Pod względem sportowym ten weekend w Zakopanem był w moim wykonaniu do niczego. Nie nadawałem się do wykonania najprostszych rzeczy. Wcześniej marzyłem, a nawet sobie w głowie układałem jak bym chciał oddać te skoki w Zakopanem, a nawet jak śpiewam hymn. No, ale jak widać życie napisało swój scenariusz. Emocjonalnie jednak ten weekend był niesamowity i zostanie ze mną do końca życia. Te w sumie kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy tutaj są, którzy gdy jechałem wyciągiem machali, wykrzykiwali podziękowania i słowa wsparcia...
- mówił wzruszony Stoch.
Dodał, że to właśnie uświadomiło mu, że nie ma znaczenia jaki ten ostatni skok tu oddał.
Najważniejsze stało się to, że dotrwałem do tego momentu i mogę się ukłonić tym wszystkim kibicom, pożegnać uśmiechem i pomachać do nich. Nie musieli tu być, zwłaszcza po tym jak ostatnio marnie mi szło, a jednak byli, wspierali z całego serca. Zresztą od każdego na tej skoczni i wokół niej słyszałem podziękowania, niektórzy - tak jak ja - ocierali nawet łezkę
- zakończył Stoch.
Uczestnicy zakopiańskiego konkursu indywidualnego skakali w bardzo trudnych warunkach. Momentami w stolicy polskich Tatr sypał gęsty śnieg, któremu towarzyszył wiejący z różnych kierunków wiatr. Porywy sięgały 4-5 m/s.
Każdą serię przerywano wielokrotnie - z powodu podmuchów, lub konieczności wyczyszczenie torów najazdowych. Tu od belki aż do progu pracowało 18 osób.
Stoch oczekiwać na skok przy 12-stopniowym mrozie, a gdy otrzymał zgodę na swoja próbę, zdołał polecieć jedynie na odległość 119,5 m i został sklasyfikowany na 42 miejscu.