Wasi prawicowi konkurenci wczoraj zdecydowali: to Michał Drewnicki będzie kandydatem Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich. Przy okazji rzecznik tej partii wezwał Konfederację do poparcia kandydata PiS. Rzuci pan papierami kandydata i poprze Michała Drewnickiego?
- Wzywam rzecznika partii PiS do przekonania swoich kolegów w PiS, żeby poparli kandydata Konfederacji. Niech nie rozbija polskiej i małopolskiej prawicy.
Czyli to Michał Drewnicki powinien rzucić papierami kandydata i poprzeć Bartosza Bocheńczaka?
- Tak jest. Dokładnie tak powinno się stać.
"Kraków potrzebuje spokoju"
W tej prawicowej rywalizacji Michał Drewnicki ma wiele atutów. Doskonale zna miasto, jest wiceprzewodniczącym Rady Miasta, jest pracowity i chwalony za tę pracowitość przez wszystkie ugrupowania. Niełatwo będzie panu konkurować po prawej stronie z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości.
- Ta propozycja padła jedynie w sferze medialnej, oficjalnie PiS jej nie złożył. Nie było rozmów na temat wspólnego kandydata. To była cyniczna gra polityczna prowadzona na szczeblu centralnym, żeby pokazać, że Konfederacja nie chce się dogadać. Oczywiście, że nie chcemy się dogadać z PiS w tej kwestii.
Przypomnę, że Konfederacja powstała na fali buntu przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości. To było osiem fatalnych lat. Osiem lat przygniatania polskiej przedsiębiorczości. To był największy chaos podatkowy, wprowadzenie KSeF-u, z którym dziś tak ochoczo walczą nawet politycy PiS. To była zgoda Mateusza Morawieckiego na Zielony Ład. To był także 2018 rok i zgoda na to, by samorządy mogły wprowadzać strefy czystego transportu. To właśnie PiS wprowadził do przestrzeni publicznej strefy czystego transportu, z którymi tak mocno walczyliśmy w Krakowie.
Oczywiście chodzi o ustawę o elektromobilności. Do tego program ochrony powietrza przyjęty na poziomie województwa. Ale gdy przyjdzie do paktu senackiego, to chyba siądziecie do rozmów?
- Jeżeli siądziemy do jakichkolwiek rozmów z PiS, to będzie to pod auspicjami prezydenta Karola Nawrockiego. Wierzymy, że będzie to człowiek, który będzie mógł stanąć na czele takiego paktu.
Wracając do Krakowa. Gdyby w drugiej turze znalazł się kandydat Prawa i Sprawiedliwości, to rozumiem, że wyborcy Konfederacji…
- Panie redaktorze, drugie tury rządzą się innymi prawami. Zobaczymy, jakie deklaracje złożą kandydaci, i wtedy będziemy podejmować decyzje.
Może Kraków nie chce kandydatów z legitymacją partyjną?
- Trudno powiedzieć, że prezydent Majchrowski nie miał żadnych związków politycznych... Kraków przede wszystkim potrzebuje spokoju i potrzebuje kandydata z Krakowa. To podstawowa rzecz. Nie chciałbym, żeby zjechała się tutaj śmietanka celebrytów chętnych do udziału w tym wyścigu i zrobiła z tych ważnych wyborów polityczny cyrk. Czy legitymacja partyjna jest przeszkodą? Uważam, że może być także pomocą. Jak załatwiać ważne sprawy w Warszawie bez odpowiednich kontaktów? Chociażby kwestie związane z S7 czy metrem. Przecież Krakowa nie stać na budowę metra. Musimy zbudować metro za pieniądze Warszawy. To jest mój postulat.
"Niech Warszawa finansuje nasze metro"
Zakłada pan, że ministrem infrastruktury będzie przedstawiciel Konfederacji?
- Mam nadzieję, że tak będzie wyglądała przyszłość. To Warszawa powinna łożyć na nasze metro. Jesteśmy miastem kultury, miastem, które od lat dba o polską kulturę i turystykę. Niech Warszawa finansuje nasze metro.
Dwa razy użył pan słowa „kultura”.
- Lubię kulturę.
