Międzynarodowy konkurs strzyżenia owiec na czas w Ludźmierzu/ Fot. Filip Drożdż
Czego dowiesz się z tej rozmowy:
- największym źródłem stresu dla owiec była cała sytuacja – unieruchomienie, tłum ludzi, obce miejsce i oddzielenie od stada
- krótkotrwały stres zwykle nie pozostawia trwałych skutków zdrowotnych, ale nie oznacza to, że można lekceważyć cierpienie zwierząt
- zwierzęta gospodarskie są społecznie traktowane inaczej niż psy czy koty, choć również odczuwają strach i dyskomfort
- tradycja nie powinna usprawiedliwiać działań, które powodują niepotrzebne cierpienie zwierząt
- rosnąca liczba krytycznych komentarzy świadczy o większej wrażliwości społecznej, ale zmiany powinny dokonywać się przez edukację, a nie hejt.
Posłuchaj rozmowy Patryka Kubiaka z Andrzejem Kintehem-Kłosińskim.
Stres zwierząt to nie metafora. To reakcja organizmu na zagrożenie
Behawiorysta zwierząt Andrzej Kinteh-Kłosiński tłumaczy, że owce podczas konkursu strzyżenia mogły odczuwać silny stres. Nie wynikał on z samego strzyżenia, ale z całej sytuacji: unieruchomienia, obecności tłumu, obcego miejsca i oddzielenia od stada. Dla zwierząt stadnych właśnie utrata kontaktu z grupą jest jednym z najsilniejszych czynników wywołujących lęk.
Psy i koty kochamy
Rozmówca przypomina, że stres nie jest wyłącznie ludzkim doświadczeniem. To fizjologiczna reakcja organizmu na sytuację przekraczającą jego możliwości adaptacyjne. Może być wywołany bólem, chorobą, głodem, ale także strachem. W przypadku owiec to właśnie strach uruchamia reakcję hormonalną i mobilizuje organizm do obrony:
Kinteh-Kłosiński zwraca uwagę, że krótkotrwały stres zwykle nie pozostawia trwałych konsekwencji zdrowotnych. Nie oznacza to jednak, że można go lekceważyć. Każda sytuacja wywołująca u zwierzęcia strach wiąże się z cierpieniem, którego – jeśli tylko można – należy unikać. Podkreśla, że w ocenie takich wydarzeń nie powinno chodzić wyłącznie o skutki biologiczne. Równie ważny jest wymiar etyczny i pytanie o to, czy człowiek ma prawo narażać zwierzę na lęk wyłącznie dla rozrywki lub widowiska:
Jeśli mamy chociaż odrobinę empatii, to nie chcemy narażać zwierząt na strach. Zwierzę przeżywa po prostu strach, doświadcza dyskomfortu i jest to moralnie naganne.
Behawiorysta zwraca uwagę, że społeczeństwo inaczej postrzega zwierzęta towarzyszące, a inaczej gospodarskie. Psy czy koty otaczamy troską, ale wobec owiec, krów czy świń łatwiej akceptujemy zachowania, których nie zaakceptowalibyśmy wobec zwierząt domowych.
Przykład? Bożonarodzeniowe szopki z żywymi zwierzętami. Wielodniowe przebywanie w hałasie i wśród nieustannie zmieniających się ludzi może być dla zwierząt bardziej stresujące niż samo, krótkotrwałe strzyżenie.
- Psy, koty i częściowo konie mają dobrze, bo są traktowane jako zwierzęta towarzyszące. Cała masa innych zwierząt – owce, kozy, świnie czy krowy – jest wykorzystywana przede wszystkim użytkowo” - tłumaczy gość Radia Kraków.
Nie każda tradycja zasługuje na podtrzymywanie
Rozmówca podkreśla, że tradycja sama w sobie nie jest wartością, jeśli wiąże się z cierpieniem. Przypomina, że społeczeństwa odchodzą od praktyk, które kiedyś były powszechnie akceptowane, gdy lepiej rozumieją ich skutki. Jednocześnie zaznacza, że nie chodzi o całkowitą rezygnację z hodowli zwierząt czy wykorzystywania ich przez człowieka. Jego zdaniem należy przede wszystkim poprawiać warunki ich życia i ograniczać niepotrzebne cierpienie:
Są granice tradycji. Pewne tradycje są dobre i je kultywujemy, a pewne są złe. Możemy dużo zrobić, żeby poprawić dobrostan zwierząt, które wykorzystujemy.
Komentując tysiące internetowych reakcji po publikacji filmu z konkursu, Andrzej Kinteh-Kłosiński zauważa, że rosnąca wrażliwość na los zwierząt jest zjawiskiem pozytywnym. Jednocześnie nie zgadza się z obrażaniem ludzi i podkreśla, że przemoc wobec człowieka nie może być odpowiedzią na przemoc wobec zwierząt.
Według niego zmiana społeczna dokonuje się przede wszystkim dzięki rozmowie, edukacji i stopniowemu budowaniu świadomości. Za dowód takiej zmiany uznaje sam fakt, że konkurs wywołał tak szeroką dyskusję.
Nie dopuszczam hejtu, dlatego że hejt też jest przemocą. Możemy rozmawiać spokojnie – poprzez tłumaczenie, edukację i uświadamianie. To, że dziś ludzie protestują, pokazuje, jak bardzo zmieniła się społeczna wrażliwość
- puentuje Andrzej Kinteh-Kłosiński.