Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Czego dowiesz się z tej rozmowy?
-
Praca obywateli Ukrainy przekłada się na około 3 procent polskiego PKB.
-
Zastąpienie ich inną grupą pracowników byłoby trudne – zarówno ekonomicznie, jak i społecznie.
-
Wydłużenie aktywności zawodowej Polaków oraz automatyzacja to możliwe, lecz ograniczone odpowiedzi na braki kadrowe.
-
Nastawienie społeczne i stabilne regulacje prawne wpływają na decyzje Ukraińców o pozostaniu w Polsce.
-
Ich obecność sprzyja awansom zawodowym Polaków i pomaga utrzymać konkurencyjność gospodarki.
Posłuchaj rozmowy Jacka Bańki z prof. Łukaszem Mamicą.
Ukraińcy na polskim rynku pracy. Realne wsparcie dla gospodarki
Obecność obywateli Ukrainy w Polsce nie jest zjawiskiem marginalnym ani tymczasowym dodatkiem do rynku pracy. Według szacunków wkład obywateli Ukrainy w polską gospodarkę to niemal 3 procent PKB. W warunkach bardzo niskiego bezrobocia ich rola ma charakter uzupełniający – wypełniają luki w zawodach, w których brakowało rąk do pracy jeszcze przed wybuchem wojny.
To są bardzo konkretne liczby. Gdybyśmy nie mieli tych osób, gospodarka rozwijałaby się wolniej. W Krakowie przed wybuchem wojny w sektorze hotelarskim było bardzo dużo wakatów. To są miejsca pracy, które zostały wypełnione przez Ukraińców. Nie spowodowali zwiększenia bezrobocia – raczej uzupełnili rynek
- mówi prof. Łukasz Mamica.
Część obywateli Ukrainy rozważa opuszczenie Polski. Zastąpienie ich inną grupą pracowników nie byłoby proste – zarówno ze względów ekonomicznych, jak i kulturowych.
To są osoby bardzo dobrze integrujące się w naszym społeczeństwie. Nie mają problemów językowych, kultura jest bardzo bliska. Nadal w dużej części wykonują najprostsze zawody – budownictwo, transport, usługi. Możliwości zastąpienia tej luki za bardzo nie ma
- podkreśla rozmówca.
Podniesienie wieku emerytalnego czy większa migracja?
Przy niedoborach pracowników wybór jest ograniczony: albo dłużej pracować, albo szerzej otworzyć się na migrantów. Starzenie się społeczeństwa sprawia, że dłuższa praca staje się ekonomicznie racjonalna. Prof. Mamica tłumaczy, że żyjemy coraz dłużej, wykonujemy coraz lżejszą pracę dzięki automatyzacji; wysokość emerytury zależy bezpośrednio od składek, więc wiele osób samodzielnie decyduje się pracować dłużej:
Alternatywą jest ściąganie pracowników, którzy w mniejszym stopniu są gotowi do integracji. W wielu krajach Europy widzimy, że to rodzi napięcia.
Jednocześnie rosnąca automatyzacja i informatyzacja mogą ograniczać zapotrzebowanie na część stanowisk, co częściowo łagodzi presję na rynku pracy.
Decyzje migracyjne nie zależą wyłącznie od przepisów administracyjnych. Istotne jest także nastawienie społeczne. Obecność Ukraińców ma wymiar ekonomiczny – płacą podatki, składki, generują popyt – ale także demograficzny. Łukasz Mamica przekonuje:
Bilans ich obecności jest dodatni. Jeśli w mediach pojawiają się nieprzychylne informacje, rozważają wyjazd. Mamy jeden z najniższych wskaźników dzietności na świecie – musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, kto będzie płacił na nasze emerytury.
Ogromna część uchodźców to kobiety z dziećmi, które uczęszczają do polskich szkół, co sprzyja długofalowej integracji.
Awans zawodowy Polaków i stabilność cen
Obecność pracowników z Ukrainy wpływa na strukturę rynku pracy. Wykonywanie przez nich części prostszych zadań otwiera Polakom możliwości awansu zawodowego i zmniejsza presję płacową, która mogłaby przekładać się na wzrost cen.
To nie jest odbieranie pracy, mamy bardzo niskie bezrobocie – w Krakowie około 2,5 procent. Przy brakach kadrowych firmy zaczynają konkurować wynagrodzeniami, a to przekłada się na wzrost cen i utratę konkurencyjności. Imigranci przez długi czas wspierali w ten sposób konkurencyjność także w Stanach Zjednoczonych
- przekonuje gość Radia Kraków.