Na początek zapytam o zmiany w prawie aborcyjnym. Mateusz Morawiecki w 2024 roku mówił, że popiera powrót do kompromisu aborcyjnego. W sierpniu tego roku powtórzył, że gdyby pojawiła się taka możliwość, byłby za. Tymczasem we wtorek i on, i pan, i cały klub Rozwój Plus zagłosowali nie tylko przeciwko dekryminalizacji aborcji, ale też przeciwko ustawie dopuszczającej aborcję w przypadku ciężkiej wady płodu. Może pan to wyjaśnić?
Po pierwsze mamy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który wskazuje, że bez zmiany konstytucji nie da się zliberalizować ustaw aborcyjnych, ponieważ zapisy w konstytucji są bardzo jasne i czytelne. Po drugie wcale nie było powrotu do kompromisu aborcyjnego. Zapisy ustawowe mówiły nie o ciężkich i nieodwracalnych wadach płodu, tylko o ciężkich wadach płodu, które czasem są niestety źle diagnozowane przez lekarzy. Okazuje się, że poczęte dziecko jest zdrowe, a w wyniku błędów lekarskich oceniano, że uszkodzenie płodu było ciężkie.
Dziwię się części polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego, którzy z jednej strony mówią o szacunku do życia, a z drugiej głosują za fatalną lewicową ustawą. Wiemy już, dlaczego tak się stało. Politycy PSL przehandlowali poparcie dla ustawy aborcyjnej za poparcie ustawy znoszącej dwukadencyjność. Okazało się jednak, że nawet tego nie są w stanie zrealizować w koalicji. Wewnętrzne kłótnie, spory i ustawa przepadła. Więc PSL stracił cnotę, a nic nie zyskał. To problem koalicji i PSL. My tego nie komentujemy, ale istotnie bez zmiany konstytucji nie da się zliberalizować prawa aborcyjnego.
Skoro wspomniał pan o wczorajszym głosowaniu w sprawie zniesienia dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast: rzeczywiście to PSL najbardziej zależało na tej ustawie. Teraz posłowie tego ugrupowania zapowiadają, że będą chcieli wprowadzenia dwukadencyjności także posłów. Pana środowisko popierało ograniczenie liczby kadencji w samorządach. Czy poprze je również w Sejmie?
Nie mamy jeszcze w tej sprawie wyraźnego stanowiska. Myślę, że PSL, jeden z mniejszych, pewnie najmniejszy klub parlamentarny, musi realizować postulaty, a nie rzucać tematy pod publiczkę. Widzę w PSL bardzo duże grono posłów, którzy sprawują mandat piątą, szóstą czy siódmą kadencję. Nie byli zachwyceni słowami i takim szantażem premiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. Myślę, że ten temat nie jest też przedyskutowany w koalicji – z Lewicą i Platformą Obywatelską.
To również próba odwrócenia uwagi od istotnych problemów w Polsce: kwestii Dawida Kasprzyka, problemów w ochronie zdrowia, dramatu w gospodarce i ogromnego zadłużenia. Trochę rozumiem stanowisko PSL, które chciało zaszantażować swoich politycznych koalicjantów i przeciwników, ale wydaje mi się, że ten szantaż będzie nieudany.
Od początku mówiliśmy, że dwukadencyjność dla wójtów i burmistrzów to dobre rozwiązanie. Przypominam, że wydłużyliśmy też kadencję w samorządzie z czterech do pięciu lat. Ktoś, kto zostaje burmistrzem, ma świadomość, że przepisy ograniczają sprawowanie urzędu do dziesięciu lat. Przez ten czas naprawdę można bardzo wiele zrobić dla swojej gminy i swojego samorządu.
Chodziło przede wszystkim o to, żeby nie powstawały kliki i układy samorządowe, w których kolega koledze buduje chodniki i drogi, a przepisy dotyczące zamówień publicznych są często obchodzone. Chodziło o przewietrzenie samorządów. Zawsze wiąże się ono z tym, że część starych graczy nie jest zadowolona. Ale to mieszkańcy mają być zadowoleni, a nie ludzie, którzy układali pod stołem różnego rodzaju konszachty i budowali nie do końca jasne i przejrzyste zasady w samorządzie.
