Wsparcie dla dzieci walczących z nowotworami
Dobro jest jedną z niewielu rzeczy, która mnoży się przez dzielenie się nią. Skoro mogłem spełnić swoje marzenie, chciałem, aby przy okazji pomogło ono komuś, kto z powodu choroby nie może realizować własnych – mówi Łukasz "Santa" Chochorowski.
Efektem była wyprawa licząca 985 kilometrów – od Goczałkowic aż do ujścia Wisły w Gdańsku. Naturalnym partnerem projektu została Fundacja Cancer Fighters, wspierająca dzieci zmagające się z chorobami nowotworowymi. Działalność charytatywna od dawna wpisana jest w DNA Subkultury Kraków. Organizacja od lat prowadzi między innymi akcję Submikołajki, podczas której pomaga potrzebującym dzieciom.
Chcieliśmy połączyć spełnianie marzenia z czymś naprawdę dobrym. Skoro Łukasz i tak zamierzał przepłynąć Wisłę, uznaliśmy, że warto wykorzystać tę energię, aby pomóc dzieciakom walczącym o zdrowie – mówi Paulina Kasprzyk.
Cel zbiórki został już przekroczony. Na koncie akcji znajduje się ponad 20 tysięcy złotych, jednak organizatorzy podkreślają, że każda kolejna wpłata ma znaczenie. Kwota 20 tysięcy złotych może wydawać się niewielka, ale w porównaniu z największymi ogólnopolskimi zbiórkami, organizatorzy nie mają wątpliwości, że właśnie takie inicjatywy budują kulturę pomagania.
Nie chodzi o to, żeby od razu celować w miliony. Każda złotówka ma znaczenie. Nigdy nie wiemy, czy właśnie ta jedna wpłata nie pomoże uratować komuś życia albo spełnić jego marzenia – przekonuje Łukasz "Santa" Chochorowski.
Piętnaście dni walki z pogodą i własnymi słabościami
Wyprawa była ogromnym wyzwaniem fizycznym, Łukasz podkreśla, że jej najważniejszą bohaterką stała się sama rzeka. Przed rozpoczęciem spływu Wisła kojarzyła mu się głównie z dużymi miastami – Krakowem, Warszawą czy Gdańskiem. Po piętnastu dniach podróży jego spojrzenie całkowicie się zmieniło. – "Wisła to przede wszystkim natura. Cisza, ptaki, dzikie zwierzęta, ogrom zieleni. Dwie trzecie jej biegu przebiega przez tereny chronione. Są momenty, kiedy krajobrazy dosłownie odbierają mowę" – dodaje.
Mimo że wielu osobom spływ na desce SUP kojarzy się z relaksem, przepłynięcie niemal tysiąca kilometrów było przedsięwzięciem wymagającym zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Plan zakładał szybsze ukończenie wyprawy, jednak warunki atmosferyczne zweryfikowały te założenia. Silny wiatr, zmienna pogoda i codzienne zmęczenie sprawiły, że całość zajęła piętnaście dni. Motywacją pozostawały dzieci, którym dedykowana była cała akcja.
Dopóki świeci słońce, wszystko wydaje się proste. Problemy zaczynają się wtedy, kiedy pojawia się wiatr, awarie sprzętu albo zwykłe zmęczenie. Wtedy liczy się odporność psychiczna i świadomość, po co się to robi – mówi Łukasz "Santa" Chochorowski.
SUP jako sposób na podróżowanie
Dla wielu osób deska SUP jest wyłącznie wakacyjną atrakcją. Dla Łukasza stała się środkiem transportu i sposobem poznawania świata. Coraz częściej zamiast jezior wybiera właśnie rzeki. Z namiotem, całym ekwipunkiem i deską przemierza kolejne odcinki Polski i Europy. W planach są również wyprawy po fiordach Norwegii oraz górskich rzekach.
Popularność paddleboardingu w Polsce w ostatnich latach wyraźnie wzrosła. To cieszy organizatorów, ale jednocześnie budzi obawy o bezpieczeństwo. Coraz więcej osób kupuje deskę i od razu rusza na wodę, nie znając podstawowych zasad. Najważniejsze z nich są proste. Należy zawsze sprawdzać prognozę pogody, szczególnie siłę wiatru, wybierać akwen odpowiedni do swoich umiejętności, korzystać z kamizelki asekuracyjnej i leasha, dbać o nawodnienie i nigdy nie wchodzić na wodę po alkoholu. Dla początkujących najlepszym rozwiązaniem są spokojne zbiorniki wodne, takie jak Bagry, Przylasek Rusiecki, Zakrzówek czy Kryspinów. Dopiero po zdobyciu doświadczenia warto próbować swoich sił na rzekach.
Czy każdy jest w stanie przepłynąć całą Wisłę?
Bardzo często sami odbieramy sobie szansę na realizację marzeń. Mówimy: "nie dam rady", zanim w ogóle spróbujemy. A przecież, dopóki nie podejmiemy próby, nie wiemy, na co nas naprawdę stać – mówi Łukasz "Santa" Chochorowski.
Nie chodzi wyłącznie o sportowy wyczyn ani o rekord. Najważniejsze jest pokazanie, że nawet jedno marzenie może uruchomić lawinę dobra. Na stronie internetowej projektu można znaleźć szczegółowy dziennik wyprawy, fotografie oraz relacje z każdego dnia podróży. Organizatorzy chcą dzielić się doświadczeniem z osobami planującymi podobne wyprawy, ponieważ przed rozpoczęciem spływu bardzo trudno było znaleźć praktyczne informacje.