Zapis rozmowy Jacka Bańki z dr. Stanisławem Kowalem, kierownikiem Studium Kształcenia Nauczycieli Uniwersytetu Pedagogicznego i jednocześnie ekspertem Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.
Niepokój czy nadzieja? Jak pan spogląda na tę sekwencję zmian, która czeka polską edukację?
- Mamy 1 września, dzieci poszły do szkoły z niepokojem i nadzieją. Jest nadzieja i jest niepokój. Pierwsza kwestia związana z zapowiedziami MEN to jest to, że nie znamy argumentów za tym, że reforma jest potrzebna. Ktoś o nich wspomina, ale brakuje ducha reformy. Jakbyśmy wiedzieli po co, to moglibyśmy wytrzymać. Będzie zamieszanie. Ono musi być. Jednak jakbyśmy mieli uzasadnienia i argumenty to byśmy to wytrzymali. Tego brakuje.
Brakuje argumentacji, ale podejrzewam, że wyczuwa pan potrzebę zmian w polskiej edukacji? Może nie zostały one wyjaśnione wprost, ale rozumiem, że zmiany są potrzebne?
- Oczywiście. To nie ulega wątpliwości. Nie kwestionujemy sensu reformy. Ona powinna być. Widać to na wyższych uczelniach. Mamy studentów odbiegających od naszych oczekiwań. To nie ich wina. To dzieci systemu, absolwenci gimnazjum i 3-letniego liceum. To, że minister Zalewska chce przedłużyć czas w liceum, to świetnie. Młodzi nie będą się tylko przygotowywać do matury, ale będą się edukować. Będą na kółkach. To dobry kierunek. Są też zmiany, które budzą wątpliwości.
Które?
- Na przykład to, że będą 2 etapy w szkole. Ten związany ze szkołą powszechną. 4 lata nauczania początkowego? To ciekawe, ale dzieci w 4 klasie... Niektórzy zgłaszają wątpliwości. To ma sens? To się powiedzie? Byłem zwolennikiem tej zmiany, ale teraz się zastanawiam. Jest też zmiana dotycząca likwidacji gimnazjum. To budzi wątpliwości. W małych miejscowościach tak jest. Spotkałem radną podkrakowskiej gminy, która ze łzami w oczach mówiła o likwidacji gimnazjum. To była ich perełka.
Faktycznie to zależy, z której strony patrzymy. Minister Zalewska mówiła, że gimnazja same ze sobą skończyły, bo powstawały zespoły szkół. Tak jest też w Krakowie. Mamy 70 samorządowych gimnazjów, 50 z nich to zespoły szkół. W małych gminach może być inaczej. Kiedyś poseł Siarka mówił, że wybudowali świetne gimnazjum i co teraz?
- W małej miejscowości gimnazjum wyrównywało szanse edukacyjne. Przychodziły dzieci z małych szkół, to była dobra szkoła i były efekty. Dzieci szły do świetnych liceów w Krakowie. Pytanie czy warto z tego rezygnować? Decyzje zapadły. Niepokojące jest jednak to, że jest zbyt mało wagi przywiązywanej do kwestii nauczycielskich. Reforma się nie powiedzie, jak nie zmienimy kształcenia nauczycieli. Ja się tym zajmuje. W słowach pani minister słychać, że z nauczycielami jest praktycznie wszystko w porządku. Ja mam wątpliwości.
Czyli jest tak jak u Woody'ego Allena? Ci, którzy nic nie umieją – uczą; ci, którzy nie umieją uczyć – uczą WF; ci, którzy absolutnie nic nie potrafią – trafili do naszej szkoły?
- To bardzo mocne, ale mamy wielu świetnych nauczycieli. Wielu jest jednak przeciętnych. Świetni są tak samo doceniani jak przeciętni. Możesz być geniuszem zaangażowania i masz taką samą pensję jak ten, który mało pracuje. Trzeba coś zrobić. Kształcenie nauczycieli to inna sprawa.
W którym miejscu? Na etapie, w którym pan uczestniczy? Czy trzeba patrzeć na cały proces?
