Miłość i bliskość nie zawsze oznaczają to samo
Miłość stanowi jedną z kluczowych ludzkich potrzeb. Nie jest dodatkiem do życia, ale jednym z jego fundamentów. To właśnie w doświadczeniu miłości człowiek uczy się siebie – buduje obraz własnej osoby, poczucie sprawczości oraz zdolność do wchodzenia w relacje. Pierwsza relacja, najczęściej z matką, staje się wzorem dla kolejnych doświadczeń społecznych i emocjonalnych.
Jeżeli tę miłość mamy w sobie, kochamy i jesteśmy kochani, to zdecydowanie korzysta na tym nasz obraz siebie, nasze poczucie sprawczości, bezpieczeństwa. Pierwsza relacja, zazwyczaj z mamą, jest takim biletem do dalszych podróży po miłości – mówi Urszula Struzikowska-Marynicz.
W potocznym myśleniu miłość często utożsamiana jest z bliskością, jednak relacje międzyludzkie pokazują, że te dwa doświadczenia mogą się rozchodzić. Miłość nie zawsze oznacza stałą bliskość emocjonalną. W jednej relacji mogą współistnieć potrzeba więzi i potrzeba dystansu, pragnienie kontaktu i lęk przed nim. Romantyczne wyobrażenie miłości zakłada harmonię i pełne zjednoczenie, jednak rzeczywistość relacyjna bywa bardziej złożona. W relacjach istnieje przestrzeń zarówno na bliskość, jak i na autonomię, a napięcie między nimi jest naturalnym elementem ludzkiego doświadczenia.
Czym jest toksyczność?
Określenie "toksyczna matka" funkcjonuje w języku potocznym jako sposób opisywania trudnych relacji, jednak z perspektywy psychologicznej nie stanowi pojęcia klinicznego. W rzeczywistości chodzi raczej o brak zmiany mimo upływu czasu, powtarzalność trudnych schematów, ale także brak rozwoju relacji.
Toksyczna matka w odbiorze dla każdego będzie oznaczała kogoś trudnego. W zależności od tego, co jest dla nas trudne, będziemy opisywać tę osobę nieco projekcyjnie pod kątem własnych, wypieranych części siebie czy potrzeb – dodaje.
Każda osoba może inaczej definiować trudność w relacji, ponieważ dla jednej będzie to nadopiekuńczość, dla innej chłód emocjonalny, dla jeszcze innej przemoc. Oznacza to, że ocena "toksyczności" często odzwierciedla indywidualne doświadczenie, a nie obiektywną kategorię osoby. Każda matka jest przede wszystkim człowiekiem z własnymi doświadczeniami i ograniczeniami. Ich zachowania mogą wynikać z indywidualnych doświadczeń z dzieciństwa, trudności w przeżywaniu bliskości, lęku przed zależnością emocjonalną, a także z nieprzepracowanych ran. Część trudnych zachowań nie wynika z intencji krzywdzenia, lecz z ograniczonych sposobów radzenia sobie z emocjami i relacjami. W tym sensie relacje międzypokoleniowe często tworzą ciąg doświadczeń przekazywanych dalej.
"Wystarczająco dobra matka"
Współczesna refleksja nad rodzicielstwem odchodzi od ideału perfekcji na rzecz koncepcji "wystarczająco dobrej matki". Nie oznacza ona braku troski, tylko równowagę między obecnością a autonomią dziecka. Rodzicielstwo staje się trudne, gdy dziecko ma realizować niespełnione marzenia rodzica albo rodzic próbuje kontrolować całe życie dziecka.
Relacja z mamą wędruje z nami przez całe życie. Mama, która w jakiś sposób utrudnia relację dziecka ze sobą, jest zdystansowana, chłodna, jest mamą, która nie robi tego, dlatego że lubi, tylko być może ma jakieś rany, trudne doświadczenia związane z bliskością. Ludzie nie krzywdzą, bo lubią. Być może nie potrafią pewnych rzeczy zrobić – mówi Urszula Struzikowska-Marynicz.
Miłość matki bywa opisywana jako pierwotny punkt odniesienia w życiu człowieka. Nawet w dorosłości może pozostawać źródłem tęsknoty. To doświadczenie może sprawiać, że człowiek może nieustannie poszukiwać jej odpowiedników w innych relacjach. Dorosłość wymaga także tworzenia nowych źródeł bezpieczeństwa, niezależnych od pierwotnej relacji. Dojrzałość w relacji z rodzicami nie polega na idealizacji ani całkowitym odrzuceniu przeszłości. Ważne, by przyjąć ich ograniczenia, zaakceptować ich historię, ale i doświadczenia, budować własną autonomię i starać się zrezygnować z fantazji o idealnym dzieciństwie lub idealnych rodzicach.