To jest stuprocentowy fejk. Przede wszystkim nad Rynkiem Głównym w Krakowie nikt dronem z napisem "Poczta Polska Kontrola Abonamentu" latać nie będzie. Sprawa w ogóle nie dotyczy Małopolski, a deszczowej Wielkiej Brytanii. Choć trzeba przyznać, że wyobraźnia internautów odpaliła wrotki na pełnej mocy.
Wszystko zaczęło się od krążącego po sieci zrzutu ekranu z nagłówkiem - drony BBC sprawdzają okna salonów. W komentarzach zawrzało. Poważni ludzie zaczęli grzmieć o roku 1984 Orwella, o państwie policyjnym i o tym, że urzędnicy bezwstydnie zaglądają im w talerz z ryżem i rybą podczas wieczornego seansu.
Skąd ta hiszpańska, a raczej brytyjska inkwizycja? Otóż autorem tego newsa jest portal Suffolk Gazette. A czym jest ten portal? To w stu procentach serwis satyryczny. Taki brytyjski odpowiednik naszego Asz Dziennika. Redakcja otwarcie przyznaje - ludzie, u nas wszystko jest zmyślone. Robimy sobie żarty.
Brytyjczycy mają z abonamentem telewizyjnym długą i dość specyficzną relację. Od dekad krąży tam miejska legenda o tzw. detector vans, czyli tajemniczych furgonetkach ze skomplikowanymi antenami, które rzekomo jeździły po ulicach i wykrywały fale z niezarejestrowanych kineskopów.
Żart o dronach zaglądających przez firankę był po prostu współczesną, technologiczną wersją tego samego dowcipu. Tyle, że w mediach społecznościowych ktoś uciął logo satyrycznego portalu, wrzucił ten sam nagłówek i nagle tysiące ludzi uwierzyło, że komandosi z telewizji publicznej wiszą im za oknem na trzecim piętrze.
BBC oczywiście żadnych dronów nie kupuje, do okien nie zagląda, a prawo regulujące ściganie opłat, słynny Communication Act z 2003 roku, nic o szpiegostwie powietrznym nie mówi.
Jaka z tego płynie puenta dla nas tu w Krakowie? Zanim zaczniecie budować bunkier przed latającymi poborcami opłat albo panicznie zasłaniać żaluzje, sprawdźcie źródło. W internecie granica między genialnym brytyjskim humorem a globalną paniką bywa cieńsza niż firanka w waszym oknie.