Chciałbym zapytać o internetowy wpis pana klubowego kolegi Marcina Horały. W związku z waszym wnioskiem o odwołanie ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego apelował we wtorek na platformie X, żeby skończyć z dyletantyzmem. Czy to jakiś rodzaj samokrytyki? Złożyli państwo wniosek z niewystarczającą liczbą podpisów, co wywołało wątpliwości polityków innych partii dotyczące państwa umiejętności liczenia do 69.
Muszę sprostować. Liczba podpisów pod wnioskiem przekraczała 70, ale istotnie pracownik, który był drugi dzień w pracy w Rozwoju Plus, nie przekazał wszystkich kart. Nie przekazał jednej karty, na której było kilka podpisów.
Czyli liczba podpisów nie przekraczała 69.
Nie, podpisów zebraliśmy ponad 70. Gdy pracownik zorientował się w błędzie, trafiły one do marszałka. Ze strony marszałka Sejmu nie było woli uznania, że te podpisy zostały zebrane, choć istotnie tak było.
Prawo i Sprawiedliwość cieszy się z naszego potknięcia. Powiedziałbym kolegom z PiS, żeby byli dość ostrożni w krytyce, bo ustawa dotycząca liberalizacji aborcji przeszła między innymi dlatego, że dziesięciu posłów Prawa i Sprawiedliwości nie było na sali. Gdyby przynajmniej czterech z nich było obecnych, ustawa umożliwiająca aborcję w pewnych okolicznościach nie weszłaby w życie. Więc trochę pokory po stronie kolegów z PiS. Nie warto wyciągać takich spraw i stawiać ich na ostrzu noża.
Błędy się pojawiają. Oczywiście ten błąd naprawiliśmy. Mało tego, gdy posłowie PiS powiedzieli: „To teraz wy chodźcie do nas, podpiszcie się”, chcieli nas upokorzyć. My dla dobra sprawy postanowiliśmy się podpisać. Minister Kierwiński jest bardzo słabym ministrem, źle wykonuje nałożone na niego zadania polityczne, między innymi dotyczące nadzoru nad policją. Sprawa jego odwołania jest ważniejsza od kwestii politycznych i wzajemnych złośliwości.
Tego też życzę moim kolegom z Prawa i Sprawiedliwości, których w większości cenię. Najbardziej atakuje chyba Rafał Bochenek. Rafale, zapraszam cię do okręgu. Twoja praca w okręgu jest potrzebna. Niekoniecznie musisz się wyzłośliwiać na Rozwój Plus w Warszawie.
Skoro mowa o okręgu i liczeniu, podobno świetnie idzie panu liczenie samorządowców, którzy zmieniają barwy partyjne z Prawa i Sprawiedliwości na Rozwój Plus. W pana rodzinnym Olkuszu prawie wszyscy radni zmienili logo i politycznego patrona. Czy w sejmiku też pan kaperuje?
Rozmawiam z niemal każdym samorządowcem. Jest ogromne poparcie dla Rozwoju Plus. Bardzo wielu samorządowców mówi, że czasy Mateusza Morawieckiego, wielkiego wsparcia dla samorządów i milionowych inwestycji prawdopodobnie już się nie powtórzą. Z pewnością rząd Donalda Tuska nie będzie tego robił, bo nie ma woli rozwijania mniejszych samorządów.
Rozmawiamy z wójtami, burmistrzami i starostami. Część osób mówi wprost, że będzie nas mocno wspierała, ale do końca kadencji nie chce zmieniać barw. Niektórzy rejestrują się poprzez stronę Rozwoju Plus. Rzeczywiście w Olkuszu, a także między innymi w Andrychowie powstały mocne struktury.