Pana konkurent z Konfederacji Korony Polskiej zapowiada grupowe zwolnienia w magistracie. Jeśli zostanie pan prezydentem, też będzie pan zwalniał?
- Nie chcę w tym momencie mówić, że wyleję dziecko z kąpielą, bo to mogłoby się tak skończyć. Najpierw trzeba przeprowadzić gruntowny audyt w urzędzie miasta i sprawdzić, czy liczba stanowisk nie jest za duża. Oczywiście widzę, że przez ostatni rok wzrosła liczba etatów w urzędzie miasta chyba o 124. Nie będę teraz składał takich deklaracji, ponieważ nie znam dokładnie sytuacji. Jeżeli zobaczę, jak to wygląda, wówczas będę decydował. Ale jestem przekonany, że jest tam co robić, że jest tam co reformować. Że być może ta ręka, jaką na przykład miał Elon Musk, wchodząc do...
Czyli rozumiem, że symbolem będzie piła elektryczna?
- Nie, nie o to chodzi. Potrzebujemy deregulacji w Krakowie. Potrzebujemy uwolnienia pewnych sfer, które dziś są zbyt mocno przeregulowane. Na tym mogą skorzystać także finanse miasta.
Zapowiada pan likwidację strefy czystego transportu i budowę parkingów wielopoziomowych. A zielony skwer przed magistratem, który powstaje w miejscu dawnego parkingu? Zaora go pan i znów zrobi parking?
- Niech ten skwer już zostanie. Nie chciałbym być prezydentem, który marnuje pieniądze i burzy wszystko tylko dlatego, że zrobiła to poprzednia władza. To fatalny styl zarządzania. Tak właśnie robią PiS i Platforma. Jedni obejmują władzę, mówią, że wszystko było złe, zmieniają to na swoje, a potem sytuacja się odwraca. Nie o to chodzi. Jeżeli zostanę prezydentem Krakowa, będę zarządzał racjonalnie. Nie będę wykonywał ruchów tylko po to, żeby pokazać, że nie jestem z PiS albo z Platformy. Kraków potrzebuje stabilnego gospodarza, który wyprowadzi miasto z kryzysu.
A co zostawiłby pan z działań poprzedników?
- Lista rzeczy, które bym zostawił, jest dosyć krótka. Łatwiej byłoby mi wskazać te, które chciałbym zmienić. Chociażby kwestie kolesiostwa, nepotyzmu i zatrudniania znajomych w spółkach samorządowych. To wszystko by się skończyło. Przyznam szczerze, że trudno mi teraz wskazać konkretne działania, które chciałbym pozostawić.
Czyli zostawiamy skwer.
- Tak, zostawmy skwer.
Wróćmy do kultury. Pana prezentacja jako kandydata zbiegła się ze słowami Sławomira Mentzena o „artystach darmozjadach”. Dobrze się zaczyna pana droga w Krakowie, mieście kultury?
- Politycy nie są od tego, żeby byli akceptowani przez wszystkich i żeby wszyscy lubili ich jak zupę pomidorową. Politycy – przynajmniej ci, którzy chcą zmienić klasę polityczną od 20 lat dominującą na polskiej scenie – są od tego, żeby czasem mówić trudne prawdy. Nie będę owijał w bawełnę. Jeżeli artyści czują, że są ponad zwykłymi ludźmi, że stoją ponad tym „ludem”, bo tworzą sztukę, to rozumiem, że mogą tak o sobie myśleć. Być może nawet mają do tego prawo. Nie powinni jednak być traktowani przez państwo jako nadludzie.
"Dla mnie to badziew"
Ale przecież mowa tylko o dopłatach do składek ZUS.
- Tylko że ja nie rozumiem, dlaczego gorsza ma być fryzjerka. Dlaczego gorsza ma być makijażystka. Dlaczego gorsze mają być osoby wykonujące inne zawody, które również ciężko pracują, żeby ktoś docenił efekty ich pracy. Przecież makijażystka też wykonuje pewien rodzaj sztuki., fryzjerka również wykonuje pewien rodzaj sztuki. Czy ktoś zastanawia się, czy one będą miały pieniądze na ZUS? Zazwyczaj nikogo to nie interesuje. Czy artyści mają być ponad tymi ludźmi?
