Prokuratura zarzuca biskupowi, że dysponując wiarygodnymi informacjami o przestępstwach seksualnych popełnionych przez dwóch podległych mu kapłanów, nie zgłosił tych faktów organom państwowym, jak nakazują przepisy obowiązujące od 2017 roku.
Śledztwo dotyczy dwóch osobnych przypadków – jednego, który w końcu został umorzony ze względu na przedawnienie, i drugiego, który został zgłoszony do prokuratury. Oba wątki prokuratura uznała za objęte obowiązkiem natychmiastowego zgłoszenia.
Podczas pierwszej rozprawy biskup złożył wyjaśnienia i odpowiadał na pytania sądu oraz obrońcy, odmawiając jednak odpowiedzi na pytania prokuratora. Kolejne posiedzenia są zaplanowane; przewidziano przesłuchanie świadków. Obrońcą Andrzeja Jeża jest Zbigniew Ćwiąkalski, znany prawnik i były minister sprawiedliwości w pierwszym rządzie Donalda Tuska.
Jakie argumenty przedstawił biskup?
Jeż twierdzi, że zgłosił organy ścigania po uzyskaniu klarownych informacji i zgodnie z obowiązującymi, jego zdaniem, normami prawnymi. Podkreślił też działania diecezji mające na celu walkę z nadużyciami i zapewnienie opieki pokrzywdzonym.
Proces jest uznawany za bezprecedensowy w Polsce, ponieważ to pierwszy przypadek, gdy biskup staje przed świeckim sądem z powodu zarzutów związanych z opóźnionym zgłoszeniem przypadków wykorzystywania seksualnego przez duchownych.
Jeśli sąd uzna biskupa za winnego, grozi mu kara – włącznie z karą pozbawienia wolności (normy karne przewidują do 3 lat więzienia za niepowiadomienie o takim przestępstwie). On sam nie przyznaje się do winy.
W trakcie rozprawy biskup Andrzej Jeż odpowiadał także na pytania dotyczące swojej sytuacji osobistej. Na pytanie sądu o zarobki, powiedział, że jego pensja to4 800 zł brutto miesięcznie.
Kolejna rozprawa odbędzie się 2 marca. W sumie ma być ich sześć. Zawnioskowano o przesłuchanie 10 świadków.
Akt oskarżenia przeciwko biskupowi Andrzejowi Jeżowi prokuratura skierowała do sądu w kwietniu 2024 roku.