje. Mogę powiedzieć tylko tyle, że będą to miejsca, gdzie dojazd będzie dogodny i uciążliwości dla mieszkańców nie będą duże.
Mówimy o jednej lokalizacji czy o kilku – na przykład budynku administracyjnym i większym terenie?To już zależy od wojska, bo miasto nie dysponuje dużą liczbą takich nieruchomości. W przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że pod kątem administracyjnym mógłby zostać wykorzystany budynek po dawnej szkole muzycznej przy ulicy Mickiewicza. On ma jednak swoje ograniczenia – nie ma parkingu i znajduje się w ścisłym centrum. Ostateczne decyzje należą do MON-u i wojska.
Mnie zależy na tym, żeby jak najwięcej żołnierzy pojawiło się w naszym mieście, bo to są nowe miejsca pracy, nowi mieszkańcy i – mam nadzieję – także dzieci w tarnowskich przedszkolach.
Dziś szef MON jest w Tarnowie. Czy decyzja może zapaść już teraz?
MON już otrzymał wszystkie informacje. Komisja lokalizacyjna ma przyjechać w kwietniu, więc spokojnie poczekajmy na ostateczne decyzje.
Mówimy o co najmniej batalionie, czyli około 700 żołnierzach, a może nawet o pułku. Co to zmieni w Tarnowie?Rozmawialiśmy także o pułku, czyli o trzech batalionach – to byłoby nawet około dwóch tysięcy osób. Tarnów, jak wiele miast średnich, się kurczy i traci mieszkańców. Obecność wojska to po pierwsze kwestia bezpieczeństwa, a po drugie potencjalni nowi mieszkańcy i nowe osiedla wojskowe w przyszłości.
Mam nadzieję, że część żołnierzy osiedli się w Tarnowie i założy tu rodziny. To jest inwestycja miastotwórcza i do niej będę zachęcał rząd.
Jak szybko po decyzji mogą pojawić się żołnierze?Najpierw trzeba wybudować jednostkę, więc liczę, że zajmie to dwa–trzy lata.
Do Zakładów Mechanicznych mają trafić środki z programu SAFE. Czy zakłady mogą na tym stracić, czy raczej zyskać?Pojawiały się informacje, że zamówienia w ramach tego programu również trafią do Zakładów Mechanicznych w Tarnowie. Przypomnę, że zakłady są częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej i przechodzą obecnie duży proces inwestycyjny, zwiększając moce produkcyjne.
Wiemy, że będą budowane nowe hale i liczymy na to w Tarnowie. Już teraz zatrudnienie wzrosło o około sto osób, a w przyszłości liczymy na kolejne miejsca pracy – być może ponad sto czy nawet dwieście.
Produkty takie jak „potwór z Tarnowa” czy karabiny wykorzystywane w innych systemach uzbrojenia są ważne także eksportowo. To szansa dla naszego przemysłu zbrojeniowego.
Czy Zakłady Mechaniczne mogą stracić w związku z ewentualnymi zmianami w finansowaniu, np. przy projekcie SAFE 0?Obecne rozwiązania prawne nie stoją w sprzeczności z tym, aby Narodowy Bank Polski wykazał zysk i przekazał go do budżetu państwa. Taki mechanizm już istnieje.
Dobrze byłoby, aby te pieniądze trafiły bezpośrednio do budżetu, bo jeśli zostaną „przelane do innej szklanki”, to mogą trafić do Tarnowa z opóźnieniem albo w mniejszej wysokości.
Takie środki przydałyby się samorządom choćby na inwestycje w obronę cywilną i ochronę ludności. W Polsce mamy ponad trzydziestoletnie zaległości, jeśli chodzi o budowę schronów czy miejsc doraźnego schronienia. W Tarnowie mamy już plany takich inwestycji, także w formule dual use, na przykład z parkingami.
Związkowcy z Azotów ostrzegają przed planami utworzenia holdingu chemicznego w Warszawie, co mogłoby oznaczać marginalizację Tarnowa. Czy potwierdza pan takie plany?Dziś największym problemem Grupy Azoty są ceny gazu i sytuacja na świecie. Na tym powinniśmy się skoncentrować. Sektor chemiczny powinien zostać objęty mechanizmami wsparcia, podobnie jak wcześniej w przypadku energii elektrycznej.
Mam nadzieję, że ta strategiczna gałąź gospodarki uzyska wsparcie również na poziomie Komisji Europejskiej. Sytuacja jest bardzo trudna, także w kontekście inwestycji w Polimery, które mają być przejęte przez Orlen.
Jeśli chodzi o ewentualne przeniesienie struktur do Warszawy – jako prezydent nie zostałem o takich planach poinformowany. Czekam na spotkanie z nowym prezesem Grupy Azoty i będę o tym rozmawiał również z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem.
Co dalej ze stadionem żużlowym po tym, jak Unia Tarnów wycofała się z rozgrywek?Jako kibice żużla jesteśmy w Tarnowie rozgoryczeni. Miasto w zeszłym roku stanęło na wysokości zadania – razem z dotacją od marszałka województwa udało się wyremontować tor. W tej kadencji po raz pierwszy wydarzyło się coś istotnego na tym stadionie.
Wydaliśmy ponad 7 milionów złotych, aby drużyna mogła jeździć w drugiej Ekstralidze. Naszym celem jest teraz, żeby ta inwestycja nie poszła na marne. Być może trzeba wrócić do szkolenia zawodników albo organizować wydarzenia okazjonalne. Chciałbym, żeby żużel w Tarnowie się odrodził.
Co będzie się działo na stadionie po przejęciu obiektu przez miasto?Jeszcze go formalnie nie przejęliśmy. Jest dżentelmeńska umowa, że czekamy do 25. dnia miesiąca na ostateczne decyzje. Na dziś nie wiemy nawet, z kim rozmawiać.
Najprawdopodobniej stadion przejdzie w trwały zarząd Tarnowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji i będzie służył różnym dyscyplinom sportu.