Rozumiem, że są też wątpliwości związane z definicją artysty. Wiele osób zwraca uwagę, że trudno będzie jednoznacznie określić, kto jest artystą, a kto nim nie jest. To jedna z głównych wątpliwości dotyczących tych rozwiązań. Ale czy Konfederacja nie przypomina w ten sposób, że bliżej jej do społecznego darwinizmu niż do społecznej solidarności?
- Jeżeli społecznym darwinizmem nazywamy sytuację, w której każdy zarabia na siebie sam i pozostali obywatele nie muszą się na niego składać, to tak – możemy tak to nazwać. Chcemy powrotu do systemu, o którym w Polsce już trochę zapomniano. Jeżeli artysta chce tworzyć sztukę, to niech tworzy taką sztukę, którą ludzie chcą oglądać i za którą chcą płacić.
Wie pan, że z artystami bywa różnie. Nie wszystko, co wartościowe, od razu znajduje odbiorców.
- Rozumiem to. Ale proszę spojrzeć na przykład Jasia Kapeli. Czy to jest sztuka, kiedy on obraża, przeklina, pluje i mówi o różnych sprawach w obraźliwy sposób? On uważa, że tworzy sztukę najwyższej próby. Dla mnie to jest badziew, co ten człowiek wyrabia. Nie chcę za to płacić.
Tak swoją drogą – wie pan, które teatry w Krakowie są teatrami miejskimi? Którymi jako prezydent chciałby pan zarządzać?
- Przyznam szczerze, że w tej chwili nie wiem.
Jak to? Mówi pan o artystach, chce pan być prezydentem Krakowa, a nie wie pan, które teatry są miejskie?
- Mówię uczciwie. Jeżeli czegoś nie wiem, to mówię, że nie wiem. W tym momencie po prostu tego nie wiem.
Smartfony w szkole? W Konfederacji zdania są podzielone
Dobrze, sprawdzi pan i wrócimy do tej rozmowy następnym razem. Zmieniając temat – czy Konfederacja poprze ustawę dotyczącą zakazu używania smartfonów w szkołach?
- Musimy się jeszcze nad tym zastanowić, ponieważ nawet w Konfederacji zdania są podzielone. Część środowiska wolnościowego uważa, że decyzję należy pozostawić rodzicom. To rodzice, w porozumieniu z dyrekcją szkoły i nauczycielami, powinni decydować, czy dzieci mogą korzystać ze smartfonów, czy powinny je odkładać do specjalnych szafek, a może w ogóle nie przynosić ich do szkoły.
Jest też część bardziej konserwatywna, która uważa, że smartfonów w szkołach nie powinno być wcale. Zdania są podzielone i musimy tę sprawę jeszcze dokładnie przedyskutować. Ja osobiście skłaniałbym się ku temu, żeby pozostawić decyzję rodzicom. Jeżeli rada rodziców porozumie się z dyrekcją szkoły i ustali, że smartfony podczas zajęć są odkładane do szafek, to nie mam z tym problemu. Sam ze swoimi dziećmi umówiłbym się właśnie w taki sposób: na czas lekcji telefon trafia do szafki, a po zajęciach można go odebrać, żeby mieć kontakt z rodzicami.
Czyli na razie nie ma jednoznacznego stanowiska. Kiedy ustawa trafi na ścieżkę legislacyjną, wtedy będzie decyzja?
- Tak. Będziemy podejmować decyzję w trakcie debaty parlamentarnej.
Ale dostrzega pan problemy związane z dostępem dzieci do pornografii?
- Oczywiście. Dostrzegam ogromny problem. Uważam, że to jedno z największych zagrożeń dla współczesnej młodzieży. To są smartfony. To są media społecznościowe. Widzę, że uzależnienie dzieci i młodzieży od social mediów bywa równie silne jak uzależnienie od alkoholu czy ciężkich narkotyków. Dlatego doskonale rozumiem skalę tego zagrożenia. Moje najstarsze dziecko korzysta z telefonu, ale tylko przez godzinę dziennie. Kontroluje to specjalna aplikacja i nie pozwalam na więcej.