Czy ta nagroda jest dla ciebie jak Nobel?
Dziękuję i chylę czoła przed Kapitułą i proszę uwierzyć, że ta nagroda jest również nagrodą tych wszystkich, którzy są w tej chwili na ulicy.
Od 2004 roku pracowałem w sumie w ponad 60 organizacjach pozarządowych, podobno zdobyłem 28 milionów złotych na cele społeczne, teraz też staram się rozwinąć swoją Fundację Piotra Pogona Drabina. Wielokrotnie jestem pod oknami jadłodajni na Smoleńsku, czy obserwuję kolejkę przy jadłodajni Caritasu na Dietla i wiele rozmawiam z tymi osobami. Proszę mi uwierzyć, że przechodząc przez pętlę Plant, można zobaczyć ludzi w różnym stanie, często wykluczonych, często uzależnionych, ale to są piękne historie, poruszające bardzo, bo za każdym z tych ludzi stoi wielka, wielka historia, wielka historia życia, a poza tym wielkość człowieka, bo pomimo upadku fizycznego ci ludzie czasami zaskakują nieprawdopodobnym intelektem i radością życia, którego ludzie, którzy są bogaci i opływają w dobrobyt, nie doświadczają.
Po co się działa na rzecz osób innych z niepełnosprawnościami, samemu mając tak trudne życie, w sensie zdrowotnym, bo nie ukrywajmy tego, że twoja historia zdrowotna i te wszystkie doświadczenia i wznowy, to nie jednego by tak do ziemi przygięły.
Życie jest wspaniałym spektaklem, szkoda, że jednorazowym. Natomiast dostaję dużo dobra, ale i też dużo zła. Wiemy w jakim współczesnym świecie się żyjemy.
Poza tym szukam impulsów i to bardzo różnych od wzniosłych, bo często modlę się, często rozmawiam z Bogiem, ale też i takich, które mi pozwolą spojrzeć na to wszystko z takim ludzkim dystansem, bo byłem w konwoju humanitarnym na Ukrainie. Mam wielu ludzi, którzy bardzo cierpią i borykają się z niedowładem służby zdrowia, są wykluczani w ten sposób. I te niesamowite rozmowy, które kiedyś być może spiszę, z osobami bezdomnymi, uzależnionymi, bo w Krakowie jest ich niestety coraz więcej.
Rozumiesz te osoby, bo sam przeszedłeś przez różne historie i z bezdomnością, i z brakiem finansów, i z chorobami bardzo różnymi, bardzo ciężkim. Rozumiesz, inaczej na nich patrzysz, nie z góry.
Najstraszniejszym losem człowieka jest samotność, bo ludzie nie boją się bólu fizycznego.
Jeszcze jak z moją wspaniałą Anną Dymną jeździłem na nagrania programu „Spotkajmy się”, to tam ludzie nie bali się umierania fizycznego, tylko tego, że będą sami na końcu swojej drogi. Że nie będzie nikogo, kto ich przytuli i powie, że dobrze, że jesteś. A poza tym, proszę mi uwierzyć, wiem, co to znaczy samotność w tłumie i wiem, co to znaczy poszukiwanie miłości. Bardzo znam te uczucia.
Ta nagroda, ten Medal Świętego Brata Alberta, jest także za postawę życiową, która może być inspiracją dla innych osób. Jaka jest ta twoja tajemnica, jaka jest ta twoja postawa życiowa? Co ty czujesz, że w tej twojej prawdzie o sobie i o życiu jest najważniejsze?
Najlepiej odpowiem tytułem mojej książki: „W pogoni za życiem” . To chęć nachapania się życia.
Czujesz, że ono jest kruche?
Od 1973 roku utrata części gardła, płuca, tarczycy. Teraz niedowład rąk spowodowany amputacją palców.
Natomiast wracamy do tego, co powtarzam wielokrotnie, że bez miłości brzmimy jednak jak pusty cymbał i stan bez miłości jest najgorszym, co może spotkać człowieka.
