Sześć godzin posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. To czas stracony czy dobrze wykorzystany? Odnosząc się do tego, co wiemy, głównie z części jawnej.
- Powiem tak. Prezydent zwołuje RBN, bo nikt mu nie może odmówić w takiej formule. Mam jednak wrażenie, że te spotkania służą podpromowaniu się prezydenta. Efekty tego wczorajszego spotkania nie są duże. Nie możemy o wszystkim się dowiedzieć, ale z relacji nie wynika obraz wielkiego sukcesu żadnej ze stron. Ten dialog powinien być. Nie chcę używać słowa „wojna Pałaców”, ale rywalizacja jest widoczna. Nie ukrywam, że Kancelaria Prezydenta próbuje narzucić swoją narrację. Zobaczymy, czy to się uda.
Skoro pan mówi o Kancelarii Prezydenta, to w pana ocenie prezydent wysyła jednoznaczne sygnały, że może nie podpisać ustawy o programie SAFE? Minister Bogucki mówił, że nie zostały rozwijane wszystkie wątpliwości co do tego programu.
- W obecnej sytuacji geopolitycznej, ktokolwiek się zastanawia, czy przyjąć pieniądze z programu SAFE, powinien iść do psychologa. Dostajemy pieniądze na bardzo korzystnych warunkach. Będziemy spłacać tę pożyczkę do 2070 roku. W związku z tym oprocentowanie 3% jest najniższe z możliwych na rynkach finansowych. Zastrzyk 44 miliardów złotych, z tego 80% ma być zainwestowane w polski przemysł zbrojeniowy, to wielka możliwość postępu. Te pieniądze mogą nam się zwrócić. Przemysł zbrojeniowy może produkować broń na eksport. Nie rozumiem tej dyskusji.
Kancelaria Prezydenta stawia pytanie, czy aby duża część tych pieniędzy nie popłynie do niemieckiej zbrojeniówki?
- 80% zostanie zainwestowane w polski przemysł zbrojeniowy. 20% na zakupy w różnych krajach. Wiemy, że będzie nim choćby Finlandia. Twierdzenia o Niemczech to nie jest problem. Kupimy też uzbrojenie we Francji. Te argumenty do mnie nie przemawiają. To czysta polityka.
Teraz Kraków w cieniu realnego już referendum odwoławczego. W pana ocenie prezydent Miszalski okazał słabość, odwołując przebywającego obecnie na urlopie z rodziną Łukasza Franka, szefa Zarządu Transportu Publicznego i zapowiadając wielką korektę także Strefy Czystego Transportu?
- Wybraliśmy Aleksandra Miszalskiego na prezydenta Krakowa, żeby dbał o zdrowie mieszkańców. On to realizował. Był przymuszony rozwiązaniami prawnymi. Jak miasta powyżej 500 tysięcy mają takie powietrze, on musi wprowadzić SCT. W zeszłej kadencji sejmik Małopolski, zdominowany przez radnych PiS, zalecał prezydentowi wprowadzenie SCT, pokazując, w jakim terminie to ma być.
Ale teraz prezydent się chyba rakiem będzie z tego wycofywał. Wszystko na to wskazuje.
- Nie chodzi o wycofanie się rakiem. Trzy tygodnie temu Kraków miał najgorsze powietrze na świecie. Działania są potrzebne. Krakowianie chorują, mają wielkie problemy z gardłem i innymi chorobami. To, że będzie korekta, wynika z dwóch rzeczy. Komunikacja nie do końca zadziałała. Do tego są zastrzeżenia WSA, który wskazał na pewne wątpliwości. Jak prezydent podjął decyzję, żeby odwołać Łukasza Franka z funkcji dyrektora ZTP i zapowiedział analizę wszystkich rozwiązań, które są zawarte w rozporządzeniu o powołaniu Strefy, to dobra decyzja.
Przypominam sobie podobne działania parę lat temu, kiedy wprowadzany był zakaz palenia paliwami stałymi w Krakowie. Cały krakowski PiS krzyczał, że krakowianie będą zamarzać w swoich mieszkaniach. Do tej pory nie znam listy tych ofiar. Wtedy krzyczeli protestujący i nikt nie zrobił kroku wstecz. Teraz jest wielka korekta Strefy, no i zwalnianie szefa Zarządu Transportu Publicznego, jako takiego kozła ofiarnego.
