Od lipca ubiegłego roku nie ma już porodówki w szpitalu w Brzesku, którym przez kilkanaście lat zarządzała Józefa Szczurek - Żelazko. Przez 5 miesięcy ubiegłego roku urodziło się tam tylko 70 dzieci. Z podobnego powodu od lutego przestanie działać porodówka w szpitalu w Dąbrowie Tarnowskiej.jó
Zdaniem byłej wiceminister zdrowia (w latach 2017 - 2020 - w rządzie PiS) Józefy Szczurek - Żelazko to jednak nie kwestia demografii, ale złego finansowania.
- W tej chwili NFZ płaci szpitalowi za poród od 3600 złotych do 4000. Obejmuje to proces przygotowania kobiety do rodzenia. Poród może trwać nawet kilkanaście godzin. Później pobyt na oddziale. Alarmowaliśmy wiele razy, żeby zmienić tę wycenę. Potrafiono np. z dnia na dzień zmienić wycenę świadczeń kardiologicznych, po to, żeby takie oddziały mogły powstać, niezależnie od tego ilu pacjentów tam trafia. Po drugie obecnie nie ma w prawie żadnego wskaźnika liczby porodów, który by nakazywał likwidacje porodówki. Były takie przymiarki, że jeżeli jest poniżej 400 porodów, ale nie ma takiego prawa. Kiedy ja byłam dyrektorem szpitala w Brzesku, rodziło się rocznie 190-200 dzieci. Oddział funkcjonował, utrzymywaliśmy go. Uważałam, że kobiety mieszkające na naszym terenie mają prawo do porodu w godnych warunkach - podkreślała posłanka Józefa Szczurek-Żelazko.
Podczas konferencji PiS na tarnowskim Rynku, skrytykowano także pomysł porodów w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych. Po kontrowersjach, z jakimi się spotkał ten pomysł, NFZ wyjaśnił, że kilkunastu szpitalach w Polsce, gdzie nie ma porodówek, dyżurowałaby położona na wypadek nagłych sytuacji.
Projekt Ministerstwa Zakłada, że taki szpital musiałby także zapewniać kartkę przystosowaną do transportu ciężarnej lub rodzącej kobiety z położną w składzie zespołu. W ostatnich 7 lat liczba porodów w Polsce zmniejszyła się o połowę.