Chciałoby się powiedzieć - piękne obrazki, nie zapomnę ich nigdy. Tylko że... większość z nas widziała je już jakieś 1,5 roku temu. Mamy wielki news. 3 stycznia, szybka akcja w Caracas, Maduro ląduje w amerykańskim areszcie. Emocje sięgają zenitu i co robią internauci, a nawet znani influencerzy? Zamiast czekać na świeże materiały, wyciągają z internetowej zamrażarki stare kotlety i serwują je nam jako świeżynkę, prosto z patelni.
To nie są filmy z ostatniej soboty. Te wszystkie nagrania, na których tłumy tańczą na ulicach, a wielkie banery z twarzą Maduro lądują w błocie, to jest lipiec 2024 roku. Wtedy w Wenezueli też było gorąco, bo ludzie protestowali przeciwko sfałszowanym wyborom.
Te same plakaty, ten sam gaz łzawiący, tylko data w kalendarzu zupełnie inna. To trochę tak, jakbyśmy wrzucili dziś na Instagrama zdjęcia ze swojej osiemnastki z podpisem, ale się świetnie bawię na trzydziestych urodzinach. No, niby wy, niby impreza, ale jednak kontekst nie ten sam.
Zastanówmy się, dlaczego tak łatwo dajemy się na to nabrać. Ponieważ te filmy idealnie pasują do tego, co chcemy zobaczyć. Skoro dyktator upadł, ludzie muszą się cieszyć, prawda? Więc kiedy widzimy tłum, nie sprawdzamy daty, tylko odruchowo klikamy - udostępnij.
Tymczasem wystarczy chwila, wsteczne wyszukiwanie obrazem w Google albo szybki rzut oka na stare profile informacyjne na platformie X i znajdziemy dokładnie te same ujęcia opublikowane osiemnaście miesięcy temu. Więc tak, Maduro rzeczywiście stanął przed sądem w Nowym Jorku, to jest fakt, ale te nagrania z wielką fetą to czysty fejk z recyklingu.
W internecie emocje są najgorszym doradcą. Zanim podacie dalej historyczny moment, sprawdźcie, czy ten moment nie ma już przypadkiem siwej brody.