"Widok marnowanego zboża był dla nas dotkliwy"
Jak Polacy są postrzegani przez Ukraińców? I czy zmieniło się przez ostatnie 10 lat? Jak było przed pełnoskalową inwazją, a jak później, kiedy ruskie czołgi dotarły pod Kijów? Jak jest teraz?
- Myślę, że przez ostatnie dekady postrzeganie Polaków przez Ukraińców było naprawdę pozytywne i przyjazne. Mimo napięć politycznych związanych z dyskusjami na temat pamięci historycznej i innych trudnych tematów, które mogły szkodzić naszym stosunkom - na poziomie społecznym relacje między naszymi narodami były dobre i silne.
Jest tak, jak czasem słyszy się w Ukrainie, że społeczeństwo Polaków lubi, a politycy niekoniecznie? W Polsce bywa czasem odwrotnie - politycy, przynajmniej tak było do niedawna, są bardzo proukraińscy, a ludzie... różnie to bywa. Te stereotypy są prawdziwe?
- Nie sądzę, żeby ukraińscy politycy mieli negatywne nastawienie do Polski. A po 2022 roku, po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, obraz Polski zmienił się jeszcze bardziej, bo zarówno społeczeństwo polskie, jak i polskie władze okazały Ukraińcom ogromną solidarność i wsparcie. My to naprawdę bardzo doceniamy. Myślę, że na poziomie relacji międzyludzkich to pozytywne nastawienie wciąż jest bardzo silne. Nie sądzę, aby różnice polityczne, które pojawiły się niedawno, jakoś je osłabiły.
Pracujemy w Polsce z wieloma instytucjami kultury i różnorodną publicznością, nie odczuwamy żadnej wrogości, żadnych negatywnych postaw. Wręcz przeciwnie: widzimy chęć lepszego poznania Ukrainy, dowiedzenia się o niej więcej, a także chęć podzielenia się z nami wiedzą o Polsce. Bo mimo bliskości geograficznej nasze społeczeństwa wciąż wiedzą o sobie zaskakująco mało – o historii, dawnych krzywdach, ale też o kulturze i dziedzictwie. Mam nadzieję, że po 2022 roku to zaczęło się zmieniać, bo wielu Ukraińców znalazło w Polsce schronienie.
Ale jednak problemy są. Pokazują to też badania opinii społecznej w Ukrainie - ta przyjaźń, czy sympatia do Polaków jest duża, ale w badaniach wychodzi, że to już jednak nie jest 90 proc., tylko 50 proc. z kawałkiem. I to jest spora różnica. Słyszałem, będąc w Kijowie, że bardzo duże znaczenie dla Ukraińców, miał protest polskich rolników i zatrzymanie zboża na granicy. Myślę, że w Polsce, szczególnie w dużych miastach, nie uważaliśmy, że to jest aż tak ważne.
- To prawda. Szczególnie bolesne dla Ukraińców było to, co wydarzyło się podczas protestów rolników, kiedy ukraińskie zboże wysypywano na ziemię i zostawiano, by zgniło. To było bardzo bolesne, bo wiemy, jak trudno było to zboże zebrać. Rolnicy w południowej, wschodniej i centralnej Ukrainie pracowali na zaminowanych polach, rozminowywali je, nierzadko ginąc przy tej pracy. Pod ciągłym ostrzałem, w pobliżu linii frontu. Dlatego widok marnowanego zboża był dla nas tak dotkliwy.
Pamięć Wielkiego głodu
A do tego jeszcze, co jest w Ukrainie bardzo powszechne, szacunek do żywności (pamięć Wielkiego głodu).
- Nie potrafię zostawić jedzenia na talerzu, wyrzucić go. To jest mocno wryte w moją pamięć rodzinną, ale też społeczną pamięć całej Ukrainy. I choć teraz w Ukrainie nie brakuje żywności, pamięć o Wielkim głodzie jest wciąż żywa. Wrażliwość na te kwestie jest u nas ogromna, więc brak szacunku do żywności i ludzkiej pracy było postrzegane jako bezduszne, pozbawione empatii. Ale nie sądzę, żeby wpłynęło na ogólny stosunek do Polski, która nadal jest uważana za naszego najbliższego sąsiada i głównego sojusznika na drodze do Unii Europejskiej. Myślę, że większość Ukraińców rozumie, że nasza przyszłość zależy od współpracy z Polską i od tego, czy uda się nam wznieść ponad różnice między naszymi społeczeństwami.
Rzeź wołyńska i UPA - to temat, który nas dzieli. UPA dla Ukraińców to bohaterowie, którzy walczyli z Sowietami i tutaj nie ma żadnej dyskusji. Rozmawiałem z żołnierzami, dla nich to są bohaterowie. Dla Polaków UPA to zbrodnie, wycinanie matkom dzieci z brzuchów. Jak można sobie poradzić z tym problemem?
