Do zdarzenia doszło 4 stycznia. Dziewczynka zatruła się czadem ulatniającym się z piecyka gazowego. Jej stan był krytyczny i zagrażał życiu. Trafiła na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Limanowej, gdzie lekarze zdecydowali, że konieczne jest leczenie w komorze hiperbarycznej – będącej jedyną skuteczną metodą w przypadku ciężkich zatruć tlenkiem węgla. W Małopolsce taką terapię można było przeprowadzić tylko w Krakowie.
Jeszcze tego samego wieczora dziecko zostało przetransportowane karetką do Szpitala im. Rydygiera, gdzie znajduje się komora hiperbaryczna. Przez kolejne dni – od 4 do 7 stycznia – dziewczynka była codziennie przewożona z Limanowej do Krakowa i z powrotem. Jak podkreśla dyrektor limanowskiego szpitala Marcin Radzięta, było to jedyne możliwe rozwiązanie.
– Każdego dnia ratownicy wieźli pacjentkę do Krakowa, tam czekali kilkanaście godzin, a następnie wracali z nią do Limanowej. Jeden taki transport trwał sześć–siedem godzin. Po terapii dziewczynka wracała na nasz oddział – relacjonuje w rozmowie z Radiem Kraków dyrektor.
Według dokumentacji medycznej lekarz dyżurny z Limanowej kontaktował się telefonicznie z Uniwersyteckim Szpitalem Dziecięcym w Krakowie w sprawie przyjęcia 12-letniej pacjentki do obserwacji. Celem było przeniesienie dziewczynki do krakowskiej placówki, tak aby kolejne transporty na leczenie w komorze hiperbarycznej odbywały się pomiędzy szpitalami na terenie Krakowa, a nie codziennie z Limanowej do Szpitala im. Rydygiera. Z zapisu w dokumentacji wynika, że przyjęcia dziecka do obserwacji odmówiono.
Dyrektor limanowskiego szpitala Marcin Radzięta podkreśla jednak, że nie zna powodów takiej decyzji i nie chce jej oceniać. Ostatecznie leczenie w komorze hiperbarycznej okazało się skuteczne, a dziewczynka w dobrym stanie wróciła do domu.
Sprawą zajmuje się Narodowy Fundusz Zdrowia
– W związku z doniesieniami medialnymi wezwaliśmy Uniwersytecki Szpital Dziecięcy do złożenia wyjaśnień. Szerszy komentarz przedstawimy po zapoznaniu się z oficjalnym stanowiskiem placówki – mówi Aleksandra Kwiecień z małopolskiego oddziału NFZ.
Tymczasem Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie stanowczo zaprzecza medialnym doniesieniom o odmowie przyjęcia pacjentki. W wydanym oświadczeniu placówka podkreśla, że nie doszło do zgłoszenia dziecka do hospitalizacji, a kontakt ze strony szpitala w Limanowej miał wyłącznie charakter konsultacyjny (treść oświadczenia do pobrania poniżej).
Jak wyjaśnia USD, lekarz z Limanowej skontaktował się najpierw ze starszym dyżurnym szpitala, a następnie z Oddziałem Neurologicznym, aby skonsultować sposób leczenia oraz planowany transport do komory hiperbarycznej. – Kontakt telefoniczny ze strony szpitala w Limanowej nie dotyczył wniosku o przyjęcie pacjentki do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie – wyjaśnia Katarzyna Pokorna-Hryniszyn, rzeczniczka prasowa Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego
Jak podkreśla szpital, w takiej sytuacji nie mogło więc dojść do odmowy przyjęcia.