Ale ty się tak trochę targujesz z Panem Bogiem.
Czytałem życiorys brata Alberta, znam go zresztą jako historyk. Znam też życiorysy świętego Augustyna, Franciszka. To nie byli grzeczni chłopcy na początku, zanim znaleźli drogę. Ale myślę, że Pan Bóg lubi takich ludzi, którzy doświadczyli wszystkiego i grzechu i walenia twarzą o ziemię i upodlenia, ale i też wzniosły chwil. Na tym polega piękno życia.
Ja wiem, że moi bliscy, moi znajomi często nie nadążają za mną. To słynne ADHD onkologiczne. Ale kocham życie, kocham życie i wiem, że klika ten zegarek i widzę po swojej aktywności fizycznej, że przychodzi też czas, żeby usiąść na ławce rezerwowych i oglądać ten mecz dalej.
Ale myślę o tym targowaniu się z Panem Bogiem. Bo jeśli wiemy, że On jest, jeśli się w ogóle do Niego zwracamy, to mając bliską relację mamy odwagę powiedzieć Mu: „nie chcę tak”, albo mamy również odwagę powiedzieć: „już nie mam siły”, albo mamy odwagę powiedzieć to, co było w Ogrodzie Oliwnym: „zabierz ode mnie ten kielich”. Ale mamy też odwagę powiedzieć: „dziękuję” i mamy odwagę powiedzieć: „jaki ten świat jest piękny”.
Tak, dla mnie zawsze takim wyznacznikiem jest Księga Hioba. Myślę, że wielokrotnie czułem się jak Hiob bez wpływu na to, co się dzieje i w jakiś sposób karany, pomimo tego, że szedłem przez życie z podniesionym czołem i starałem się być dobrym człowiekiem. Nie zawsze mi to wychodziło. Natomiast chyba na tym polega piękno życia, że umie się uderzyć w pierś, powiedzieć mea culpa.
Mam nadzieję, że Pan Bóg da mi siłę i czas.
To jest niesamowita rzecz, czas.
Przemijanie, tak.
Sporo masz kontaktów z osobami z niepełnosprawnościami. Sami jesteś jednym z nich, choć w gruncie rzeczy kto z nas nie jest osobą z niepełnosprawnościami.
Ja wierzę, że jak już się pozbędziemy tego worka zwanego ciałem, które nie domaga, które się poci, które przynosi nam tyle często problemów, ale które jest piękne, może być piękne i daje też piękne odczucia, to nastąpi coś, co będzie jeszcze piękniejsze.
A poza tym biegając długie dystanse, bo mówi to człowiek, który bez płuca potrafił 100 kilometrów przebiec dla niepełnosprawnych, notabene moich podopiecznych, to wiem, że to, co tkwi w nas, jest dużo, dużo większe, mocniejsze, piękniejsze.
Zostałeś wyróżniony Medalem Świętego Brata Alberta. Informacja pojawiła się w przededniu drugiej rocznicy śmierci księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Znałeś księdza Tadeusza.
Tak, zawsze go podziwiałem za bezkompromisowość. Ja stałem z boku, bo dla mnie to była bardzo mocna osobowość, a ja byłem wtedy terapeutą w Dolinie Słońca, i też pracowałem z niepełnosprawnymi, ale widziałem, że to był taki prawdziwy pasterz. Wyjątkowy człowiek, piękny i mówiący prawdę. To jest wielka odwaga mówić ludziom prawdę.
To był twardy człowiek, diament prawdziwy, rzadko spotykany. Nie ma takich ludzi.
Piotr Pogon został tegorocznym laureatem Medalu imienia Świętego Brata Alberta. Wręczenie tego medalu nastąpi 30 marca podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną Albertiana.
Niesamowity jest ten Festiwal. To jest dotykanie nieba.