Kiedy zeszłam na dół zebrałam pękniętą skrzynkę, częściowo połamane pelargonie. Zniknęły zabawne, kolorowe lampki solarne. Ktoś mnie uprzedził. Zapewne ktoś mieszkający w pobliżu, kto przechodząc zobaczył spadającą skrzynkę i wiedział, że są w niej lampki. Ktoś obcy nie przedzierałby się przez chaszcze, żeby zebrać połamane kwiatki.
Duży sklep samoobsługowy. Pani rozrywa pudełko i spokojnie, bez skrępowania, wyżera czekoladki, zostawia nadjedzone i idzie dalej, nie widzi w tym niczego niestosownego.
Mały sklepik z kosmetykami. Właścicielka opowiada mi jak jest bezustannie okradana. Klienci proszą, żeby im pokazała towar, kiedy odwraca się do półek, zgarniają co się da.
W supermarketach normalny widok, to porozrywane opakowania - tu zniknie para majtek, tam dwie podpaski, gdzie indziej mydełko. W żywopłocie, w pobliżu galerii handlowej, sterta klipsów zabezpieczających towar. Tym razem nie zabezpieczyły.
Do kasy w delikatesach podchodzi młody człowiek, na taśmę kładzie m.inn. siatkę z bananami, zważoną wcześniej na samoobsługowej wadze. Kasjerka przytyka czytnik i marszczy czoło: - Pan tu nabił 20 dkg -
waży banany, wychodzi ponad kilogram. Mężczyzna głupawo chichocze. Tym razem się nie udało.
Przykłady złodziejstwa można mnożyć. Jest wszechobecne. Spadek po PRLu? Czy 90 / podobno/ procent katolików zapomina o siódmym przykazaniu?
Słyszę różne apele, często dość osobliwe, czasami abstrakcyje i czekam na jeden, najprostszy. Przekazany najprostszym językiem.
Nie kradnij i nie oszukuj, bo krzywdzisz bliźniego. Zachowuj się wobec niego tak, jakbyś chciał, żeby on zachowywał się wobec ciebie.
Tylko tyle i aż tyle.