Wytypować podium w sobotnich zawodach drużynowych było niezwykle trudno. Pięć reprezentacji prezentowało bowiem bardzo wyrównany poziom. Gdyby zsumować dorobek piątkowego konkursu indywidualnego to najlepszą i piątą ekipę dzieliło tylko 20 punktów.
Ostatecznie rywalizacja aż tak zacięta nie była, ale walka o medale trwała niemal do samego końca. Słowenia na półmetku wyprzedzała Norwegię o 9,8 pkt i w finale jeszcze przewagę powiększyła. To zasługa przede wszystkim Anze Laniska i Timiego Zajca, którzy byli najlepsi w nieoficjalnej indywidualnej klasyfikacji.
Biało-czerwoni po pierwszej serii zajmowali piątą lokatę. O ile Stoch i Kubacki spisali się w niej bardzo dobrze, uzyskując odpowiednio 136 i 137 m, to gorszy skok przydarzył się Zniszczołowi - 122 m. Żyła natomiast miał 131 m.
Polaków od podium dzieliło wówczas 14,1 pkt i byli blisko odrobienia straty. Przed skaczącym w ostatniej serii Kubackim trener Thomas Thurnbichler zdecydował się skrócić rozbieg. Aby zaliczono z tego tytułu bonifikatę punktową zawodnik musi osiągnąć odległość co najmniej 95 proc. rozmiaru skoczni. W tym przypadku oznaczało to 131 m, ale Kubacki skoczył 128,5 i biało-czerwoni zakończyli zmagania na czwartej pozycji.
Indywidualnie Kubacki osiągnął siódmy wynik, Stoch 10., Żyła 16., a Zniszczoł 18. Na piątym miejscu uplasowali się broniący tytułu Niemcy.
Polacy wrócą ze Słowenii z dwoma medalami wywalczonymi indywidualnie - złotym Żyły na obiekcie normalnym i brązowym Kubackiego na dużym.