Interesują nas rozmowy z samorządowcami w całej Małopolsce. Często są to osoby, które krytycznie oceniały początki czy rządy Prawa i Sprawiedliwości, ale doceniają program Rozwoju Plus dla samorządów: Polskę jednej prędkości i dodatkowe wsparcie na inwestycje, które zapowiadamy. Z pewnością to najlepszy program samorządowy, jaki pokazał Mateusz Morawiecki.
Konkretnie.
Jeżeli w sondażach pojawia się 7–8 procent poparcia…
Czasami też 2–3 procent. Chciałem zapytać konkretnie o Barbarę Nowak, byłą kurator oświaty, która twierdzi, że jest na wylocie z Prawa i Sprawiedliwości. Czy państwo z nią rozmawiają?
Nie znam bardziej ideowej osoby w Prawie i Sprawiedliwości niż Barbara Nowak. Myślę, że byłaby ostatnią osobą, która przechodziłaby z PiS do innej formacji politycznej. Natomiast widzę w Prawie i Sprawiedliwości, w okręgu numer 13, próbę wypchnięcia Barbary Nowak. Bardzo się dziwię, bo to osoba chyba najmocniej związana ideowo z tą partią.
Obserwuję jednak pewne rozgrywki partyjne i polityczne, także wyrzucanie ludzi za to, że mieli zdjęcie z Mateuszem Morawieckim albo przyjechali zobaczyć jego konwencję w Trzebini, choć później uznali, że zostają w Prawie i Sprawiedliwości. Obecne władze PiS starają się robić czystkę w strukturach i pozbywać się osób, które być może inaczej myślą albo inaczej działają.
Bardzo się dziwię, bo to szkodzi prawicy. Prezes Jarosław Kaczyński mówi o jej jedności. Widocznie te głosy o jedności prawicy jeszcze nie dotarły do Krakowa.
Na koniec poproszę o komentarz do spraw międzynarodowych. Donald Trump przyznał przed chwilą, że ograniczono prędkość działania wojskowych Starlinków w Ukrainie. Wcześniej był naftowy deal z Putinem, zawieszenie nowych sankcji na Rosję, odcinanie Ukrainy od danych wywiadowczych, propozycja odmrożenia rosyjskich aktywów i tak dalej. To już nie tylko majaczenie Trumpa o tym, jakim to Putin jest jego przyjacielem, ale realne działania zagrażające Polsce. Może Karol Nawrocki albo ktoś z prawicy, skoro mają państwo tak świetne stosunki z Trumpem, szepnąłby mu na słówko, że myli mu się kat z ofiarą?
Słyszałem wypowiedzi prezydenta, a przede wszystkim jego współpracowników, mówiące o tym, że jakiekolwiek formy odmrożenia relacji z Rosją są złe. Widzę natomiast również po stronie ukraińskiej brak szacunku dla prawdy, bo ostatnie wystąpienia Rady Obwodu Lwowskiego pogarszają relacje z Polską.
Próba budowania nowej historii Ukrainy w oparciu o Banderę, Szuchewycza i innych złoczyńców, którzy mordowali Polaków, oraz ustanawianie przez organy administracji samorządowej roku poświęconego tym ludziom są haniebne. Mówimy tu jednym głosem także z MSZ, które zapowiedziało reakcję.
Myślę, że w interesie Polski jest dalsze wspieranie Ukrainy, a także to, żeby Stany Zjednoczone miały świadomość, że różnego rodzaju deale Trumpa z Putinem nie służą bezpieczeństwu w Europie Środkowo-Wschodniej. Takie stanowisko ma prezydent i bardzo wyraźnie przekazuje je stronie amerykańskiej.
Trzeba też przyznać, że kwoty, jakie Rosja dostała od krajów europejskich za tak zwane węglowodory, są wielokrotnie wyższe od tej nowej umowy Trumpa z Putinem. Z pewnością wiele krajów europejskich przyczyniło się do tego, że Rosja ma pieniądze na walkę z Ukrainą. To jest złe i powinniśmy o tym głośno mówić.