Sit-up: komedia, relaks i muzyka na żywo
Zanim Martyna Krzysztofik stanęła na deskach krakowskiego teatru, miała zupełnie inne marzenie – chciała zostać masażystką. I to marzenie zrealizowała.
Jeszcze przed studiami masowałam wszystkich – znajomych, rodzinę. W końcu zrobiłam kursy i naprawdę to robię. Lubię masować, lubię rozmawiać z ludźmi w czasie masażu – mówi Martyna Krzysztofik.
Z tej praktyki zrodził się pomysł na spektakl. Martyna Krzysztofik zaprasza widzów do swojego "salonu masażu", w którym opowiada historie z życia, żartuje z samej siebie, a jednocześnie wykonuje prawdziwy masaż na scenie. Spektakl nie jest klasycznym monodramem. To forma hybrydowa, balansująca między stand-upem a performansem, podszyta autentycznością i autoironią. Publiczność ma szansę stać się częścią tego doświadczenia. Aktorka wybiera z sali osobę, której wykonuje masaż.
To jest stand-up, ale w pozycji siedzącej, więc sit-up. Nie planowałam tego marzenia, ono przyszło nagle. A odpowiedzialność jest ogromna, ponieważ jestem na scenie sama, tylko ja i publiczność. Wybieram osobę, której nie znam, przypadkową. Trzeba się tylko zgłosić i mieć wygodną bluzkę. To naprawdę działa. Ludzie po takim występie mówią, że czują się lżej psychicznie i fizycznie – mówi Martyna Krzysztofik.
"Sit-up" reklamowany jest jako zabawny, nie brakuje w nim momentów refleksji. Podczas próbnych pokazów w lipcu i wrześniu obecna była m.in. reżyserka Iwona Kempa.
Znamy się od lat. Iwona przyznała, że kilka razy się wzruszyła, a nawet popłakała, ponieważ zobaczyła tam tyle mnie. To była ogromna ulga i radość. Nie zdradzę, co jest fikcją, a co prawdą. Życie zmienia się tak szybko, że czasem myślę, że powinnam przepisać połowę, bo jest już nieaktualna, ale mimo wszystko rzymam się konstrukcji – mówi Martyna Krzysztofik.
(cała rozmowa do posłuchania)