Jak wyjaśnia dyrektorka szpitala im. Narutowicza Anna Tylek, byłoby to istotne wsparcie finansowe dla placówek. Podkreśla też, że nie ma obaw, iż leczenie prywatne odbywałoby się kosztem świadczeń refundowanych. Szpitale nadal muszą realizować zobowiązania wynikające z umów z NFZ.
Jednocześnie Fundusz narzuca limity liczby operacji i zabiegów. Po ich przekroczeniu - nie płaci.
Na przykład endoprotezoplastyki są świadczeniami limitowanymi. Tacy pacjenci często są wykluczeni z życia zawodowego i społecznego, przebywają na długich zwolnieniach lekarskich. Zdarza się, że sami zgłaszają chęć sfinansowania zabiegu, żeby szybciej wrócić do pracy i normalnej aktywności
- tłumaczy Anna Tylek. Jak zaznacza, świadczenia komercyjne mogłyby być realizowane wyłącznie na wniosek pacjenta, za jego świadomą zgodą i po rezygnacji z leczenia w ramach ubezpieczenia zdrowotnego.
W takich przypadkach otwarcie szpitali na usługi komercyjne może być dla pacjentów nadzieją - oczywiście tych, których na to stać. Według szacunków dyrekcji szpitali im. Narutowicza i im. Żeromskiego, prywatne leczenie mogłoby przynieść placówkom nawet 20 mln złotych rocznie.