Zbigniew Szybka, prezes Małopolskiego Towarzystwa Genealogicznego, bada historię swojej rodziny od 45 lat, a pasja ta zaczęła się zupełnie przypadkowo, podczas spotkania rodzinnego, kiedy okazało się, że wiele osób jest zupełnie nieznanych i niewiadome także są wzajemnie powiązania. To była inspiracja. Przez lata poszukiwań, kiedy nie brakowało i momentów zabawnych i zniechęcenia, udało się linię swojej rodziny doprowadzić do 1750 roku, a linię synowej pochodzącej z Podhala do 1625. I to jeszcze nie koniec.
Genealogiem rodzinnym może zostać każdy. Nie trzeba pochodzić ze szlacheckiego rodu ani legitymować się wykształceniem historycznym. Im jednak rodzina w przeszłości była bardziej zasłużona, albo zasłynęła jako awanturnicza, w której zdarzały się liczne skandale, tym dla badacza lepiej, bo wówczas zachowało się więcej faktów i dokumentów.
Może zatem wakacyjny wyjazd do rodziny, nieplanowana wizyta na strychu, przypadkowe odnalezienie pudełka ze zdjęciami czy pliku starych listów, stanie się początkiem przygody z genealogią?
Kamila Folprecht z Archiwum Narodowego w Krakowie przyznaje, że moda na genealogię się rozprzestrzenia.- Pracując w archiwum w Krakowie już od ubiegłego wieku, obserwuję, że kiedy rozpoczynałam prace, badania dotyczące pokrewieństwa prowadzili naukowcy zajmujący się genealogią królów i panów. Później stopniowo zaczęły pojawiać się osoby z zagranicy pytające o swoje korzenie. Były to przede wszystkim osoby pochodzenia żydowskiego. W czasach PRL posiadanie przodków szlacheckich mogło być kłopotliwe w związku z tym chęć poznania i stworzenia swojego drzewa genealogicznego nie była taka powszechna. Teraz bardzo dużo osób interesuje się i szuka takich materiałów, w których mogliby znaleźć coś o swoich przodkach.
Zdarzają się sytuacje, że ktoś pisze do Archiwum Państwowego prosząc o informacje na temat swoich krewnych i dowiaduje się rzeczy nie zawsze przyjemnych. Jeśli nic nie wiemy o swojej rodzinie i rozpoczynamy takie poszukiwania to możemy spodziewać się wszystkiego. Dla przykładu przedwojenne spisy ludności notują wszystkie zawody nawet prostytutki i jeśli u kogoś w drzewie genealogicznym pojawiła się taka osoba, to zainteresowanie nią jest już mniejsze.
Jest coraz więcej osób chętnych do poszukiwań swoich korzeni, ale oczywiście są ludzie, którzy nie mają takiej potrzeby. Czasami jednak wystarczy chwila kiedy nawet człowiek nie zainteresowany historią może znaleźć się w sytuacji gdy np. umiera babcia, trzeba przejąć po niej mieszkanie z wieloma fotografiami, papierami i przypadkowo takiej osobie wpada w ręce jakiś dokument, który ją zainteresuje bo jest napisany ciekawym językiem, ładnie wygląda. To może nagle obudzić ciekawość i pytania: „czy tak było kiedyś, czy to był mój przodek?” Nagle więc pojawia się ten impuls do poszukiwań. Wiedza na temat przodów daje satysfakcję, poza tym czasami możemy też dowiedzieć się, że jesteśmy podobni do jakiegoś dalszego krewnego, że jakieś jego zainteresowania dziedziczymy nie zdając sobie z tego sprawy.
Jeśli ktoś zauważy w sobie tą ciekawość by poznać korzenie rodzinne a nie posiada żadnych dokumentów, to najpierw powinien porozmawiać z dziadkami, z rodzicami i na podstawie wspomnień ustalić jakieś punkty zaczepienia. W archiwach państwowych i w parafialnych gdzie są księgi metrykalne jest bardzo dużo dokumentów, z których można skorzystać. Zachowało się dużo dokumentów na podstawie których można ustalić członków rodziny sięgając nawet bardzo daleko wstecz. Wymaga to oczywiście nakładu pracy, cierpliwości, szczęścia ale jest możliwe i daje satysfakcję.
- A
- A
- A
Genealogia: W poszukiwaniu korzeni
Przed Hejnałem: Niektórzy z nas potrafią wymienić nazwisko panieńskie swojej prababci i wiedzą, ilu braci miał pradziadek. Inni przechowują listy miłosne dawno zmarłej ciotki i zgłębiają historię zegarka przekazywanego w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Co sprawia, że jednych interesuje historia ich rodziny, a inni uważają czas spędzony na takich poszukiwaniach za stracony?Komentarze (0)
Brak komentarzy
Najnowsze
-
18:06
Rajbrot k. Bochni: traktor potrącił mężczyznę
-
16:55
Łukasz Gibała nie deklaruje jeszcze startu w wyborach. „To musi być odpowiedzialna decyzja”
-
16:34
Seria wypadków na małopolskich drogach. Utrudnienia dla kierowców
-
16:24
Schronisko dla psów w Łącku
-
15:34
"Dziecko potrzebuje rodzica stabilnego psychicznie". Opieka naprzemienna w praktyce
-
15:21
Geologiczna wyprawa do Wodospadów Kondorów w Peru
-
14:38
Jaka koszula do jeansów? Męskie i damskie połączenia na różne okazje
-
13:55
French Open: Iga Świątek awansowała do trzeciej rundy
-
13:48
Koniec ciemności na tarnowskich osiedlach. Jest porozumienie ws. latarni
-
13:46
Gwałtowne burze w Małopolsce. Zablokowana była DK 75
-
13:32
"Łyżki u pani Sędrakowskiej przytwierdzane były do ściany łańcuszkami"
-
13:30
Czy kolej aglomeracyjna do Buska-Zdroju ma sens? Studenci z Krakowa pokazują możliwe warianty
-
13:10
Aula w dawnej kaplicy i taras z widokiem na Kraków. SWPS zaprasza do swojej siedziby
-
13:03
Trendy w brandingu motoryzacyjnym i marketingu ramek na tablice rejestracyjne
-
12:36
Wybrano wykonawcę nowej drogi wraz z mostem na Dunajcu o wartości blisko 180 mln zł
-
12:10
Kraków po referendum. Komisarz związany z KO uspokoi emocje?
-
11:56
Tragiczny wypadek w Uniszowej koło Tarnowa. Nie żyje piesza
-
11:38
Salmonella w popularnym suplemencie. Ostrzeżenie o zagrożeniu dla zdrowia
-
11:24
Muszyna pęka w szwach. Powstaną kolejne hotele
-
10:45
Kraków dr Moniki Widzickiej - odc. VII - "Kraków usłyszała cała Polska”