Transport miał czekać w kolejce przed zakładem, na mrozie. Przedstawiciele fundacji "Chatka Gołębia" poinformowali o sprawie służby. Agnieszka Szewczyk-Kuta, zastępca dyrektora powiatowego lekarza weterynarii w Tarnowie, podkreśla, że zwierzęta przywiezione z Sanoka (jak i wszystkie przyjmowane do rzeźni) były badane przez lekarza, który nie stwierdził chorób oraz odmrożeń. Ale kontrola trwa.
Nie ma możliwości dopuszczenia do uboju zwierzęcia chorego lub takiego, które miałoby odmrożenia. I to już wykluczyliśmy. Sprawdzimy materiały wideo, sprawdzimy transport. To przewoźnik odpowiada za prawidłowe warunki przewozu zwierzęcia do rzeźni. Pamiętajmy też, że te zwierzęta o wiele lepiej znoszą niskie temperatury niż inne gatunki
- mówi Szewczyk-Kuta.
Przedstawiciele fundacji podkreślali, że zwierzęta powinny być transportowane w temperaturze od 5 do 30 stopni Celsjusza, a w sobotni wieczór było -11 stopni. Szewczyk-Kuta dodaje, że przepisy te dotyczą transportu długotrwałego, który trwa osiem godzin - ten był z Sanoka i jechał krócej. Warunki, w jakich zwierzęta były transportowane podczas mrozu sprawdza także policja.