Zwykła wieś w gminie Pcim, jakich w Polsce wiele: sklep, straż pożarna, kilka większych i mniejszych firm. Tak rozpoczyna się przerażająca relacja Fundacji Straż Obrony Praw Zwierząt z siedzibą w Wieliczce. O tym, że w tej wsi stało się coś bulwersującego, inspektorzy fundacji dowiedzieli się z anonimowego telefonu na początku lutego trzy tygodnie po zdarzeniu. Gdy pojechali na miejsce, właścicielka psów - 62-letnia kobieta bez żadnych skrupułów opowiedziała im, dlaczego zleciła ich zabójstwo zwierząt.
- Powiedziała, że wie, że weterynarz nie usypia zdrowych psów, więc dowiedzieliśmy się, że to były zdrowe psy. Mówiła, że jeden piesek nagle zrobił się zły, bo zagryzł pięć kur, a suczka kogo pogryzła i mieli nieprzyjemności - mówi Beata Porębska z Fundacji Straż Obrony Praw Zwierząt. Jest przekonana, że o zabiciu psów wiedziała cała okolica, bo obok posesji, na której zostały zabite psy, stoi sklep: - Jeżeli ktoś, kto nam zgłosił, słyszał wycie i piski tych psów, to klienci sklepu też musieli słyszeć. Pani w tym momencie była zdenerwowana, ale nie tym, że zabiła te psy, tylko ubolewała, że teraz będzie musiała płacić. Nie było żadnej refleksji, tylko strach przed karą finansową. Gdyby zwróciła się do jakiejś fundacji, to na pewno psy znalazłyby dom.
Właścicielka sama zakopała zabite na jej zlecenie psy na polu niedaleko domu. Miały ślady uderzeń metalową pałką i poderżnięte gardła. W czasie procesu nie udało się potwierdzić, żeby sprawca miał wcześniej być także wynajmowany do innych zabójstw psów, jak tłumaczyła się podczas interwencji inspektorów fundacji kobieta.
58-letni mężczyzna, który zabił psy metalową pałką i poderżnął im gardła, został skazany na 10 miesięcy więzienia. Sąd uznał, że miał ograniczoną poczytalność. Natomiast kobieta została skazana na 10 miesięcy, ale w zawieszeniu na 2 lata za podżeganie do zabicia psów, a nie za współudział w zabiciu psów, jak chciała fundacja, która będzie się odwoływała od tego wyroku.
- Gdyby nie jej zlecenie i gdyby nie jej decyzja o tym, że te psy trzeba uśmiercić, najprawdopodobniej pozostawałyby przy życiu - przekonywała mecenas Dorota Dąbrowska, która sprawami związanymi z obroną praw zwierząt zajmuje się od kilkunastu lat. I jej zdaniem jest ich coraz więcej: - Tutaj też bardzo pomagają media, które nagłaśniają różne interwencje. W momencie, gdy ludzie widzą, że organizacje działają, odnoszą sukcesy, chętniej zgłaszają, nawet częściej chyba nie policji, tylko bezpośrednio organizacjom.
Potwierdza to Beata Porębska z Fundacji Straż Obrony Praw Zwierząt: - Ludzie reagują, że pies ma krótki łańcuch, że nie ma w misce wody, że jest wystawiony, że jest wystawiony na działanie promieni słonecznych, że ma nieocieploną budę. Reagują, jak pies jest chory i nieleczony. Trzeba reagować. Tak jak nieraz w przypadku dzieci ludzie nie chcą mieć kłopotów z sąsiadami, nie zgłaszają, a potem jest już za późno, tak samo jest ze zwierzętami. Ani dziecko, ani zwierzę samo się nie obroni. Mam tylko nadzieje, ze kary będą większe. Za uśmiercenie zwierzęcia ze szczególnym okrucieństwem grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. W sprawie z gminy Pcim zarówno prokuratura jak i sąd nie dopatrzyły się jednak szczególnego okrucieństwa w zabiciu dwóch psów poprzez uderzanie metalową pałką i poderżnięcie gardła.
Bartek Maziarz/jgk
Skontaktuj się z Radiem Kraków - czekamy na opinie naszych Słuchaczy
Pod każdym materiałem na naszej stronie dostępny jest przycisk, dzięki któremu możecie Państwo wysyłać maile z opiniami. Wszystkie będą skrupulatnie czytane i nie pozostaną bez reakcji.
Opinie można wysyłać też bezpośrednio na adres [email protected]
Zapraszamy również do kontaktu z nami poprzez SMS - 4080, telefonicznie (12 200 33 33 – antena,12 630 60 00 – recepcja), a także na nasz profil na Facebooku oraz Twitterze.