Ani funkcjonariusze, ani lekarz weterynarii nie stwierdzili żadnych uchybień ze strony właściciela. Pies był zadbany i spokojny. Właściciel zapewniał, że ma on zapewnione odpowiednie warunki. My ze swojej strony zrobiliśmy wszystko, lekarz również. Sprawa została zakończona na miejscu
- mówi aspirant Kamil Wójcik.
Innego zdania są przedstawiciele tarnowskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
To była nasza interwencja, dlatego byliśmy bardzo zaskoczeni, że została przeprowadzona bez naszego udziału. Dla nas istnieje także coś takiego jak prawo moralne. Jeżeli widzimy psa samotnie przebywającego na posesji, czynności powinny być podejmowane w sposób bardzo profesjonalny. Skoro na miejscu była inspektor weterynarii, pies mógł zostać zabrany na badania do lecznicy. Należało sprawdzić stan jego stawów, wykonać badania krwi - biochemię i morfologię - i dopiero na tej podstawie orzec, czy powinien wrócić na posesję
- przekonywała Patrycja Hajek z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, oddział w Tarnowie.
Przedstawicielka TOZ-u podkreśla, że po opisaniu sprawy w mediach społecznościowych na organizację wylała się fala hejtu z pytaniami, dlaczego pies nie został odebrany właścicielowi. Towarzystwo zaznacza jednak, że nie ma prawa wejść na prywatną posesję bez udziału służb, na przykład podczas policyjnej interwencji. Patrycja Hajek dodaje, że dla starszego psa z posesji w centrum Tarnowa był już nawet znaleziony nowy dom.