Fot. Regina Korczak-Watycha
Podhale bez paniki. Większe obawy o inflację niż o brak turystów z Arabii
Konflikt na Bliskim Wschodzie i chwilowe zakłócenia w ruchu lotniczym wywołały pytania o przyszłość turystyki w Zakopanem. W ostatnich latach w regionie widoczna była obecność gości z krajów Zatoki Perskiej, jednak – jak wynika z danych Tatrzańskiej Izby Gospodarczej – ich udział w skali całego roku pozostaje ograniczony.
Karol Wagner wskazuje, że w 2025 roku turyści arabscy stanowili około 2–3 procent wszystkich odwiedzających Podhale. W okresie wakacyjnym ich udział rośnie do około 8–10 procent. W jego ocenie nawet całkowite wstrzymanie tego segmentu nie oznaczałoby dla regionu zasadniczego zachwiania rynku.
Podkreśla przy tym, że znacznie większa część ruchu związanego z połączeniami między Małopolską a Półwyspem Arabskim monetyzowana jest po stronie Emiratów Arabskich, gdzie zlokalizowane są duże inwestycje hotelowe i infrastrukturalne.
„Czarny łabędź” raczej nie dla Podhala
Pojęcie „efektu czarnego łabędzia” oznacza niespodziewane zdarzenie o silnym, trudnym do przewidzenia wpływie na gospodarkę. Jako przykład takiego zjawiska Karol Wagner wskazuje pandemię COVID-19, która zatrzymała turystykę w skali globalnej.
W jego ocenie obecna sytuacja nie spełnia tych kryteriów w odniesieniu do Podhala. Nawet całkowity zanik ruchu z krajów arabskich – ze względu na niewielki udział tej grupy w skali roku – nie oznaczałby gwałtownego załamania branży. Większe znaczenie może mieć sytuacja w Krakowie, gdzie turyści z Bliskiego Wschodu stanowili bardziej zauważalną część rynku, choć w przestrzeni miasta byli mniej rozpoznawalni.
Inflacja jako realne ryzyko
Zdaniem przedstawiciela Tatrzańskiej Izby Gospodarczej poważniejsze konsekwencje dla branży może przynieść ewentualne ograniczenie handlu ropą i gazem oraz wzrost cen surowców energetycznych.
Wzrost cen energii – jak zaznacza – przełoży się na droższe produkty i usługi, a w efekcie na inflację. To właśnie ona może najmocniej uderzyć w turystykę, ponieważ w sytuacji niepewności i rosnących kosztów życia konsumenci w pierwszej kolejności ograniczają wydatki na wyjazdy.
Jeśli będziemy mieli inflację, to w pierwszej kolejności zrezygnujemy właśnie z usług turystycznych
– podkreśla Wagner, wskazując, że doświadczenia ostatnich lat pokazały, jak silnie inflacja wpływa na nastroje konsumenckie.
Nowe kierunki: Bałtowie przed Rumunami
W przestrzeni publicznej pojawiły się informacje o rosnącej liczbie turystów z Rumunii. Branża przyznaje, że taki trend jest zauważalny, jednak nie ma on – przynajmniej na razie – charakteru przełomowego.
Znacznie wyraźniej widać wzrost zainteresowania ze strony Litwinów i Łotyszy, a także Estończyków. Ten kierunek rozwija się konsekwentnie od ubiegłego roku i – jak wynika z rezerwacji – utrzymuje się również poza sezonem letnim.
Wcześniej podobny „karpacki” trend zapoczątkowali Węgrzy, a następnie dołączyli Słowacy. Dla części z tych rynków Podhale pozostaje konkurencyjne cenowo przy jednoczesnym wysokim standardzie infrastruktury noclegowej i gastronomicznej.
Sezon zimowy na „dobry z plusem”
Branża podsumowała już ferie zimowe. Średnie obłożenie w sześciotygodniowym okresie wyniosło około 60 procent, przy wyraźnie lepszych wynikach weekendowych – powyżej 80 procent, a w przypadku weekendu walentynkowego ponad 90 procent.
Przedstawiciele Izby oceniają sezon co najmniej jako dobry, a część – jako „dobry z plusem”. Trzeba przy tym uwzględnić znaczący wzrost liczby miejsc noclegowych w ostatnich latach, co wpływa na statystyczne obłożenie.
Na wynik ferii wpłynęły również czynniki demograficzne – mniejsza liczba dzieci w wieku szkolnym niż przed pandemią – oraz warunki pogodowe. Branża zauważa także niemal całkowity zanik segmentu gości ekonomicznych, który w poprzednich latach był bardziej widoczny.