- Trzeba rozpocząć od przygotowywania nauczycieli w uniwersytetach. Mamy w Polsce tyle placówek kształcących nauczycieli, że trudno to policzyć. W Finlandii to jest około 10 uniwersytetów. W Polsce to jest masa miejsc, ale nie przekłada się to na jakość. Ograniczenie liczby tych ośrodków jest ważne. Potem system doskonalenia zawodowego nauczycieli i system awansu zawodowego. Jak dzisiaj ktoś dojdzie do nauczyciela dyplomowanego, to już mało rzeczy go motywuje do pracy. Pasjonaci mają wtedy tylko motywację. Dodatek jest uzależniony wtedy tylko od stażu pracy. Tak nie powinno być.
Inna sprawa to jest to, że edukacji nie można zostawić tylko ministerstwu edukacji. Niby czujemy, że tu musi być współpraca, ale jak to powinno faktycznie wyglądać?
- Można powołać managerów projektów. Jak mówimy o kształceniu nauczycieli, to osoba, która by zintegrowała działanie kilku ministerstw byłaby genialna. Przyjmijmy, że zmianą zajęłoby się ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego. Ono tego nie udźwignie. Są takie elementy układanki, w które musi się zaangażować MEN czy ministerstwo rodziny i pracy. Jak ktoś popatrzy na to z nadzieją prawdziwego rozwiązania, to musi być współpraca wielu ministerstw. MEN nie może się zamknąć w sobie. Bez współpracy będzie to częściowe. Jak popatrzymy na edukację z perspektywy szkolnictwa wyższego, ministerstwa rozwoju czy zdrowia to mamy wielowymiarowy obraz edukacji. Jak patrzymy tylko przez pryzmat murów szkoły, to obraz się spłaszcza. Ja sobie wymarzyłem, żeby na to patrzeć wielowymiarowo.
Przed nami cała sekwencja zmian. Która z nich jest najważniejsza? Jest odejście od godzin karcianych, cofnięcie reformy 6-latków, wygaszanie gimnazjów i zmiana podstawy programowej. Pewnie ta ostatnia zmiana jest najważniejsza?
- Tak. Zmiana programowa jest bardzo istotna, ale program realizują nauczyciele Jak przywiązujemy zbyt dużą wagę do podstawy programowej, to nie jest najlepiej. Ona jest ważna, ale przychodzi człowiek i on ją rozwija. Mamy takie przykłady w Krakowie, że podstawa programowa była mocno ograniczona a lekcje historii w pewnej szkole były fantastyczne. One wykraczały poza podstawę, ale był fantastyczny nauczyciel. Podstawa programowa - tak, uporządkowanie – tak. Dyskusja musi być, nie narzucanie podstawy przez jeden podmiot, bo my wiemy i powiemy, ale żywa dyskusja na ten temat. Jest kwestia historii, lektur, matematyki. To ważne.
Dużo jest mowy o nauczaniu patriotycznym. To jest potrzebne?
- Uczyć patriotyzmu się nie da, ale wychowywać patriotycznie można. Czy szkoła powinna wychowywać? To element większej całości. Ja mówię, że szkoła powinna wychowywać. Nawet jak nie chce to wychowuje. Uczniowie widzą przecież postawy nauczycieli. To już jest wychowanie. Czy szkoła ma wychowywać patriotycznie? To szkoła w Polsce. Zatem powinna. Ja mam taką koncepcję wychowywania patriotycznego przez małe kroki: więcej wychowania w codzienności szkolnej. Jest masa okazji do takiego wychowania na lekcjach historii czy polskiego. Na matematyce też się da. Mamy wybitnych matematyków. Do dzisiaj inni matematycy odwołują się do tego. To nie jest wychowanie patriotyczne? Można o nich mówić. Są osiągnięcia z biologii, fizyki. To budowanie postaw patriotycznych. Od czasu do czasu musi być akademia, ale przede wszystkim takie małe kroki.
Z drugiej strony słyszymy, że rząd chce budować nowego człowieka przez to.
- Jak to by był dobry człowiek to warto.