Niespełna rok temu Bargiel dokonał rzeczy bezprecedensowej, zostając pierwszym człowiekiem, który zjechał na nartach ze szczytu Mount Everestu bez wspomagania dodatkowym tlenem. Jak sam podkreślał, kluczem do sukcesu był odpowiedni czas i niesamowita determinacja w omijaniu komercyjnego zgiełku.
Wspominając tamtą jesienną ekspedycję, mówił:
Czuję, że to jest coś wyjątkowego, bo byliśmy tam w momencie, kiedy nie ma tam innych wypraw, jesienią. Warunki są bardziej surowe, jest dużo więcej śniegu, ale też jest bardzo mała szansa, że wejdziesz na szczyt, dlatego też nie ma wtedy działalności Nepalczyków, nie robi się wypraw i nie zarabia się na tym kasy. Ta pora roku jest odpowiednia do uprawiania narciarstwa i jest tam zupełnie pusto.
Po tamtym epokowym osiągnięciu oraz wcześniejszych zjazdach z gigantów takich jak K2, himalaista wyraźnie sugerował potrzebę regeneracji. Jego ówczesne nastawienie wydawało się dość odległe od planowania kolejnych ekstremalnych wyzwań w najwyższych górach świata.
Deklarował wówczas otwarcie:
Mam dużo ciekawych planów, to nie muszą być ośmiotysięczniki, Himalaje czy Karakorum, na razie chcę spędzić czas w domu i nie myślę o wyprawach.
Czas odpoczynku jednak minął, a w sportowcu szybko obudził się głód kolejnych wyzwań. Na specjalnie zwołanym spotkaniu online Andrzej Bargiel oficjalnie potwierdził swój nowy cel. Wybór padł na owianą legendą Nanga Parbat, która w kontekście narciarstwa ekstremalnego stanowi jedno z największych wyzwań na Ziemi.
Opisując szczegóły nadchodzącego projektu, skialpinista precyzyjnie nakreślił plan działania:
Jesteśmy przed kolejną wyprawą. W tym roku wybieram się na Nanga Parbat do Pakistanu. Cieszę się, bo lubię to miejsce. Będziemy chcieli spróbować zjechać stamtąd na nartach. Mam na to konkretny pomysł. Będziemy działać na ścianie Diamir. Mamy kilka wariantów, które chcemy przetestować. Wszystko będzie zależne od warunków narciarskich. To najlepsza ściana z punktu widzenia narciarstwa. Historycznie te zjazdy były na Nanga Parbat.
Wybór zachodniej ściany Diamir nie jest przypadkowy, ponieważ to właśnie jej ukształtowanie stwarza najbardziej obiecujące warunki do przeprowadzenia zjazdu. Wyzwanie jest jednak ogromne, a góra nie wybacza błędów, o czym przekonało się już wielu znakomitych alpinistów.
Zaledwie w 2024 roku podobną próbę podjęła Anna Tybor, lecz skrajnie trudne warunki pogodowe wymusiły na jej zespole wycofanie się. Do tej pory pełny zjazd bez dodatkowego tlenu z tego niebezpiecznego wierzchołka zakończył się sukcesem jedynie raz – dokonał tego francuski duet Tiphaine du Perier i Boris Langenstein.
Teraz przed szansą dołączenia do tego absolutnie elitarnego grona staje Andrzej Bargiel, który w ramach Nanga Parbat Ski Challenge ponownie zmierzy się z historią.