W grudniu weszło w życie rozporządzenie zakazujące w Anglii gotowania żywych dziesięcionogów morskich, takich jak homary czy kraby. Od 2026 roku zwierzęta te będą musiały zostać wcześniej humanitarnie uśmiercone – poprzez ogłuszenie prądem lub odpowiednie schłodzenie.
Decyzja ta ma wymiar nie tylko prawny, ale i kulturowy. Przez dekady utrzymywało się bowiem przekonanie, że wrzucanie żywego homara do wrzątku jest „najlepszą” metodą uśmiercenia zwierzęcia ze względu na walory kulinarne. Zmiana prawa opiera się na coraz liczniejszych badaniach pokazujących, że skorupiaki są zdolne do odczuwania bólu i innych stanów doznaniowych. Co istotne, nie chodzi tu – jak często błędnie przekazują media – o „świadomość” w ludzkim sensie, lecz o zdolność do cierpienia - ból.
„To doznaniowość i wrażliwość na ból są podstawą tych regulacji, a nie przypisywanie skorupiakom ludzkiej świadomości” – podkreśla Prof Marcin urbaniak..
Choć zakaz nie oznacza końca konsumpcji tych zwierząt, stanowi przykład tzw. etyki mniejszego zła – kompromisu między realiami społecznymi a ograniczaniem cierpienia.
Człowiek w obawie o siebie zaczyna chronić pszczoły
Jeszcze dalej idą decyzje podjęte w dwóch regionach peruwiańskiej Amazonii, gdzie prawną ochroną objęto pszczoły bezżądłowe. Nie jest to jeden gatunek, lecz cała grupa licząca około 500 gatunków, z których blisko połowa występuje w Amazonii.
Ich znaczenie jest ogromne. Zapylają nawet 80% upraw kakao, kawy i awokado oraz odpowiadają za 80–90% zapylenia dzikiej flory lasów deszczowych. Od setek lat są też elementem lokalnej kultury i medycyny – ich miód stosowano m.in. podczas pandemii COVID-19 jako środek przeciwbakteryjny i przeciwzapalny.Dlaczego więc dopiero teraz zyskały ochronę? Prof. Urbaniak nie ma złudzeń:
„Nie jest to decyzja motywowana etycznie, lecz skrajnie antropocentryczna. Te pszczoły zostały dostrzeżone, bo bez nich zagrożone jest ludzkie przetrwanie”.
Do głównych zagrożeń należą zmiany klimatyczne, wylesianie, pestycydy oraz konkurencja ze sprowadzanymi pszczołami europejskimi i afrykańskimi, które – paradoksalnie – w Peru uznawane są za gatunki inwazyjne.
Precedens, który może zmienić więcej
Choć motywacje władz są pragmatyczne, sam fakt nadania prawnej ochrony bezkręgowcom ma charakter precedensowy. Jak zauważa prof. Urbaniak, po raz pierwszy „niecharyzmatyczne” zwierzęta stają się widoczne nie tylko ekologicznie, ale i prawnie:
„To punkt zwrotny w relacjach ludzi z przyrodą, reprezentowaną tym razem przez bezkręgowce”
Podobne rozwiązania rozważane są już w Boliwii, Ekwadorze, a nawet w krajach Europy i Ameryki Północnej. Pytanie nie brzmi więc „czy”, ale „kiedy” kolejne gatunki zapylaczy zostaną objęte ochroną.Historia uczy jednak gorzkiej refleksji. Już w 1962 roku Rachel Carson w książce Milcząca wiosna ostrzegała przed masowym wymieraniem owadów wskutek pestycydów.
„Po ponad 60 latach reagujemy dopiero wtedy, gdy konsekwencje stają się bezpośrednio odczuwalne dla ludzi” – zauważa prof. Urbaniak
Zmiany w prawie dotyczącym homarów czy pszczół nie rozwiążą kryzysu klimatycznego ani problemu bioróżnorodności. Mogą jednak uruchomić proces zmiany myślenia – od traktowania zwierząt wyłącznie jako zasobów ku postrzeganiu ich jako istotnych elementów wspólnego ekosystemu.To właśnie kumulacja takich lokalnych precedensów daje nadzieję: realną, a nie życzeniową.