- Nie da się znaleźć w Europie kraju, który nie miałby podobnie bolesnych konfliktów ze swoimi sąsiadami. A jednak Europa potrafiła zbudować jedność i pójść do przodu. Myślę, że nasza teraźniejszość i przyszłość nie powinny być niszczone przez traumy przeszłości. Uważam - nie jako urzędnik czy przedstawiciel państwa – że kluczem do przezwyciężenia tych różnic jest rozmowa. Tej rozmowy brakuje.
Temat został upolityczniony, zanim historycy mieli szansę wypracować wspólną interpretację. To najgorszy z możliwych scenariuszy dla obu naszych krajów. Polska zna to doskonale – relacje z Niemcami po II wojnie światowej też były obciążone ogromnymi krzywdami. Do dziś nie wszystkie kwestie są społecznie przepracowane, a politycy wciąż wykorzystują te emocje.
Tak, to prawda.
- Podobnie dzieje się w Ukrainie. Brakuje nam spokojnej rozmowy między historykami, która mogłaby doprowadzić do kompromisu, wzajemnego zrozumienia i zgody. Później można byłoby ją kontynuować na poziomie politycznym. Oficjalne przeprosiny, uznanie win, pojednanie wobec tej i wielu innych historycznych traum, bo przecież to nie jedyna ważna i trudna historyczna kwestia pomiędzy naszymi narodami.
Myślę też, że brakuje dialogu na poziomie społecznym, rozmowy pomiędzy zwykłymi ludźmi, rzeczowego, uczciwego poruszania trudnych kwestii w mediach. Na każdym z tych poziomów potrzebujemy konstruktywnego dialogu, co na razie nie wychodzi nam najlepiej.
Co jest ważniejsze? Wzajemne wsparcie, czy traumy?
To jest chyba ostatni moment, żeby to zrobić. Trzy lata temu wszyscy byliśmy pełni współczucia, pomagaliśmy, jak mogliśmy i było oczekiwanie na "przepraszam", że ktoś ze strony Ukrainy powie: pamiętamy, poczuwamy się, przepraszamy. Czy to nie jest czas, żeby do tego doszło po prostu?
- Prawdopodobnie tak, ale podobne oczekiwania są również po stronie ukraińskiej. Ukraińcy też chcieliby usłyszeć przeprosiny za wszystkie krzywdy z przeszłości. To nie jest tak, że jedna strona zawsze postępowała dobrze, a druga zawsze postępowała źle. Obie strony popełniały zbrodnie wojenne, traktowały się nawzajem w potworny sposób. Nie sądzę jednak, żeby takie oficjalne, polityczne stanowisko było możliwe bez konsensusu pomiędzy polskimi i ukraińskimi historykami. Będzie na nie czas, gdy instytucje zajmujące się pamięcią narodową w obu krajach wypracują wspólne stanowisko.
Patrząc z dzisiejszej perspektywy, nie jestem też pewien, czy emocjonalne gesty — na przykład przeprosiny — trzy lata temu byłyby dobre. Wojna była doświadczeniem tak ogromnym, że kwestie pamięci (z oczywistych względów) zeszły na drugi plan.
Co w tej chwili można zrobić? W najbliższych tygodniach ma dojść do spotkania historyków polskich i ukraińskich - może to pierwszy krok. Jak to się skończy dla naszych narodów?
- Przede wszystkim musimy skupić się na tym, co w tej chwili jest dla nas najważniejsze. W środku Europy wciąż trwa wojna, ta wojna redefiniuje to, czym jest Europa, czym jest bezpieczeństwo, dobrostan, zamożność… Ale ta wojna się nie kończy, Rosja nie znika, nie przestaje być zagrożeniem dla nas wszystkich. Pytanie brzmi: co jest dla nas ważniejsze? Wzajemne wsparcie, wzmacnianie Europy, budowanie wspólnej przestrzeni bezpieczeństwa? Czy historyczne traumy, których my — żyjący dziś — nie doświadczyliśmy na własnej skórze? To nasi dziadkowie i pradziadkowie byli świadkami tamtych wydarzeń. Co więc jest ważniejsze? Nie sądzę, że historia powinna być ważniejsza, niż to, co dzieje się teraz, to i co stanie się w przyszłości. Pamięć oczywiście jest ważna; nie mówię, że powinniśmy zapomnieć. Ale dziwi mnie, że dla niektórych przeszłość staje się ważniejsza, niż nasze wspólne interesy i przyszłość Europy.