"Dość mocno się zezłościłem, bo zależało mi na tym, żeby głosować w tych wyborach i żeby głosować w miejscu, w którym mieszkam. Sprawdzałem wcześniej kandydatów, wiedziałem, na kogo chcę zagłosować" - mówi pan Tomasz.
Podobne doniesienia docierają od wyborców w całej Polsce. Przyjmowaniem wniosków od osób chcących zmienić miejsce głosowania zajmują się urzędy gmin. Przykładowo - w Krakowie do list dopisano około ośmiu tysięcy osób. 80 wniosków zostało odrzuconych, ponieważ były niekompletne. Nie wiadomo natomiast, ile wniosków nie zostało rozpatrzonych przed terminem głosowania. Wszystkie osoby, które spotkały się z tym problemem, mogą złożyć skargę. Urząd zobowiązał się przyjrzeć każdemu przypadkowi i wyjaśnić sytuację.
"Nie wiemy, dlaczego niektóre osoby nie znalazły się na liście wyborców i nie zostały o tym poinformowane. Jeżeli ktoś złoży skargę, to oczywiście ją rozpatrzymy i zobaczmy, dlaczego tak się stało. Wydaliśmy osiemdziesiąt decyzji odmownych, na przykład w momencie, kiedy ktoś złożył niekompletny wniosek, albo nie dosłał w terminie wymaganych dokumentów" - mówi Dariusz Nowak z Urzędu Miasta Krakowa. Jak dodaje Nowak - brak tych osób na listach nie powinien mieć znaczącego wpływu na wynik wyborów.
Ministerstwo Cyfryzacji informuje, że system ePUAP zadziałał dobrze. Za problemy z głosowaniem resort obwinia urzędy. Państwowa Komisja Wyborcza twierdzi natomiast, że nie jest stroną w tym sporze. Urząd mógł mieć na przykład wątpliwości co do prawdziwości danych złożonych przez wyborcę we wniosku, dlatego dokument został odrzucony – mówi Magdalena Pietrzak, szefowa Krajowego Biura Wyborczego.
"Urząd w razie wątpliwości wydaje decyzję odmowną. Wtedy wyborca ma trzy dni na to, aby odwołać się do sądu rejonowego, który potem ma kolejne trzy dni na to, żeby wydać orzeczenie w tej sprawie. Takie są procedury, Państwowa Komisja Wyborcza w nich nie uczestniczy" - doprecyzowuje Pietrzak.
Katarzyna Maciejczyk/łk