Co większość sejmowa będzie chciała zrobić z prezydenckim projektem SAFE 0%?
- Nie wiem, co większość zrobi. To wpłynie dopiero do Sejmu. Z tego co słyszymy, w tym projekcie nie ma żadnych pieniędzy, nawet pomysłu, jak zdobyć pieniądze, żeby zaopatrzyć wojsko. Słyszę wypowiedź ministra z Kancelarii Prezydenta, który mówi, że w 3-5 lat wykreują się te pieniądze. Na taką kreację nikt przytomny liczyć nie może. Warunki globalne nie poczekają aż pan Glapiński wygeneruje pieniądze. Dziś na stole są pieniądze z UE, zamówienia, korzyści dla wojska i polskiego przemysłu. Nie ma na co czekać.
W ogóle państwo nie będą rozpoczynać procedowania tej ustawy prezydenta? Trafi ona do zamrażarki?
- To pytanie do marszałka Sejmu. Dzisiaj potrzebny nam jest nie kolejny papierek, rada i ludzie. Nowa ustawa i przepisy nie są tu potrzebne. Potrzebne są pieniądze na dozbrojenie armii. Każdy to chyba rozumie. Na pewno rozumieją to generałowie, którzy mówią, że potrzeba im wsparcia. To jest na stole. Po co pan prezydent i jego środowisko szukają innych rozwiązań? Jak są w stanie te pieniądze wygenerować za kilka lat, niech generują. Za 5 lat porozmawiamy. Teraz potrzebne są pieniądze na zamówienia, do polskiej gospodarki i polskiej armii.
Pierwszy zysk z tej operacji prezesa NBP miałby się pojawić w 2027 roku. Do tego czasu obowiązywałoby pomostowe finansowanie tego, co wpłynie w połowie 2027 roku. Początkowo politycy Koalicji 15 października przekonywali - mówił tak o tym szef MON-u - doskonale, będą dodatkowe pieniądze, więc dołóżcie się do SAFE. Czy teraz państwo w ogóle tych pieniędzy wygenerowanych z zysków na złocie już nie chcą?
- Każde pieniądze dla naszego budżetu są cenne i ważne. Jak słyszę, że wygenerujemy za kilka lat i nie uszczuplimy naszych zasobów, brzmi to tajemniczo. Ja nie jestem ekonomistką, ale każdy wie, że albo ma się pieniądze, a jak ktoś mówi, że nic nie stracimy i wygenerujemy, brzmi to tajemniczo. Na razie tych pieniędzy nie ma. Jak za kilka lat będą, dobrą radę dał pan premier prezesowi Glapińskiemu. Każdy zysk NBP powinien iść do budżetu państwa. Od kilku lat tego zysku nie ma. Są straty. Nagle skąd one się wezmą? Mamy miliardy strat. Nagle na 2027 rok będzie zysk? Niechże on będzie. Jak będzie, proszę wpłacić do budżetu.
Specjaliści i ekonomiści jednocześnie wyliczają, że sama obsługa SAFE do 2070 roku będzie tyle kosztować, ile sam program.
- Jeżeli pan Glapiński potrafi te pieniądze wygenerować, niech je wpłaca do budżetu. Wszyscy się ucieszą. To pieniądze publiczne. Dziś na stole są pieniądze do wydania. Nie stoi nic na przeszkodzie, żeby pan prezydent ustawę podpisał. Jedno drugiemu nie przeczy. Widzę te pieniądze za mgłą. Dziś ich nie ma. Dzisiaj nasz przemysł potrzebuje zamówień, armia potrzebuje sprzętu. Jak pan Glapiński potrafi to zrobić, niech wpłaca do budżetu.
Podejrzewa pani, że jednak będzie weto?
- Weto jest niewytłumaczalne dla mieszkańca Polski. Weto, w którym prezydent, zwierzchnik Sił Zbrojnych mówi, że nie chce pieniędzy na zbrojenie? To niewytłumaczalne. Co zrobi prezydent? Nie wiem. Chyba szuka usprawiedliwienia. Pieniądze z SAFE są nam teraz potrzebne. Jak SAFE Zero wygeneruje jakieś pieniądze, niech wpływają do budżetu. Polacy z tego skorzystają.
Orlen obniża ceny na swoich stacjach. To już wszystko, czy jednak oczekuje pani jakiejś większej rządowej interwencji, czego domaga się opozycja? Interweniować, czy na razie czekać?
- Dzisiaj Orlenem zarządzają ludzie, którzy znają rynki paliw. Obserwujemy sytuację globalną, jesteśmy zaniepokojeni. Słychać jednak, że mamy zapasy, dostawy są zdywersyfikowane. Nie ma powodu do paniki i wielkich ruchów. Dzisiaj trzeba realizować spokojnie to, co zabezpiecza Polskę w dostawę paliw. Mamy różne źródła, jesteśmy spokojniejsi. Jak dzisiaj zarząd Orlenu może obniżać marżę, niech obniża, żeby obywatele to jak najmniej odczuli. Nie da się niestety nie odczuć tego w ogóle. Nie jesteśmy wyobcowani.
Czyli czekać, jeśli chodzi o VAT i akcyzę?
- Obywatele jadą na stację i tankują. Rząd jest od tego – wykonuje to świetnie – żeby dbać o zapasy, żeby był dostęp do paliw. One muszą być za przystępną cenę. Nie unikniemy tego, co się dzieje na rynkach światowych. PiS ma doświadczenia ze swoich działań politycznych i wyborczych. Niech zamilkną i czekają na to, jak zachowają się eksperci.
Niż demograficzny zamyka placówki edukacyjne także w Małopolsce. Tarnów decyduje się z tego powodu na tworzenie zespołów szkolno-przedszkolnych. Związkowcy z ZNP mówią tak - rozwiązaniem byłoby, choć nie w przypadku szkoły w Rzepiskach, tam mamy protesty obecnie w Małopolsce, obniżenie liczebności oddziałów szkolnych i przedszkolnych do 18 osób. Co pani na to? To kosztowne rozwiązanie, za które zapłaciłyby samorządy.
- Ministerstwo Edukacji Narodowej pracuje, żeby małe szkoły wspierać. To bardzo ważne. Inna sytuacja jest w miastach, aglomeracjach. Kilka ulic dalej jest inna szkoła, można szukać takich rozwiązań. Szkoła powinna być najbliżej domu dla najmłodszych uczniów. Starsi mogą się przemieszczać. Najmłodsi muszą być jak najbliżej domów. W mieście łatwiej sobie z tym poradzić. Dla wszystkich to jednak trudne. Demografii nie odwrócimy magicznie. Możemy pracować tylko na następne lata. Zupełnie inaczej jest na wsi. Tam budynek szkoły to często serce miejscowości. Trzeba mądrych rozwiązań, żeby tych szkół nie likwidować. Decyzję podejmuje na końcu społeczeństwo. Ci ludzie zrzucają się na budżet. Decyzje zwykle są trudne. Po to też pracuje MEN, żeby odpowiadać w miarę możliwości jak najlepiej na te sytuacje. Jakby były dodatkowe pieniądze, jest to jakiś ruch. Nie jest to jednak bezkosztowe. Interesy trzeba wyważyć, na ile to korzystne dla ucznia, rodzica i nauczyciela, na ile by było lepsze inne rozwiązanie. Potrzeba rozmowy. Samorządowcy muszą pamiętać o konsultacjach.