EPA/ABEDIN TAHERKENAREH Dostawca: PAP/EPA.
Czego dowiesz się z tej rozmowy?
- Najbardziej realny jest scenariusz konsolidacji władzy wokół nowego przywódcy, nie szybki upadek reżimu.
-
Opozycja w Iranie jest podzielona i niezdolna do przejęcia władzy w krótkiej perspektywie.
-
Aparat represji jest skuteczny i nadal dysponuje zapleczem społecznym.
-
Iran dąży do podniesienia kosztów wojny uderzając w infrastrukturę energetyczną regionu.
-
Przedłużający się konflikt grozi destabilizacją Bliskiego Wschodu i wstrząsami na globalnym rynku ropy.
Posłuchaj rozmowy Jacka Bańki z Marcinem Krzyżanowskim.
Wybór nowego przywódcy i próba konsolidacji reżimu
Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem w krótkiej perspektywie jest wybranie nowego najwyższego przywódcy, wokół którego aparat będzie próbował skonsolidować władzę. Proces ten mogą jednak opóźnić intensywne naloty izraelskie i amerykańskie, wymierzone w struktury dowodzenia i elity polityczne. Skuteczność tych działań może przesądzić o dalszym kierunku wydarzeń.
Bardzo wiele zależy od tego, jak szeroko zakrojone i jak skuteczne będą akcje dekapitacyjne przeprowadzane przez lotnictwo amerykańskie i izraelskie
- mówi Marcin Krzyżanowski.
I tłumaczy, że skruszenie struktury Islamskiej Republiki Iranu wymagałoby długotrwałej i wyjątkowo intensywnej kampanii nalotów. Aparat władzy jest rozbudowany, a elity polityczne i wojskowe to setki osób. Usunięcie pojedynczych przywódców nie oznacza automatycznego rozpadu systemu:
Uderzenia dekapitacyjne musiałyby sięgnąć bardzo głęboko. Trzeba byłoby zlikwidować całe górne piętro elit politycznych Iranu. To piętro liczy setki osób. Skruszenie gmachu Republiki Islamskiej jest zadaniem bardzo trudnym.
Opozycja bez struktury, społeczeństwo podzielone
Choć brutalne tłumienie protestów osłabiło pozycję władz, system wciąż ma kontrolę. Irańska opozycja jest rozproszona i niezdolna do stworzenia wspólnego programu politycznego.
Nie ma wspólnego frontu, nie ma struktury politycznej, która mogłaby przekształcić energię protestów w spójny program. A milcząca większość społeczeństwa bardziej niż Republiki Islamskiej obawia się scenariusza syryjskiego albo pełnoskalowej wojny domowej. Skuteczność i brutalność, z jaką wcześniejsze protesty zostały stłumione, świadczy o skuteczności aparatu represji. W Iranie są ludzie gotowi wydawać rozkazy strzelania do tłumu i ludzie gotowi je wykonywać, uznając, że wystąpienie przeciwko Republice Islamskiej jest wystąpieniem przeciwko religii
- uważa Krzyżanowski.
Teheran uznał, że stopniowe osłabianie państwa przez naloty wymaga radykalnej odpowiedzi. Zdecydował się na gwałtowne zwiększenie napięcia, licząc na podniesienie kosztów konfliktu dla przeciwników. Uderzenia w infrastrukturę energetyczną państw Zatoki – zwłaszcza Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej – mają wymiar nie tylko militarny, lecz także gospodarczy:
Regionalne rozszerzenie konfliktu
Do wojny mogą włączyć się podmioty powiązane z Teheranem: Hezbollah w Libanie, Huti w Jemenie czy szyickie milicje w Iraku. Taki scenariusz oznaczałby konflikt na wyniszczenie, z szeroką destabilizacją regionu i zakłóceniami w globalnym handlu.
Możemy być świadkami kilkutygodniowej kampanii bombardowań Iranu, na które Iran będzie odpowiadał próbą zniszczenia infrastruktury naftowej, tak żeby dla agresorów koszty uderzenia były zbyt duże, aby mogli je ponosić
- zauważa ekspert.
Sąsiedzi? Ankara czeka - monitoruje sytuację, oferuje mediację i obawia się destabilizacji regionów kurdyjskich. Chaos w Iranie mógłby – w ocenie rozmówcy – odnowić konflikt kurdyjsko-turecki.
Iran dysponuje tysiącami rakiet i dziesiątkami tysięcy dronów, ale jego obrona przeciwlotnicza została poważnie osłabiona. Kluczowe pozostaje pytanie o skalę przetrwania wyrzutni rakietowych oraz o to, której stronie pierwszej wyczerpią się zasoby.
Najważniejszym pytaniem jest to, ile rakiet i ile wyrzutni przetrwało naloty i komu pierwszemu skończy się amunicja – Iranowi do atakowania Izraela i baz amerykańskich czy Amerykanom i Izraelczykom efektory do systemów obrony
- mówi Krzyżanowski. I dodaje:
Jeśli przez trzy, cztery tygodnie utrzyma się taka intensywność, region się bardzo poważnie zdestabilizuje. Optymistycznym scenariuszem byłoby szybkie wznowienie rozmów, niestety jest on mało prawdopodobny.