Najczęściej są to wyznania miłosne, wulgarne napisy, symbole i inicjały. Skala tego zjawiska rośnie z roku na rok, a leśnicy musieli się nawet zaopatrzyć w dodatkowy sprzęt.
- Musieliśmy specjalnie w Morskim Oku kupić szlifierkę, na którą zakładamy metalowe szczotki i czyścimy farbę. W strefie ochrony ścisłej nie możemy używać żadnej chemii. Trzeba to mechanicznie zatem usuwać. Wtedy jednak usuwamy też wszystkie porosty - mówi leśniczy rejonu Morskiego Oka, Grzegorz Bryniarski.
Jak podkreśla, dużym problemem są również naklejki pozostawiane przez turystów.
- Naklejek jest plaga. Przy samej drodze do Morskiego Oka czasami nie widać nawet znaków drogowych. Kupujemy specjale płyny, żeby z tabliczek kierunkowych, piktogramów, barierek i budynków to ściągać - dodaje.
Choć wykrycie sprawców bywa trudne, strażnikom parku często się to udaje. Za złamanie przepisów grozi mandat sięgający nawet 500 złotych.