"On nie ma autyzmu, wszystko jest dobrze, jest tylko niegrzeczny" – to zdanie wciąż pada z ust wielu rodziców. Zwłaszcza gdy mówimy o kilkuletnim dziecku – ruchliwym, impulsywnym, głośnym. Problem w tym, że czas działa na niekorzyść dziecka. We wczesnym wieku przedszkolnym wiele trudności można jeszcze tłumaczyć niedojrzałością. W pierwszej, drugiej czy nawet trzeciej klasie szkoły podstawowej nauczyciele i rodzice często mówią, że jeszcze z tego wyrośnie. Jednak gdy dziecko w czwartej czy piątej klasie nadal nie potrafi budować relacji, rozmowa się nie klei, a grupa rówieśnicza zaczyna się odsuwać, konsekwencje stają się realne i bolesne. Nie mówimy tu o tzw. autyzmie cyfrowym, lecz o zaburzeniach ze spektrum autyzmu, o neurorozwojowej odmienności, która wpływa na sposób odbierania świata, komunikowania się i budowania więzi.
Martwię się tym, że nie diagnozujemy, nie szukamy. Widzę np. w dziecku wszystkie możliwe symptomy, a słyszę od rodziców, że wcale nie. W przypadku dziecka, które jest w przedszkolu, to jest bardzo niebezpieczne. Ono dorasta – mówi Katarzyna Wnęk-Joniec.
Dziecko w spektrum często mówi bardzo głośno, na jednym poziomie intonacji, wykonuje powtarzalne ruchy (tzw. stymulacje), które pomagają mu się regulować, ma trudność z prowadzeniem swobodnej rozmowy, nie rozumie zasad "small talku". Z wiekiem samotność zaczyna doskwierać coraz bardziej. Dziesięcio-, dwunasto- czy piętnastolatek zaczyna rozumieć, że jest "obok", a inni mają swoje grupy, swoje żarty, swoje tajemnice.
Dzieci i nastolatki w spektrum często interpretują świat dosłownie. Nie wyłapują ironii, sarkazmu, ukrytych intencji. To sprawia, że łatwo je wykorzystać, wkręcić, ośmieszyć. A gdy w końcu reagują, to ich reakcja jest widoczna dla nauczyciela. Sprawcy zdążyli się schować.