- Jest jedna rzecz. Wtedy te warunki opalania paliwami stałymi nie były tak kosztowne dla krakowian i przyjezdnych. Tutaj, o ile Kraków jest zabezpieczony, ludzie przyjeżdżający z okolicznych miejscowości mają pretensje. Jak zrobić, żeby te koszty tak nie obciążały mieszkających poza Krakowem, ale pracujących w Krakowie? Dlatego też korekta jest słuszna i uważam, że pan prezydent Miszalski wykazał się odwagą. Trzeba czasami potrafić przyznać do błędu i poprawić przepisy tej Strefy.
8 marca mają się odbyć wybory szefa małopolskiej Koalicji Obywatelskiej. Tym szefem obecnie jest Aleksander Miszalski. Czy z uwagi na to, co się dzieje w Krakowie, jego szansa na bycie wciąż przewodniczącym rośnie, czy maleje? W ogóle powinien być prezydent Krakowa w obecnej sytuacji szefem lokalnych struktur Koalicji Obywatelskiej?
- Aleksander Miszalski był do tej pory i radził sobie z łączeniem funkcji. Jak wystartuje, zostanie pewnie szefem małopolskiej KO.
Kolejna sprawa to proces memizacji obecnego prezydenta i w sumie infantylizacji urzędu prezydenta. Pan wie jak zatrzymać i odwrócić ten proces, głównie w mediach społecznościowych?
- Musimy się przyzwyczaić, że poprzedni prezydent był z innej epoki. Teraz mamy młodego prezydenta, który inaczej się komunikuje. Jednym się to podoba, że skraca dystans.
Panu się podoba?
- Mnie to nie razi. Młodzi ludzie są też jego wyborcami. Skrócenie dystansu jest naturalne. Niektórzy uważają, że czasem przesadzał. To są rzeczy, które nie powinny mieć wpływu na referendum ws. odwołania. To zagrywka poniżej pasa. Wykorzystuje się drobne potknięcia. Nie ma merytorycznych przesłanek do odwołania prezydenta. Zmiana zasad funkcjonowania miasta po ponad 20 latach jest trudne. W niecałe dwa lata trudno jest inaczej poprowadzić miasto. On próbuje, oby z sukcesem.
Zgadza się pan z opinią, że droga do zmiany władzy, obalenia rządów Koalicji 15 października, wiedzie przez Kraków?
- Nie. Uważam, że jak uda się zebrać podpisy, krakowianie przekonają się, że Aleksander Miszalski jest dobrym gospodarzem. On się obroni. Zbieranie podpisów… Są w to zaangażowane wielkie siły i pieniądze. Zobaczymy, jaki będzie efekt. To nie pierwsza taka próba odwołania prezydenta Krakowa. PiS podsyca nastrój referendalny, ale nie mam złudzeń, że prezydent Miszalski nadal będzie prezydentem Krakowa.
Premier i ministrowie, w tym w szczególności minister Domański, zaangażują się osobiście w to co dzieje się w Krakowie? Czy ma pan takie informacje?
- Prezydent Miszalski już podjął działania, pokazując, że dba o Kraków. Procedujemy ustawę o tym, żeby Kraków mógł skorzystać z ustawy o opłatach lokalnych i wprowadzić opłatę turystyczną. Kraków ponosi wielkie obciążenia związane z ruchem turystycznym. Turyści zapłacą opłatę, która zwiększy budżet Krakowa i pozwoli na zapełnienie pewnej dziury. Koszty sprzątania miasta są wielkie. To poprawi jakość życia w Krakowie.
Czy zobaczymy w Krakowie albo premiera Tuska, albo ministra Domańskiego, którzy będą bronić prezydenta z Koalicji Obywatelskiej?
- Myślę, że pan premier wiele razy był w Krakowie. Nie było to związane z działaniami naszych przeciwników. Minister Domański często bywa w Krakowie. To nie byłoby coś nowego. Jak premier Tusk nas odwiedzi, będziemy radzi z tego powodu.